niedziela, 31 marca 2013

Kyōfu ~ 16

Zamiast jednego długiego rozdziału macie 2 krótkie, mam nadzieję, że się spodoba. Wiem, że króciutkie, ale teraz będą często dodawane. Scel. ♥

Błyskawice przecinały niebo, wicher łamał drzewa, była już noc, jednak nikt nie spał. Dom Alana lekko drżał w posadach. Jednak chłopcy nawet nie zdawali sobie sprawy z pogody za oknami. Wpadli do sypialni, rozbierając się i całując. I kiedy nad miasteczkiem przechodziła wielka burza, oni kochali się namiętnie, nie zwracając uwagi na nic dookoła. 
***
Alan otworzył oczy. Było mu gorąco, bo leżał w szczelnych objęciach Feliksa. Jego włosy były w nieładzie, który tak mu przypominał noc... Felix otworzył oczy, i widząc, że blondyn się na niego patrzy, pocałował go namiętnie. Alan wyplątał się z objęć chłopaka i wyszedł pod pościeli, zupełnie nagi. Momentalnie otoczył go niesamowity chłód. Coś było nie tak. Felix zobaczył reakcję blondyna chwilę przed tym jak sam poczuł chłód.  Szybko założył szlafrok i rzucił Alanowi kołdrę. Drzwi były uchylone, na korytarzu było jeszcze zimniej. Długo nie musiał szukać przyczyny. W pokoju obok szyba została wybita wielkim konarem drzewa, odłamanym prawdopodobnie z ogrodu. Alan podszedł do szczątek okna. Felix za nim. W ogrodzie leżało mnóstwo połamanych gałęzi, ale nie widać było większych strat. Szatyn, uważając, żeby nie nadepnąć na rozbite kawałki szyby, wziął Alana za rękę i wyprowadził z pokoju, który następnie szczelnie zamknął.
-Naprawą zajmiemy się później. Teraz chodź na kawę.
W kuchni było dużo cieplej, jednak Alan nadal zakrywał się kołdrą.
-Co jest? -Felix zmierzył go spojrzeniem
-N-nic -Alan się zarumienił. Felix od razu zrozumiał o co chodzi.
-Po śniadaniu kocie -mrugnął do blondyna, którego twarz nabrała intensywnie czerwonego koloru
Alan chciał go przytulić, gdy usłyszeli odgłos klucza otwierającego zamek. Zamarli. Ktoś skradał się w kierunku schodów. Alan zbladł. Bezszelestnie wyszli z kuchni. Była pusta,a drzwi były otwarte. Alan porwał najbliższą walizkę. szybko założył coś na siebie i wyszli cicho przez kuchnię. Przed domem, schowany za ogrodem stał czarny samochód. Alan nie miał pojęcia, co teraz robić. Felix prowadził go uliczkami z dala od domu. Bo kilku minutach, które Alanowi wydawały się wiecznością, dotarli na przystanek autobusowym przy którym był telefon. Felix bez słowa podszedł do automatu. Alan usłyszał tylko kilka słów, w tym włamywacze, mordercy.. Podszedł do rozkładu. Za 12 minut mieli autobus. Do tego czasu może być już po sprawie. Usłyszeli syreny policyjne. Brunet przytulił przestraszonego chłopaka i czekali.... Po 10 minutach Alan pociągnął chłopaka za rękaw i ruszył w stronę domu. Tam ujrzeli 3 radiowozy z włączonymi światłami, i kręcących się wokoło policjantów. Do jednego radiowozu właśnie policjant pomagał wsiąść facetowi w czarnej kominiarce, z rękoma skutymi. W innym radiowozie już siedziało 2 innych. Czarne błyszczące auto było przeszukiwane przez  policjanta w odznaką na piersi. Alanowi ulżyło. Zmiękły mu nogi, ale Felix złapał go w porę i doprowadził do domu.
***
-Patrz, żyjesz. - Feliksa przebudził cichy szept przy jego uchu. Ostrożnie otworzył oczy. Nad nim siedział pochylony Alan, szeroko uśmiechnięty. 
Felix złapał go za rękę i patrzył mu głęboko w oczy.
-Nie ma to ja usnąć w czasie przesłuchania. -Alan zaśmiał się- Gdzie pan wtedy był? Hrrrrrr... 
Felix wstał szybko i chciał pocałować blondyna, jednak zakręciło mu się w głowie.
-Wszystko w porządku? -Alan spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem.
Felix czuł się jak otumaniony.. Coś mu nie grało... Spróbował znowu wstać, jednak stracił przytomność.

