Brak papieru i farb zmusił mnie do wykorzystania swojej weny w inny sposób. Wiem, że notka będzie słaba, już teraz, nim zaczęłam ją pisać, ale wena nie sługa, więc jeśli ktoś tu trafił przypadkiem, niech za żadne skarby nie czyta tego postu jako pierwszego, bo dostanie raka, a pewnie wolałby psa abo kota.
Ps, właśnie zerknęłam na poprzednią notkę. Proponuje tego w ogóle nie czytać. Wrzucam zakończenie. Dziękuję za uwagę, to będzie krótka notka, ale kończąca ten beznadziejnie zaczęty cykl. Kolejnego bloga, jeśli kiedykolwiek stworzę, poprowadzę lepiej, obiecuję. Przepraszam.
Alan zbladł. Żadne wydarzenie w jego krótkim, aczkolwiek intensywnym życiu nie przygotowało go na szok, którego doświadczył. Według notki sejf, wmurowany w ścianę wschodniego skrzydła nigdy nie powinien dostrzec światła dziennego. Ponury gmach jego domu okazał się być grobowcem. Przeleciał wzrokiem historię domu. Pożar. Morderstwo. Kolejna seria pożarów. Niewyjaśnione zdarzenia. Tragiczna śmierć dziecka. Wycinek z jakiegoś brukowca, mówiący o seryjnym mordercy.
Szybkim krokiem ruszył do wschodniego skrzydła, głośny tupot stóp rozległ się echem w pustej i cichej przestrzeni domu. Po chwili dołączył do niego kolejny tupot. Kierownik, widocznie zmagając się ze strachem, ruszył za niepozornym blondynem ku ciemnej bryle w ścianie. Jeden dzień pracy, pewnie niecały, dzielił fachowców od wydobycia sejfu ze ściany. Jednak bezsensem byłoby to robić. Alan spojrzeniem obrzucił ścianę i odwrócił wzrok, kierując go ku postawnemu mężczyźnie.
Szybkim krokiem ruszył do wschodniego skrzydła, głośny tupot stóp rozległ się echem w pustej i cichej przestrzeni domu. Po chwili dołączył do niego kolejny tupot. Kierownik, widocznie zmagając się ze strachem, ruszył za niepozornym blondynem ku ciemnej bryle w ścianie. Jeden dzień pracy, pewnie niecały, dzielił fachowców od wydobycia sejfu ze ściany. Jednak bezsensem byłoby to robić. Alan spojrzeniem obrzucił ścianę i odwrócił wzrok, kierując go ku postawnemu mężczyźnie.
- Czytałeś?
- Owszem. - odpowiedział. Obrazy przesuwały się w wyobraźni w losowej kolejności, nieuporządkowanie drażniąc jego wyobraźnię wizjami masakry. Według niewielkiego dopisku po prawej stronie, w tajemniczej skrzyni za uch plecami znajdowało się nic innego jak...
- Zapewne to już tylko szkielety. Nie wydobywajcie tego. To ich grób, niech tak pozostanie.
Alan osunął się na ziemię, nogi odmówiły mu posłuszeństwa, jednak nie przeszkadzało mu to. Uniósł rękę, powstrzymując mężczyznę przed niesieniem mu pomocy i zatopił się w myślach.
- Możesz już iść. Jutro zacznijcie to zamurowywać... A zresztą... Nie przychodźcie tu jutro. Jeszcze dzisiaj dostaniecie przelew. Dziękuję.
***
'' Nie wiem, dlaczego to piszę. Prawdopodobnie tej kartki nikt nie przeczyta, zapewne spłonie razem z tą rezydencją. Jeśli jednak uda jej się przetrwać, proszę o jedno.
Nie odbudowujcie nigdy więcej tej rezydencji.
Niech pozostanie spaloną ruiną, znakiem wszystkich tragedii, które się tu wydarzyły. To miejsce jest przeklęte.
To wszystko, co mam do powiedzenia.
Ostatnia dusza poświęcona rezydencji. ''
***
Niezmącona niczym cisza spłynęła na gmaszysko, przerażająco nienaturalna i groźna. Mówią, że ludzkie historie kończą się, by kolejne mogły zostać napisane. Śmierć, tak samo naturalna jak narodziny, nie zawsze jest chwalebna, godna, czy chociażby bezbolesna. Jeśli koniec jest początkiem, co, jeśli początek jest końcem? Pytania bez odpowiedzi nie są bezsensowne. Tracą swój sens, gdy nie ma kogo pytać. Światło które powinno prowadzić, gaśnie, a droga wyzwolenia staje się pułapką. Mrok staje się rzekomym przewodnikiem, rozbijając duszę na najmniejsze kawałeczki, by stworzyć ją od nowa. Koniec rozpoczynający początek i początek zwiastujący koniec, narodziny i śmierć, dobro i zło, wszystko zmienia swą strukturę, nadając wartościom irracjonalne priorytety. Gdyby ktoś zapytał, jaki jest tego sens, nigdy nie otrzymałby odpowiedzi. Ciemność nie ma głosu, by poznać odpowiedź, trzeba przebyć drogę z samego końca aż po początek, nie zatracając przy tym siebie. Poszukiwania odpowiedzi, daremne próby odtworzenia chaosu z rozchwianego ładu, łapanie świetlików, by ciemne truchła mogły spocząć w zimnej ziemi, zawiła sieć kłamstw podszytych prawdą. Ułudne widmo wolności odzierające życie z radości, popycha do poszukiwania odpowiedzi na pytania, których nigdy nie powinniśmy poznać. Posklejane szczątki rozbitego lustra wykrzywiają rzeczywistość, przedstawiając ją w odbitych groteskowo barwach, zwiastując śmierć. Żyć pragną właśnie Ci, którym pisana jest śmierć.
***
Płomienie łagodnie lizały ściany budynku. Jedynymi dźwiękami w rezydencji były trzaski płonącego ognia i oddech chłopca, spokojnie siedzącego na sofie z salonie. Dym delikatnie wydobywał się przez otwarte okna. Groteskowo zwisające z sufitu kable czujników dymu i alarmu przeciwpożarowego smutno przypominały mu jego własną duszę. Nie czuł gorąca bijącego od płonących ścian, dym znieczulał i dziwnie uspokajał. Oczy kleiły mu się, widział coraz mniej przez warstwę wszechobecnego dymu. Gdyby trzaski ognia nie zagłuszały wszystkiego wokół, zapewne słyszałby dźwięk syreny w pobliskiej straży pożarnej. Płomienie strzelały w powietrze, pochłaniając wszystko.
Zanim jednostki dotarły do rezydencji, nie było w niej żadnej żywej duszy. Kilka godzin później z pogorzeliska wydobyto jedynie jedne zwęglone zwłoki.
Coś się kończy, coś się zaczyna....