poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kyōfu ~ 12

Alan obudził się w objęciach Feliksa. Jego włosy delikatnie łaskotały jego policzek. Otworzył oczy. Jejku, jak on ślicznie wygląda, gdy śpi. Przesunął się i pocałował go w usta. Felix otworzył zaspane oczy. Uśmiechnął się sennie i pocałował Alana wsuwając mu język do ust. Przewrócił się na Alana i pochylił się nad.
-Takie pobudki mogą być zawsze. 
Alan uniósł rękę i chciał pogłaskać go po policzku, ale nie mógł poruszyć palcami. Szatyn złapał jego rękę i przycisnął sobie do twarzy, po czym zaczął całować go po palcach, przedramieniu, barku, aż do szyi. Alan się zarumienił, przytulił go mocno, na ile pozwalała mu na to ta pozycja i schował twarz w jego włosach. Felix położył go na łóżku, i szybko zaczął odpinać jego koszulę. Alan złapał go za rękę i spojrzał w oczy. Felix pochylił się, szepnął mu do ucha, żeby mu zaufał i pocałował go. Jego ręka kontynuowała podróż po jego brzuchu, oswabadzając go z teraz krępującego ruchy materiału koszuli. Jego ręka schodziła coraz niżej, Alanowi było gorąco. Felix jednym ruchem ściągnął z siebie koszulkę nocną i przytulił się do Alana. Jego ręka wróciła z niebezpiecznych rejonów, zaczęła głaskać jego twarz, usta niecierpliwie napierały na jego. Zanim zdążył zaprotestować, Felix rozłożył jego nogi, złapał go pod plecy, uniósł, obrócił się i posadził na sobie. Teraz Alan siedział na nim okrakiem, a jego dłonie zanurkowały w jego gładkie włosy. Blondyn najchętniej by się od niego nie odrywał. Ręka Feliksa znowu zaczęła podróż do jego spodni. Alan jęczał, wijąc się w jego objęciach.
I wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Odskoczyli jak oparzeni. Alan, w szoku, siedząc na łóżku, zauważył, że Felix posłał mu szeroki uśmiech i wstał z łóżka. Kiedy zakładał koszulkę, Alan uniósł głowę. Felix dał mu buziaka na pocieszenie i pobiegł otworzyć drzwi.
Alan usiadł oszołomiony na łóżku. Co się właśnie zdarzyło? Nieważne. Dlaczego ktoś musiał przeszkodzić.
Alan ubrał się w porządne ciuchy ze sporym trudem, bo ledwie mógł ruszać palcami. Gdy zeszedł na parter, zobaczył, że gość już poszedł, a Felix krząta się w kuchni. W obawie przed eksplozją Alan zbiegł szybko ze schodów i wbiegł do kuchni, wpadając na Feliksa. Mało się nie przewrócił, ale szatyn złapał go i trzymał mocno.
-Co, już się za mną stęskniłeś, słodziaku?
Alan spojrzał na niego spode łba, słysząc to określenie.
-Bałem się bardziej, że stracę kuchnię w wyniku eksplozji. Jajecznica jest Twoim progiem umiejętności.
-Głupek - Felix pocałował go w czubek głowy. - robię nam tylko kawę, ekspres nie ma w sobie nitrogliceryny, prawda?
Alan zaśmiał się i odepchnął go od siebie. Chciał zrobić śniadanie, jednak palce miał jak z waty, ledwo udało mu się otworzyć szafkę.
-Zostaw to mistrzowi -usłyszał za plecami i zaraz Felix zaczął przygotowywać tosty.
Alan grzecznie usiadł i patrzył na chłopaka. Jego włosy tak ślicznie lśniły w słońcu wpadającym przez okna, wyglądał jak młody grecki bóg, Zarumienił się na wspomnienie tego, co się działo w sypialni
***