sobota, 30 marca 2013

Kyōfu ~ 15

Mam nadzieję, że nie zrazicie się do opowiadania, jeśli dodam troszkę horroru. Dziękuję za komentarze.Czas nie pozwala mi pisać częściej. Krótki rozdział, ale jutro kolejny, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie. Scel ♥

Tej nocy żaden z chłopców nie mógł spać. Alan ciągle miał przed oczami widok swojego zamordowanego kociaka, a Felix widok miny blondyna widzącego szczątki zwierzaka. Felix niespokojnie rzucał się po łóżku. W pewnym monecie usłyszał cichutki hałas, dochodzący zza drzwi łączących jego pokój z pokojem Alana. Ostrożnie podniósł się na łóżku i wziął do ręki kij, który przygotował wczoraj wieczorem. Wytężając wzrok, ujrzał poruszającą się klamkę i usłyszał delikatny skrzyp drzwi. Zza nich ujrzał drobną, bladą twarz okoloną burzą blond loków. Odetchnął. 
-Chcesz, żebym odszedł z tego świata na zawał czy co?
Blondyn wszedł do pokoju, zamknął drzwi za sobą i uśmiechnął się lekko. 
-Jestem psychopatycznym mordercą, bój się mnie. Schowałem się w schowku, żeby cię zabić w nocy.
Felix przewrócił oczami i przesunął się na łóżku.
-Tak, ten psychopatyczny morderca przyszedł do mnie, bo pewnie boi się spać sam i nie ma się do kogo przytulić.
Alan spojrzał na niego obrażony.
-Wcale nie boję się spać sam -mruknął, wsuwając się pod kołdrę obok szatyna.
Felix objął mocno chłopaka i zamknął oczy.
-Teraz możesz sp..
-Myślisz, że wrócą? - przerwał mu Alan. 
Chłopak otworzył jedno oko i zobaczył, że zielone oczy Alana są szeroko otwarte i wpatrzone w sufit. Przesunął się trochę pod kołdrą, przytulając go mocniej do siebie.
-Nie dzisiaj.. Ale pewnie wrócą. Nie bój się.
-Jak mam się nie bać? Ktoś wymordował mi rodzinę, a teraz chce zabić mnie, a ja mam być spokojny? - Alan próbował wyrwać się z objęć Feliksa, ten jednak trzymał go mocno i czekał, aż się uspokoi.
-Nie tkną cię. Nie pozwolę im. Zaufaj mi, okej?- Feliks patrzył głęboko w oczy blondyna. Alan położył się obok szatyna. 
-Ufam ci.
***
-Przeżyłeś noc, super, wstawaj, bo jestem głodny.
Alan wyciągnął się na łóżku, które było zdecydowanie zbyt puste. Podniósł wzrok na stojącego przed nim Feliksa, który stał już kompletnie ubrany.
-Idź sam sobie coś ugotuj. Po co wyciągasz mnie z łó.. -Felix przerwał mu pocałunkiem.
-Bo chcę zjeść z Tobą. W dodatku ja nie ogarniam tej kuchni.
Alanowi przed oczami mignął widok piekarnika z poprzedniego dnia.
-Nie idę tam.
-Spokojnie, wszystko posprzątałem.- Alan popatrzył na niego.
-A co z Amelią?
-Jest gdzie indziej. Później urządzimy jej pogrzeb, okej?
-Okej.. -Alan wstał, założył na siebie szlafrok. Coś mu nie pasowało...
-Ej.. gdzie jest moja koszula? -spojrzał na Feliksa, ten tylko uśmiechnął się szeroko 
-Przeszkadzała mi w nocy.
Alan wychodząc z pokoju, mruknął jeszcze coś w stylu ` zboczeniec`. Felix tylko się zaśmiał.
***
Felix szybko wykopał spory dół w zmarzniętej ziemi za domem. Oparł się o szpadel. Mimo, żeby był mróz, było mu gorąco. Alan stał kilka kroków przed nim i wpatrywał w ogród. Widok był oszałamiający, stare drzewa pokryte śniegiem, stare konary, uginające się nad małymi alejkami. Podszedł do niego od tyłu i przytulił mocno. Ten odwrócił się do niego i pocałował. Felix najchętniej by sobie pozwolił na więcej, ale było zimno i nie byli tu dla przyjemności. Puścił blondyna i podszedł do drewnianego pudełka, w którym leżały szczątki kotki. Spojrzał na Alana, który patrzył w niebo i delikatnie położył pudełko na dnie wykopanego dołu. Alan spojrzał ostatni raz na pudełko i wspólnie je zakopali, stawiając w tym miejscu spory kamień.  Dzień miał się już ku zachodowi, zrobiło się lodowato, ale nadal było spokojnie i pogodnie. Stali przytuleni, patrząc na zachodzące słońce. 
Znikąd zerwał się mocny wiatr, a z północy zaczęły na horyzont wspinać się stalowoszare chmury. 
-Zbiera się na burzę. Wracajmy do domu. -Alan pociągnął Feliksa za rękaw, ten jednak patrzył jak urzeczony w ciemne chmury, które przysłoniły już połowę nieba. Alan pomyślał, że wygląda jak władca burzy, jednak nie rozmyślał nad tym dłużej, bo niebo zaczęły przecinać błyskawice.

poniedziałek, 18 marca 2013

Kyōfu ~ 14

Jestem niesłowna, wiem.

-CO TO MA BYĆ?
Alan nie wierzył własnym oczom. Po kilku dniach wypoczynku wraca do domu i zastaje TO. 
Jego dom był w nieciekawym stanie. Okna powybijane, drzwi wyłamane, a jedno skrzydło wyglądało, jakby było po pożarze. 
Felix stał obok, objął chłopaka, tak, aby ten nie musiał dłużej na to patrzeć. 
-Kto mógł to zrobić?
Alan westchnął cicho.
-To pewnie... To pewnie ci co wcześniej...
-Albo moi rodzice.. -wyszeptał Felix.
-Wątpię. Nie byliby zdolni do czegoś takiego.
Przytulali się tak jeszcze przez chwilę i weszli do zniszczonego domu.
W salonie wszystko było poprzewracane, szkło walało się pod nogami, ale nie było dużo zniszczeń. ` Posprząta się, pomyślał Felix`. W kuchni meble były zniszczone a w piekarniku leżało niezidentyfikowane COŚ. Żaden z nich nie miał odwagi sprawdzić, co to. 
-Chodźmy na górę. Nie chcę tutaj siedzieć.
Alan przytulił się do Feliksa i weszli po schodach. Ich sylwetki odbijały się w lustrze na końcu korytarza.
Blondyn znieruchomiał.
Na lustrze był napis, czerwony jak wino: Znaleźliśmy cię.
Feliks zbliżył się do napisu. Wyglądał jak namalowany krwią. Rozejrzał się. Czegoś mu brakowało.
Olśnienie.
Felix spojrzał Alanowi prosto w oczy. Złapał go za rękę i zaciągnął go jego pokoju. Posadził go na łóżku pełnym ubrań.
-Zostań tu. Nie ruszaj się, okej?
-Ale o co.. czekaj! -Alan patrzył za wybiegającym z pokoju chłopakiem.
Szatyn nie oglądając się za siebie pobiegł do salonu. Puste kocie legowisko leżało na sofie. Felix spojrzał w stronę kuchni. Powstrzymując wymioty otworzył piekarnik. Tam, w środku, na ruszcie leżało coś powykręcanego, spalonego i futrzanego. Felix drżącą ręką przekręcił ... zwłoki swojego kota. Cofał już rękę, ale trafił w coś. Odwrócił się momentalnie. Za nim stał Alan, wpatrujący się w martwego kota. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Alan wybiegł z kuchni,Felix za nim,ale nie wiedział, gdzie pobiegł blondyn. Ciągle miał w myślach obraz kotki. Po kilku minutach znalazł go, wstrząsanego torsjami na trawniku. Przytulił go mocno do siebie. 
-Spokojnie...
-WIDZIAŁEŚ TO? WIDZIAŁEŚ, CO TE SUKINSYNY ZROBIŁY? -Alan ledwo mógł mówić, łzy płynęły po jego policzkach.- Najpierw moja siostra, potem rodzice, a teraz to..
Felix złapał go za ramiona - Będzie dobrze...
-Nie będzie. Oni spróbują ponownie. Dlaczego? POWIEDZ MI. -Alan upadł na kolana.
Szatyn rozejrzał się, napotykając sporo ciekawskich spojrzeń, wziął blondyna pod ręce i wciągnął do domu.