sobota, 19 stycznia 2013

Kyōfu ~ 11

Alan przebudził się. Nie wiedział, co się dzieje. Nie było mu już zimno, mimo, że był cały w śniegu. Próbował odgarnąć włosy z czoła - nie mógł poruszyć nawet palcem. Zastanowił się, co go obudziło. Wtedy usłyszał głos. Głos, który tak bardzo kochał, wołający jego imię. Nie było już kompletnie czarno, nastawał świt.. Nie był pewien, ile godzin tak siedział i dlaczego. Chciał zawołać Feliksa, próbował to zrobić, ale udało mi się jedynie otworzyć usta, w których wydostał się cichutki pisk. Zebrał się w sobie. Siłą woli poruszył palcami. Rozgrzewał je, dopóki nie mógł nimi jako tako manewrować. Myśl o Feliksie, błąkającym się po lesie, rozgrzewała. Promień wschodzącego słońca padł na jego twarz. Jakimś cudem udało mu się wstać. Jednak nogi szybko się pod nim ugięły. Spadł z platformy na drzewie z hukiem. Podniósł się i oparł o drzewo. Nie było mu zimno. A przecież powinien być zlodowaciały. Oparł się o drzewo. Słyszał, że ktoś biegnie, wołając jego imię. I pamięć wczorajszego wieczoru wróciła mu momentalnie. Felix przytulający Kornelię, całujący ją. Alan zagotował się z gniewu. Wstał. Czuł, jakby jego mięśnie miały zaraz się rozerwać. 
I wtedy go zobaczył. Felix, w pełnej okazałości, zaczerwieniony od mrozu, z twarzą ściągniętą niepokojem i ulgą w oczach, że go odnalazł. 
-Alan! Tyle cię szukałem! Dobrze się czujesz? Gdzie byłeś całą noc?
Podszedł do niego i już miał go przytulić, kiedy Alan jednym zaskakująco płynnym i szybkim ruchem wymierzył mu siarczysty policzek. Feliksa wmurowało. Przez kilka sekund nic nie robił, jedynie trzymał się za policzek. 
-Zostaw mnie. - wyszeptał Alan. - odejdź. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy, życzę ci szczęścia z Kornelią.
Oczy Feliksa rozszerzyły się. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Alana opuściły wszystkie siły i padł nieprzytomny na śnieg. 
***
-WYNOŚ SIĘ!
Alan usiadł raptownie na łóżku, obudzony wrzaskiem. Słyszał jakieś zamieszanie.. gdzieś niżej. Gdzie on w ogóle był. Poczuł miękką pościel pod placami. Był w swoim pokoju. Ale ostatnie, co pamiętał, to zimno. Przerażający chłód. Teraz było mu gorąco, miał wrażenie, że jego stopy i dłonie płoną. Nie mógł nimi poruszyć. Jego głowę przeszył ostry ból. Padł na łóżko z cichym jękiem. Nie słyszał już nic poza głośnym biciem swojego serca. Próbował sobie przypomnieć, co zdarzyło się wczoraj. Gdy znalazł go Felix... Co się wtedy stało? Poszedłem z nim do domu? Po tym wszystkim? Moment, nie.. No tak. Uderzył go. Kazał się wynosić i zostawić go w spokoju. A potem była już tylko ciemność, mrok spowijający jego umysł jak czarny całun. Zaczął myśleć racjonalnie. Był wtedy o krok od śmierci. Ale żyje.. Dzięki Feliksowi. Moment. Przecież to przez niego się to wszystko stało. 
Usłyszał trzaskanie drzwiami. Co się tam dzieje? Kroki po schodach. Ktoś tu idzie. Alan udawał, że śpi. Usłyszał, że kroki zatrzymują się mniej więcej w progu jego pokoju. Potem, powoli i cicho, zbliżały się do jego łóżka. Skrzyp materaca. Ten znajomy zapach. Felix przysiadł na jego łóżku. Poczuł, że coś gorącego wślizguje się w jego lodowatą dłoń. To były palce Feliksa. Cieszył się, że nie może nią ruszać, bo zapewne ścisnąłby jego rękę, ale był też zmartwiony. Jest przytomny, myśli racjonalnie. Czemu nie może poruszyć dłonią? Ale te myśli zniknęły, gdy poczuł gorący oddech na twarzy. 
-Alan... przepraszam...
Gorące krople spadły na jego twarz. Chciał otworzyć oczy, jednak się powstrzymał. Poczuł jego delikatne usta na swojej twarzy, które delikatnie usunęły krople. Felix płacze, przemknęło przez myśl Alanowi. Poczuł dłoń na policzku. Otworzył oczy. Twarz chłopaka znajdowała się kilka centymetrów od jego, szatyn patrzył mu głęboko w oczy.
-Dzięki Bogu, żyjesz.
Felix delikatnie pocałował Alana. Ten odwrócił głowę.
-Co jest?
-Nie zmuszaj się. Byłem głupi. Nie wiem, co ja sobie wyobrażałem,przecież jesteś facetem.
-Ej, pozwól mi wyjaśnić. To w salonie to był wygłup. Ja ją ledwo znam. Nawet nie pocałowałem jej tak naprawdę, ba, nie dotknąłem jej ustami.
-Mnie też ledwo znasz.
-Ale ciebie kocham. - Felix położył się przy nim, delikatnie całując jego szyję. - Wyrzuciłem ją z domu. Chyba się na mnie nie obrazisz.
-Dlaczego? - Alan przytulił się do niego, chociaż miał ograniczone ruchy.
-Ughm.. nieważne. powiem ci, jak wydobrzejesz. - głaskał jego włosy. Teraz śpij. Musisz wyzdrowieć.
-Właśnie... Nie mogę ruszać palcami...
Felix wziął jego ręce, przyłożył sobie do piersi i pocałował Alana w policzek.
-Nie martw się.. proszę... wszystko będzie dobrze... Z oczu Feliksa znowu popłynęły łzy. 
Alan był zdezorientowany.
-Dlaczego płaczesz?
-Bo to wszystko moja wina. Gdybym wtedy cię tak nie wymęczył i nie wyziębił.. wszystko potoczyłoby się inaczej.
-Nic się nie stało.. Felix.... przepraszam, że uciekłem. Kocham cię. Dziękuję za ratunek.
Felix pocałował go w czoło.
-Śpij już. Kocham cię, nawet nie wiesz, jak bardzo.
Uspokojony tymi słowami, Alan odpłynął w głęboki sen.
***

Kyōfu ~ 10

-Szczęka mnie boli.
-Za bardzo cię wycałowałem?- Felix pochylił się i pocałował go w czoło.
-Nie, za dużo sztucznego uśmiechania się do babci z siedzenia obok, którą zdemoralizowaliśmy. -Alan odchylił głowę i wciągnął do płuc czyste powietrze. 
Okolica była śliczna, taka, jaką ją zapamiętał. Ten brzeg jeziora był piaszczysty, otoczony drzewami jakby drzewa chciały schować domek. A raczej dwupiętrową rezydencję. Z tarasu był prześliczny widok na skrzące się w blasku słońca jezioro. Gdy był mały,nigdy nie wiedział, czy woli siedzieć tutaj i wpatrywać się w widok, czy pluskać w ciepłej wodzie jeziora. Z zamyślenia wyrwał go Felix.
-O co ci chodzi. Wyglądała, jakby chciała nas poczęstować ciastkiem.
-Tak, z pewnością dałaby nam tonę ciastek, bylebyś skończył mnie obściskiwać w autobusie.
-Nie mów, że ci się nie podobało. - musnął nosem jego policzek. Na wspomnienie chwil spędzonych w autobusie, zarumienił się.
-Chodź, przyjdziemy tu później. Nie przyjechałem tu, żeby sterczeć na dachu. Myślisz, że lód jest wystarczająco mocny, żeby wskoczyć na łyżwy?
-No ba. Po to tu przyjechaliśmy, mądralo.
-Chyba Ty. - Felix złapał Alana i przyciągnął do siebie, wplótł palce z jego włosy i mocno pocałował. -Chodź, zanim trafisz do łóżka.
Alan się zarumienił. Ponownie. 
-Jeszcze jedna aluzja, a będę rozbijać lód Twoją głową. - szepnął mu do ucha, wsuwając mu rękę pod ubranie.
-Jesteś nieznośny
***
Herbata. Kawa. Czekolada. Kakao. Obojętnie co, byleby było gorące. Chyba jedyną częścią ciała, która Alanowi nie zmarzła, były usta, a o to zatroszczył się Felix. Ale po 2 godzinach lądowania w śniegu i jazdy na łyżwach w takim mrozie czuł się jak sopel. 
Felix zdjął ze zmarzniętego Alana kurtkę, posadził na sofie i przykrył kocem.
-Pf, myślałem, że jesteś bardziej gorącym chłopcem, Słodziaku.
-J-jesteś idiotą.
-Wiem - Felix uśmiechnął się szeroko. Alan kochał sposób, w jaki to robi. Powinien cały czas chodzić uśmiechnięty.
Szybko zrobił Alanowi gorącą czekoladę i wsunął się pod koc obok niego.
-Dzisiaj śpisz za drzwiami. Albo nie. Bo znowu będziesz straszył jakichś biednych ludzi. Śpisz na strychu.
-Ej, ta dziewczynka sama się spytała, czy jestem wampirem. Chyba myślała, że wysysam z ciebie krew.
-Jeśli jej matka tu przyjdzie, ty z nią rozmawiasz. - Alan ostrożnie wziął kubek w zmarznięte ręce i napił się gorącego płynu.
-Chyba mnie nie zje. Chodź tu, rozgrzeje cię. - Felix przytulił mocno Alana, w taki sposób, że po chwili siedzieli tak zaplątani, że Alan nie wiedział, gdzie kto jest, przy okazji oblewając się czekoladą.
Alan oparł głowę o tors Feliksa.
- Idę spać. Nie próbuj mnie powstrzymać.
***
Alana obudził śmiech. Podniósł się, przecierając oczy. Leżał w swoim łóżku, zupełnie sam. Głosy dochodziły z parteru. Przebrał się w czyste ciuchy i zeszedł na dół, jeszcze rozespany. Mało nie spadł ze schodów, gdy zobaczył co się dzieje w salonie. 
Na sofie zobaczył Feliksa całującego się z jakąś dziewczyną, nie widział jej twarzy. Bez słowa bezszelestnie zeszedł po schodach, zdradziło go skrzypienie tenisówek na panelach. Złapał kurtkę. Felix go zauważył. Od razu odepchnął dziewczynę i wstał z kanapy.
-Alan, czekaj, to nie...
Blondyn nie usłyszał więcej, bo wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Przebiegając obok salonowego okna, zauważył, że dziewczyna też się podniosła, była wysoką blondynką o czarnych oczach. Jest śliczna, nic dziwnego, przemknęło Alanowi przez myśl. Jednak nie to było jego największym problemem. Nie wiedział, gdzie iść, a słyszał, że Felix wybiegł za nim z domu. Nie chciał patrzeć mu w oczy. Podświadomie wiedział, że tak się to skończy. Jednocześnie skądś znał tę dziewczynę, ale nie mógł sobie przypomnieć, skąd.
***
Przenikliwe zimno. Ciemność. Cisza. Mimo, że normalnie Alan nie wytrzymałby ze strachu, teraz był spokojny. Siedział w starym domku na drzewie, z czasów, kiedy był jeszcze mały, a Alicji nie było jeszcze na świecie. Domek już rozleciał się w połowie, jednak drabinka i podłoga mocno się trzymały. Dachu nie było, podobnie jak dwóch ścian i śnieg padał mu na głowę. Myślał o tym, co zobaczył. Może to ona go pocałowała, a on nie chciał? Wykluczone, to on był pochylony nad nią. Może to jakaś jego rodzina? Całowałby się z kuzynką? Niemożliwe. Jego była? Niby skąd. Kim ona jest? Nie przyjrzał się dokładnie jej twarzy. Ale te oczy... Skądś je znał.Nagle go olśniło. To Kornelia, jego była przyjaciółka. I była lokatorka domu Feliksa. Wszystko jasne. Tak więc dawał robić się w konia tyle czasu. Nie miał pojęcia, co ona tu robi. Zresztą, to już nieważne. 
Alan nie czuł już stóp i dłoni. Dobrze, że ma przynajmniej kurtkę. Prześpi się tutaj do rana, a potem wróci do swojego domu w tym znienawidzonym mieście i przemyśli, co robić dalej. Dziwna myśl kołatała mu się po głowie. Przecież może zamarznąć. Jeśli zaśnie, jest to możliwe. Ale nie był w stanie się ruszyć. W dodatku przypomniała mu się scena w salonie. Felix i Kornelia, tak zajęci sobą. Było mu wszystko jedno. Usnął.
***