czwartek, 7 marca 2013

Kyōfu ~ 13

Cześć! Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale szkoła nie daje mi spokoju. Znowu zaczynam regularnie prowadzić bloga, ale notki będą dodawane co 2-3 dni. Przepraszam za wszystkie błędy, których nie brakuje. Dziękuję za miłe komentarze. ♥ Scel.

Spokojnie.. Druga noga... Nie wyw.. Co to? Skręć, skręć, skręć... Niee!
-łup-
-Haha, znowu wylądowałeś na lodzie. - Felix podjechał do leżącego na lodzie Alana, który nie miał siły się nawet podnieść.
-Przestań, wyszedłem z wprawy.. Nogi mnie bolą, chcę do domu.
-Złap mnie, to pomyślimy!
Alan złapał go szybko za nogę i pociągnął, wywracając go obok siebie.
-No, to idziemy.
Felix wstał, ciągnąc Alana za sobą. Było mu ciepło i chciał jeszcze pojeździć, ale widział, że blondyn zamarza.
-Szybciej... Ta mała z matką tu jedzie...
-To może sam jedź, a nie każesz się ciągnąć, cwaniaku.
-Zbliża się... Nie gadaj tylko jedź. 
Felix się zatrzymał. 
-No i się doigrałeś.. DZIEŃ DOBRY! -krzyknął w stronę nadjeżdżającej rodzicielki.
-Dzień dobry.. Co wy tutaj robicie sami? I to bez szalików, zwariowaliście? 
Alan i Felix wymienili spojrzenia.
-Noo.. Na łyżwy przyszliśmy, mieszkamy niedaleko.
Kobieta, na oko 40-letnia, przyjrzała im się dokładnie.
-Nigdy nie widziałam was w okolicy
-Bo przyjechaliśmy dopiero, tylko na kilka dni, jutro z rana wyjeżdżamy.
Rodzicielka podjechała bliżej, trzymając córkę za rękę, która uważnie się im przyglądała.
Alan uśmiechnął się do dziewczynki, ale ta schowała się za mamę. ` Aż taki straszny jestem? `
-Może wpadniecie do mnie, pogadać? Jestem Klementyna, mieszkam niedaleko. Ty.. -wskazała palcem na Alana- kogoś mi przypominasz.
***
`Godzinę później`
Felix, zajęty swoim kubkiem z czekoladą, słuchał rozmowy Alana i Klementyny, która kazała im nazywać się ciocią. Siedział w kuchni dużego, ceglanego domu na wzgórzu, do którego przyprowadziła ich ta miła.. ciocia. 
-Ciągle mi kogoś przypominasz, byłeś tu rok temu? Albo mieszka tu jakaś Twoja rodzina?
Alan spuścił wzrok. 
-Ja mam tutaj dom letni, ale mieszkam dużo dalej.
-A nazywasz się? Alan jaki?
-Alan Sosnowski, proszę cioci.
Klementyna na moment znieruchomiała.
-Sosnowski? Syn tych, którzy zginęli w pożarze?
Alan skulił się w sobie.
-Tak, ten.
-Jeju, chłopcze, współczuję. Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebował, to wiesz, gdzie mieszkam.
-Dziękuję bardzo. - Kątem oka zauważył, że mała Kasia wdrapuje się Feliksowi na kolana.
Rozmowa toczyła się dalej, ale już inaczej. Przynajmniej wiedział, że ma tutaj kogoś zaufanego, bo ciocia Klementyna była osobą wyjątkowo szczerą i prostolinijną.