Kyōfu ~ 9

Alan obudził się. W nocy słyszał rzucającego się na łóżku Feliksa w pokoju obok. Ciekawe, czy już wstał. Chciał się podnieść, ale coś mu przeszkadzało. Przetarł zaspane oczy. No tak, to, co mu przeszkadzało, było błękitnookim szatynem, który spał przytulony do niego. Mimowolnie się uśmiechnął i pociągnął Feliksa za rękę.
-Ej, kolego, może raczysz mi wyjaśnić, co Ty tu robisz?
Felix zamrugał oczami. Uśmiechając się, odparł - Uwierzysz mi, jeśli ci powiem, że bałem się potworów z szafie i pod łóżkiem.
-Oczywiście, że nie. - Alan wstał. Zauważył, że jest w samych bokserkach. Co, do cholery, stało się z jego koszulą nocną? Obejrzał się i zobaczył ją na podłodze. Gdy ją podnosił z wyrazem wkurzenia na twarzy, Felix usiadł na łóżku.
-No co. Przeszkadzała mi. - wyciągnął się - Zresztą, bez niej wyglądasz lepiej - zmierzył go wzrokiem.
-Idiota. - cisnął koszulę chłopakowi w twarz - od dzisiaj zamykam drzwi na klucz.
Felix pociągnął go na łóżko, pocałował, lekko głaszcząc dłonią jego policzek.
-Okej, ale daj mi zapasowy.
-W życiu. - Alan przekręcił się, żeby usiąść na Feliksie. - Od teraz nie masz prawa wychodzić z łóżka w nocy. - pochylił się i pocałował go w czoło.
***
-CHODŹ JUŻ, BO SIĘ SPÓŹNIMY!
-No moment, nie krzycz na mnie. - Felix wyszedł z domu obładowany walizkami.
-Jedziemy na 3 dni, po co ci takie bagaże?
Felix uśmiechnął się szeroko. 
-Żebyś miał co nosić,
Alan wzniósł oczy ku niebu. - Chyba śnisz, że ci pomogę. - wziął swoją torbę i ruszył przed siebie.
-No czekaj, już idę. Nie bądź taki, mówiłeś, że mnie kochasz.
-Chyba się myliłem. Zostanę mordercą. - Alan uśmiechnął się szelmowsko.
Blondyn podszedł do Feliksa, złapał pierwszą walizkę, niebieską - Co tu masz? 
-Figurki i zdjęcia.
Alan bez słowa zaniósł ją z powrotem do domu.
-Ej, co ty robisz?
-Po co ci figurki i zdjęcia nad jeziorem?
Felix złapał dwie kolejne walizki i zaniósł je do domu. - to to chyba też nie będzie potrzebne.
Alan spojrzał na Feliksa. Teraz zostały mu tylko 2 torby.
-No widzisz. A teraz lecimy.
Felix bez słowa pocałował Alana w czoło. 
-Ej, mam pytanie. Co było w tamtych walizkach?
-Reszta moich rzeczy. Teraz mam ze sobą tylko trochę ubrań i sprzętu.
-Po co chciałeś to wieźć na wczasy.
Felix spojrzał na niego - nieważne. -i szepnął coś tak cicho, że Alan nie usłyszał.
-Co?
-Nic nic. Chodźmy. Jak będziesz grzeczny to kiedyś ci powiem. - złapał go za rękę i pobiegli na przystanek.
***

piątek, 18 stycznia 2013

Kyōfu ~ 8

-No to ładnie. Teraz jesteś bezdomny.
-O czym Ty gadasz? Masz współlokatora.
Alan zaśmiał się.
-Śpisz na wycieraczce!
-A nie, bo z tobą.
***
Alan wrócił do domu z Feliksem. Spojrzał na zegarek - ostatni autobus nad jezioro odjechał 15 minut temu. `No nic, pojedziemy jutro ` . Spojrzał na Feliksa, który stał pośrodku salonu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
-Chodź, pokażę ci nowy pokój.
Feliks podniósł głowę.
-Co? A, tak, już idę. - Wziął walizki i poszedł za Alanem na piętro.
Nowy pokój Feliksa znajdował się niedaleko obok pokoju Alana, był wielki, z biało-kremowymi ścianami i ciemnobrązowymi drewnianymi meblami. Felix rozejrzał się. Był zakurzony, jakby nikt tutaj nigdy nie mieszkał, ale poza tym nie było źle. Duże łóżko, szafa wnękowa, zabytkowa komoda i miękki biały dywan... Luksus. Zauważył też drzwi, przejście do pokoju obok. Gdy je otworzył zobaczył coś na kształt ukrytego pokoju dla dzieci i drzwi do sypialni Alana. Uśmiechnął się. Wracając do pokoju, zobaczył, że Alan jest całkowicie pochłonięty sprzątaniem. Niewiele myśląc, rzucił go na łóżko.
-Hej, co Ty.. -Felix przerwał mu pocałunkiem.
Przytulił go mocno, patrząc, jak się rumieni i zaciska usta.
-No co? Już mnie nie kochasz?
-Po prostu chcę się zająć czymś poważnym. Jak tu posprzątam... strzeż się - Alan uśmiechnął się szelmowsko.
-A więc tak? Co planujesz? -cmoknął go w usta
-No nie wiem... -Alan rozpiął mu jeden guzik koszuli- a co byś chciał robić? Możemy pograć w karty...
-Głupek. -pocałował go namiętnie, odsunął się i wstał. 
Alan usiadł na łóżku, uśmiechając się. Tak słodko wyglądał, w potarganych jasnych włosach, spod których błyszczą jadowicie zielone oczy.
***
-Felix, zamorduj mnie, jeśli jeszcze kiedyś wpuszczę cię do kuchni.
Felix spuścił wzrok.
-Chciałem się na coś przydać. Nie wiedziałem, że kuchnia ...
- .. będzie bliska eksplozji? - Alan zaśmiał się
-Jesteś okrutny. Za karę masz zjeść wszystko ze swojego talerza.
Alan spojrzał na zwęglone szczątki czegoś, co miało być spaghetti.
-Wiesz, jesteś tak doskonałym kucharzem, że nie zjem więcej. Dziękuję za posiłek - Alan wstał od stołu.
Szybko zrobił kanapki sobie i Feliksowi, który miał nadal smutne spojrzenie.
-No już dobrze, nic się nie stało.
-Jestem beznadziejny...
Alan westchnął. Usiadł przy stole na przeciwko Feliksa i zaczął jeść na przemian swoje kanapki i spalone spaghetti Feliksa. Chłopak wytrzeszczył oczy.
-T-ty to jesz?
-No ba. W końcu zrobiłeś to dla mnie. Jest nawet zjadliwe.
-Nie musisz się zmuszać. Jeszcze się zatrujesz.
Alan podsunął mu kanapki.
- Spróbuj z tym. Naprawdę dobre.
Felix jadł ostrożnie. Odetchnął z ulgą.
-Dzięki, słodziaku.
-To ja dziękuję za kolację. To jak randka.
Obaj się zaśmieli.
***
-Felix, wiesz co?
-Mhhhmmmm? -mruknął, zajęty przeżuwaniem.
-Chyba cię kocham.