***

-Ale jestem padnięty! -Felix rzucił się na sofę. -Śpię tu, nie wejdę na górę.
Alan rozebrał się i zerknął na Feliksa. Jemu samemu nie chciało się iść. Było już grubo po północy.
-Chodź, leniu, mam tam sam spać?
-Coś sugerujesz? -Szatyn podniósł się i poczłapał na schody za Alanem.
-Nie wiem. Może się umyjesz, co? - Blondyn teatralnie powąchał kompana.
-Chodź ze mną, sam lepszy nie jesteś.
Alan wszedł do sypialni, rzucając się na łóżko, jednakże zaraz Felix złapał go za koszulkę i zaniósł do łazienki.
Felix szybko się rozebrał, całując Alana. Ten przytulił się do niego.
-Zajmuję wannę, Ty pakuj się pod prysznic, skoro już musisz się myć w mojej łazience.
Felix spojrzał na niego, całując go mocno. Alan oparł się o niego.
-Chodźmy razem pod prysznic.-Alan chciał zaprotestować, ale Felix zamknął mu usta pocałunkiem i wciągnął pod prysznic.
-Ubranie... głupek... Ja..
Szatyn mocno złapał go za ramiona, całując namiętnie. Alan poddał się szybko, zdejmując koszulę. 
Strugi gorącej wody popłynęły na kochanków, całujących się pod prysznicem. Felix dokładnie masował Alana, który odprężony opierał się o ścianę, mrucząc cicho. 
***
Feliks rzucił Alana na łózko, który, po rozgrzewającym prysznicu, był gotowy na wszystko. Jednak się pomylił - Feliks położył się obok niego, mocno go przytulił i poszedł spać. Alan, zdenerwowany, pocałował go lekko, wsuwając palce w jego włosy. Miło było przytulić się do osoby, którą się kocha. Myślał o dzisiejszej rozmowie z ciocią Klementyną. Dużo się dowiedział o rodzicach. Teraz nie dawało mu to spokoju. Uśmiechnął się na wspomnienie Kasi, która się pytała Feliksa, czy chce czekoladkę, czy woli ją ugryźć, bo jest wampirem. Oczy same mu się zamykały. Jutro wraca do domu. Znowu musi iść do szkoły. Ciekawe, jak będą wyglądały sprawy z Feliksem. Dzisiaj go zdenerwował, najpierw zaciągnął go pod prysznic, a teraz tak po prostu poszedł spać. 
-K-kocham cie... Alan, słyszysz? - Wymruczał Feliks przez sen. Alan uśmiechnął się szeroko, przytulił mocno do niego i usnął, myśląc o tym, jak przyjemnie mu było w jego ramionach.