Kyōfu ~ 7

Alan, po nieudanej próbie ucieczki, musiał się grzecznie rozpakować pod czujnym okiem Feliksa. Kątem oka zauważył kotkę, zbliżającą się do Feliksa. `Nie idź, tam, kocie, nie idź `. Felix wziął kotkę na ręce i zobaczył kartkę na obroży.
-Spryciarz. Czyli kot od teraz jest mój? Dzięki! - przytulił kota, patrząc na Alana z wrednym uśmieszkiem na ustach,
-Oczywiście że nie. Zostaje, więc kot też zostaje u mnie.
-Nienienie. Już jest mój. Sam tak napisałeś. O tutaj, widzisz? - pokazał mu karteczkę.
Alan wstał, bezceremonialnie wyrwał Feliksowi zwierzaka i zajął się dalszym rozpakowywaniem.
-Złodziej.
-Jak mnie nazwałeś? 
-Jesteś porywaczem kotów. To mój kot, a raczej kotka, wabi się Amelia.
Alan spojrzał na niego. - Że co?
-To. Zginęła nam, jak tylko się wprowadziliśmy. Co nie, kiciu? -przytulił kota do piersi.
Kot miauknął, jakby w odpowiedzi.
-Tak w ogóle.. To gdzie chciałeś wyjechać?
Alan spuścił wzrok.
-Nad jeziorami jest nasz... mój domek wypoczynkowy. 
Felix usiadł na podłodze. 
- Może wybralibyśmy się tam razem?
-A co ze szkołą?
-Długi weekend przed nami. W dodatku, jeśli opuścimy te 2 dni to nic się nie stanie.
-A co na to Twoi rodzice?
Felix przewrócił Alana tak, że upadł na niego.
-Co mnie to. Przeżyją ten tydzień beze mnie. - Felix delikatnie pocałował zarumienionego Alana.
Alan wtulił się w Feliksa. Jak dobrze móc mieć go przy sobie. 
-Okej, ale może pojedźmy już jutro? Nie mam siły wracać do szkoły.
***
Alan czekał na Feliksa na przystanku. Umówili się, że będą tutaj czekać o 12, a było już 15 minut po.
Zdenerwowany Alan kręcił się w kółko. Co on wyprawia.
W końcu złapał walizkę i pobiegł do domu Feliksa.
Zatrzymał się zdyszany pod drzwiami. Już miał zapukać, gdy usłyszał przytłumione głosy zza drzwi.
-Nigdzie nie jedziesz. Z facetem? Co ty, pedałem jesteś? Jak my cię wychowaliśmy!
-Tato, proszę cię. To przyjaciel, jedziemy połowić ryby nad jeziora.
-Nie okłamuj mnie, szczeniaku. Co ty sobie wyobrażasz? Co ludzie powiedzą? Jeszcze z tym chłopakiem od Sosnowskich. Chodzą słuchy w mieście, że on jest mordercą. Nigdzie z nim nie pojedziesz.
W Alanie krew się zagotowała. Nie wytrzymał, bez pukania wszedł do domu, prosto do salonu, z którego słyszał kłótnię.
-Dzień dobry, panu, nazywam się Alan Sosnowski, jestem mordercą. Byłby pan tak miły i pozwolił mojej kolejnej ofierze pojechać ze mną nad jezioro? Obiecuję, że podpalę wam dom czy zamorduje w inny sposób dopiero, jak wrócę. 
Ojca Feliksa wmurowało. Za to Felix nie powstrzymał śmiechu. Śmiał się radośnie, aż Alan się uśmiechnął, nie patrząc już na ojca Feliksa tak surowym wzrokiem.
-CO TO MA ZNACZYĆ? CO TY ROBISZ W MOIM DOMU? I JAK ŚMIESZ MI GROZIĆ, GÓWNIARZU! -Wydarł się starszy tak niespodziewanie, że Felix zamarł ze śmiechem na ustach.
-Pukałem, jednak był pan zbyt zajęty przekonywaniem swojego syna że jestem niebezpieczny, chociaż nawet razu mnie pan na oczy nie widział. I ja wcale panu nie grożę. Słyszałem od kogoś, że jak małe dziecko nie chce iść spać, to rodzice mówią, że przyjdę i podpalę im dom. Miło, prawda?
Lekko zszokowany mężczyzna nie wiedział, co odpowiedzieć. Alicante było dość spokojnym miastem, więc taki ktoś jak on wzbudził sensację i był powodem ciągłego plotkowania, szczególnie, że zawsze, gdy ktoś umierał, on był w pobliżu.
Alan, nie czekając na tyradę, złapał Feliksa za rękę.
-Moja ofiaro, bierz swoje rzeczy i idziemy, bo nie zdążymy na autobus.
-On. Nigdzie. Z Tobą. Nie. Pójdzie.
-Tato, przestań. On nie jest żadnym mordercą. Nic mi nie będzie.
-Jeśli teraz wyjdziesz, to zabierz wszystkie swoje rzeczy i więcej tu nie wracaj. Nie będzie tu dla ciebie miejsca.
Felix stanął.
-Czy ty właśnie wyrzuciłeś mnie z domu?
Alan pociągnął go za rękaw i zaśmiał się ponuro.
-Chodź. Możesz mieszkać ze mną. Ewentualnie cię zamorduje, ale masz pewność, że nie będziesz musiał spać na ulicy ani błagać swojego ojca o wybaczenie. Żegnam. 
Felix, jeszcze w szoku, złapał walizkę, pobiegł szybko do swojego pokoju i wrócił jeszcze z jedną.
-Możemy iść.
Do ojca Feliksa dopiero teraz dotarło, co się dzieje.
-Felix, synu, co ty wyprawiasz. Zostawisz rodzinę dla kogoś takiego jak on? To niedorzeczne.
-Mam już 18 lat. Mogę sam decydować o swoim życiu. Zresztą, i tak chciałem się stąd wyprowadzić. Cześć, tato. Znasz mój numer.
I wyszedł, trzymając kurczowo dłoń Alana.
***



środa, 16 stycznia 2013

Kyōfu ~ 6

-POOOBUDKAAA.
Wrzaski z samego rana. Ktoś zaraz umrze. I to ja go zamorduje.
Alan powoli otworzył oczy. Oślepiło go światło wpadające przez odsunięte zasłony. Podniósł się na łóżku i zobaczył Feliksa stojącego w drzwiach, już kompletnie ubranego.
-Chcesz śniadanie? Zrobiłem tosty, bo nic innego w lodówce nie miałeś. - podszedł do Alana i ściągnął z niego kołdrę.
-Ej. Oddawaj. -spojrzał na zegarek. - Dopiero szósta, człowieku. Normalni ludzie o tej porze śpią.
Felix się wyszczerzył. 
-Ja nie jestem normalny. 
-Chyba musiałbyś mnie siłą wyciągnąć. - Alan przykrył się kocem.
Felix usiadł przy nim na łóżku, palcem podniósł jego głowę do góry, nachylił się i spojrzał mu w oczy. Alan myślał, że go zaraz pocałuje, a on tylko szepnął mu prosto w usta. - wstawaj.
-Nie denerwuj mnie. Jesteś głupi. 
Felix, jakby zrozumiał o co mu chodzi, lekko musnął go ustami.
-Mówiłem, żebyś mnie nie denerwował. - Alan podniósł się lekko i pocałował go.
-Taka z ciebie niewinna dusza. Nie zauważyłeś, ze oboje jesteśmy facetami?
Alan spojrzał się na niego urażony.
-Zauważyłem. Przeszkadza ci to? Przecież sam zacząłeś.
-Mi nie.-Felix pocałował go namiętnie. - ale teraz wstawaj, bo się spóźnisz do szkoły.
-Jeszcze pięć minut, mamo. -Alan zakopał twarz w poduszce.
Felix położył się przy nim, zanurzył twarz w jego włosach.
Nawet nie zauważyli, kiedy zasnęli.
*** 
W szkole spędzili osobno wszystkie przerwy, bo Feliksa nie odstępował wianuszek wielbicielek. Za to Alan siedział sam ze słuchawkami na uszach w ciemnej końcówce klatki schodowej. Ciągłe rozmyślania o tym, co się działo poprzedniego dnia i dzisiejszego ranka były nierealne. Nie wyobrażał sobie, że mógł spać w jednym łóżku z chłopakiem, którego nawet nie znał, całował się z nim, i opowiedział mu o sobie tak wiele. Co to za magia? Co, jeśli ktoś się o tym dowie? Chciał być normalny, mieć przyjaciół, znajomych, śmiać się z nimi. Przez Monikę i Adę to wszystko to teraz tylko marzenia. Może dlatego tak się przykleił do Feliksa? Bo jest zbyt samotny? Poczuł, że ściska go w sercu. A co, jeśli on... Co, jeśli on mnie kocha? Tak się zachowuje, ale może się zwyczajnie bawi. W dodatku, jak Alan znał siebie, to zaraz odstawi go na bok, bo coś nie będzie mu pasowało, byle jaka drobnostka i znowu zostanie sam jak palec, i będzie jeszcze gorzej niż do tej pory, bo Felix może zniszczyć mu życie. Jakby on jeszcze miał życie. A co, jeśli to on nie będzie odpowiadał Feliksowi? Wtedy się załamie. Czegoś takiego na pewno nie przeżyje. Nie może do tego dopuścić. Ale jak można przy sobie zatrzymać kogokolwiek? To niemożliwe. Jest tylko jeden sposób, aby nie czuć bólu związanego z rozstaniem... Chociaż oni nawet nie są parą.  Musi odejść. Ale nie od niego. Musi opuścić to miasto, wyjechać. 
Zanim będzie za późno.
Zanim zakocha się z Feliksie. 
Jeśli już nie jest za późno.
Wtedy uświadomił sobie, że musi działać natychmiast. był pewien, że po skończeniu lekcji pójdą gdzieś razem, Felix obiecał mu to rano. To będzie za dużo. 
Niewiele myśląc, wybiegł ze szkoły, pognał do domu. Felix ma jeszcze 2 lekcje. To daje mu wystarczająco dużo czasu, żeby zdążyć wyjechać. Ale gdzie? Pamiętał, że rodzice mieli letniskowy domek nad jeziorami, ponad 300 km ze starego domu. Gdzie to będzie stąd? Włączył komputer. To tylko 70 km stąd. Za półtorej godziny będzie miał autobus. Idealnie. Gorzej, jeżeli Felix zorientuje się, że coś jest nie tak i pójdzie do niego do domu. 
Nie miał czasu. Szybko złapał walizę i zaczął pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Na jednej walizce niestety się nie skończyło. Jeszcze co zrobić z kotem? Uznał, że nie może go zabrać, a nuż znajdzie się właściciel kotki. Zaczepił mu na szyi kartkę z informacją dla Feliksa, że kot od teraz jest jego. Żałował, bo bardzo przywiązał się do kotki. Skoczył jeszcze do sejfu po pieniądze. Już miał wychodzić, odwrócił się do drzwi i zamarł. W drzwiach stał nie kto inny, a Felix, który z niedowierzaniem rozglądał się po pokoju, Widząc kompletnie ubranego Alana z walizkami.
-Co tu się dzieje? Możesz mi powiedzieć, co robisz?
-J-ja? N-nic, ja tylko...
-Uciekasz.
Spuścił głowę.
-Niby czemu? Coś się stało? Podszedł do niego i spojrzał mu w oczy.
-Ja muszę. Nie chcę... Nie mogę ci powiedzieć.
-Powiedz.
-Ja.. Ja się boje, że się w Tobie zakocham.
-Tylko przez to?
Alan spuścił wzrok.
-Zostajesz.
Felix pocałował go namiętnie w usta, rzucił na kanapę. Alan już zupełnie zapomniał o wątpliwościach i wyjeździe.
Felix spojrzał mu w oczy.
-Kocham Cię.
***

Kyōfu ~ 5

Alan w pokoju wtulił twarz w poduszkę. Nie wiedział nawet, ile czasu minęło, kiedy poczuł czyjś wzrok na plecach. Odwrócił się w stronę drzwi, jednak nie zobaczył nikogo. Po chwili usłyszał szelest i zanim zdążył cokolwiek zrobić, poczuł czyjś ciężar na plecach.
-C-co Ty robisz?
Felix zawisł nad nim na czworaka, przewrócił go na plecy i spojrzał mu w oczy.
- Co ty się mnie tak boisz? 
Alan przewrócił oczami. Nie boję się. po prostu mnie napastujesz. Czego chcesz? Złaź ze mnie.
-Chyba cie pogrzało. Najpierw.. Pamiętasz, co mówiłem na kanapie?
-Że chcesz mnie poznać? Zły sposób.
Nagle Felix pochylił się i pocałował Alana w usta. Ten nie wiedział, co zrobić. Dotyk jego ust jest taki delikatny. Nie mógł się poruszyć.
Felix odsunął się. Co zdziwiło Alana, on wcale tego nie chciał. Nie odpychał go. Patrzyli sobie w oczy dłuższą chwilę. Felix uśmiechnął się. 
-A więc to tak, sło...- nie dokończył, Alan przerwał mu pocałunkiem.
Alan nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Ale też nie mógł przestać. Co z tego, że oboje są facetami. On zaczął. Alan zarzucił mu ręce na szyje, przyciągnął go do siebie. Delikatnie wsunął język do jego ust.
Felix, który do tej pory był jak sparaliżowany, teraz przyciągnął go zachłannie do siebie.
Alan jednym ruchem zrzucił go z siebie i wstał. Otrzepał się i poprawił ubranie.
-Tak się właśnie czuje człowiek, którego uczuciami ktoś się bawi. To tyle, jeśli chcesz coś więcej o mnie wiedzieć. Zapraszam na kolejną lekcje jutro.
-Cz-czekaj, gdzie idziesz, jeszcze nie skończyłem.
-Ale ja skończyłem. Żegnam.
Felix złapał go za rękę.
-Nie. Skończyłem. - pocałował go, przytrzymując jego głowę wolną ręką. - naprawdę uważasz, że się tobą bawię? Myślisz, że dla zabawy byłbym zdolny do czegoś takiego?
-Nie znam cie. -Alan wyszarpnął się. Miejsca, gdzie go dotykał, paliły jak ogniem. - Niby jak mam ci zaufać
-Zaryzykuj. -uśmiechnął się i oblizał usta.
-Dobra. Co chcesz o mnie wiedzieć?
Następne kilka godzin rozmawiali. Alan poczuł coś, jakąś więź tworzącą się między nimi.
***
-Ej, stary.. 
-Mhmm? - Alan nawet się nie odwrócił, stojąc w kuchni i szykując jedzenie.
-Mogę zostać u ciebie na noc?
Alan wzruszył ramionami. - Jasne. - Postawił przed nim napój i podgrzaną pizzę. - Smacznego, zacznij beze mnie. Skoczę przygotować ci pokój.
-Hę?- spojrzał na niego
-No pokój. Gościnny. Chyba, że lubisz spać w kurzu i bez pościeli.- Alan zerknął na niego i uśmiechnął się.
-Żartujesz chyba. Po co sprzątać. Masz w pokoju wielkie łóżko, zmieścimy się spokojnie.
Alan spojrzał na niego jak na kosmitę.
-Kpisz, czy o drogę pytasz? - Alan szybko wstał. - Jeszcze będziesz chrapał, tego bym ci nie wybaczył.
Felix złapał go za rękę i podciął mu nogi tak, że w jednej chwili wylądował obok niego na podłodze.
-Ej, to nie było miłe.
Felix oparł się o niego.- Nie idziesz nic sprzątać. Chyba, że zamieszasz spać tam ze mną. W dodatku... Ja śpię z kotem. 
-Nie ma mowy. Kot jest mój.-Zawarczał Alan.
-No to śpimy razem. A teraz jedz, słodziaku. - Feliks usiadł obok niego tak, że ich ramiona i kolana się stykały. Alan wcale nie chciał się odsuwać.
***
` No nie wierzę. Przekręcił mnie. Zamorduje go jutro. `
Alan grzecznie leżał na swojej połowie łóżka... to jest leżałby, gdyby śpiący Felix nie przyciągnął go do siebie i przytulił, tak, że Alan nie miał jak się ruszyć. W dodatku kot spał z drugiej strony Feliksa. 
Po kilku minutach, Felix poruszył się przez sen. Alan myślał, że już uda mu się wydostać, gdy ten przytulił go mocniej, pocałował we włosy i spał dalej. Tego było Alanowi za dużo. Przekręcił się, mało nie wyłamując sobie przy tym barku i kopniakiem zrzucił Feliksa z łóżka.
-Ee? Co ty odwalasz? Pogrzało cie? - Felix, wybudzony i zły, stał nad łóżkiem, nad równie wściekłym Alanem.
-Daj się wyspać, co? Nie dość, że się do mnie non stop kleisz, to mało mnie nie udusiłeś tymi łapskami. - Alan odwrócił się do niego plecami i nakrył kołdrą. Poczuł Feliksa wślizgującego się do łóżka.
Felix objął go w pasie, przyciągnął do siebie i mruknął do ucha - Dobranoc.
Alan nie protestował. Nie chciał się do tego przyznać, ale marzył o tym, żeby Felix już na zawsze go tak trzymał.
***

niedziela, 13 stycznia 2013

Kyōfu ~ 4

` Nie ma to jak w pełni wykorzystany dzień. Cały dzień głaskania i pasienia bezimiennego jeszcze kota. Moje życie jest do ... `
Rozmyślania przerwał Alanowi dzwonek do drzwi. Posadził sobie kota na ramieniu i poszedł otworzyć drzwi. Pierwszy raz ktoś do niego przyszedł. Aż się bał, kto to może być.
-Cześć, słodziaku! Szybko biegasz, ci powiem...
Alan od razu chciał zamknąć drzwi, jednak Felix zdążył wsunąć stopę do środka.
-No nieładnie. Tak się traktuje gości? - Otworzył drzwi siłą, wszedł do środka i rzucił jakiś pakunek. Alan złapał go odruchowo.
-Dla ciebie. Miałem ci kupić wino, ale nie mam pojęcia, co do Twoich gustów.Co jest tylko i wyłącznie Twoją winą.
-Przepraszam cie bardzo, co Ty robisz w moim domu? Skąd znasz adres?
Felix spojrzał się na niego wymownie.
-Od Moniki.
Alan zaklął. '' Czemu one zawsze muszą wtrącić się w moje życie? ''
-Czego chcesz?- Alan usiadł na sofie w salonie i położył sobie kota na kolanach.
-Chce cię poznać.
-Po co ci wiadomości o mnie?
-Nie planuje nic złego. Jestem po prostu ciekawy.
Alan prychnął. Felix spojrzał się na niego jak na idiotę.
-Nie bój się. Co się stanie, jeśli się zaprzyjaźnimy?
-Hmm, no nie wiem. Dziewczyny przestaną cie lubić i uznają za odrzutka, jak mnie, albo gdy się o mnie dowiesz czegoś więcej uznasz, że nie jestem warty znajomości z kimś takim jak Ty pójdziesz do Monikowatych i Adowatych, rozsiewać plotki na mój temat, jakby to był Twój życiowy cel.- cały czas, gdy mówił, głaskał kota, a właściwie kotkę. 
Felix podszedł i zabrał mu zwierzaka. Podniósł go na wysokość twarzy lekko głaskał nosem jego pyszczek.
-Oddaj kota.
-Nie.
-Oddaj.
Alan wyciągnął rękę po kota
-Mówię ci ostatni raz. Kot jest do zwrotu.
-Jak się wabi?
Alan popatrzył na kotkę. 
-Nie ma imienia. Dopiero dzisiaj ją znalazłem pod drzwiami.
-Mogę go nazwać? -Felix przytulił kota.
-Że niby jak? -Alan prychnął
-Słodziak. No bo jak inaczej.
Brwi Alana powędrowały w górę. Felix tymczasem pocałował kota w pyszczek, przytulił i rzucił się na sofę, obok Alana, wciąż przytulając kota. Kilka zwinnych ruchów i już jego głowa leżała na klanach blondyna.
- Nie dbam o to, co te laski sobie pomyślą. Są puste i tępe. Nawet cie dobrze nie znają, a już wystawiają opinię. Olać to. I nie bój się, nigdy nie zostawiam przyjaciół, choćby nie wiem jaką historię czy opinię mieli.
Szok. Alan nie mógł się poruszyć ani odezwać. 
-No o co chodzi? Powiedziałem coś nie tak? - Spojrzał swoimi błękitnymi oczami wprost w zielone oczy Alana.
-N-nie, nic. Zaskoczyłeś mnie. Ale i tak oddaj zwierzaka. Nie ma szans, żebym nazwał go Słodziak. To przecież kotka.
Felix zmarszczył brwi.
- A zawsze chciałem wycałować jakiegoś słodziaka... - Felix zrobił smutną minkę.
- Idiota. - Alan zrzucił jego głowę ze swoich kolan i wstał. Poczuł czyjąś obecność za plecami, zdecydowanie zbyt blisko, więc odruchowo się odwrócił. Błąd. Stał może 2 centymetry od Feliksa. Spojrzał mu w twarz - kolejny błąd. On patrzył w jego oczy. Przez moment stali tak jak zahipnotyzowani, a kiedy Felix się poruszył - nachylał się ku Alanowi - ten momentalnie odskoczył, porwał kota z sofy i uciekł na piętro, do swojego pokoju, krzycząc do Feliksa, żeby wychodząc, nie zapomniał zamknąć drzwi.

Kyōfu ~ 3

Skrobanie. Skrobanie. Zamorduje. Czy to, co tak namiętnie skrobie w te drzwi mogłoby wreszcie przestać? Alan wstał, przeciągnął się i otworzył drzwi. Przed drzwiami stał mały, bury kotek. Był brudny i głodny. Alan wziął go na ręce, a gdy ten ugryzł go w palec i polizał, patrząc na niego tymi wielkimi oczami, podbił jego serce. Była dopiero szósta. Alan nie miał pojęcia, co robi tutaj ten kot, był pewien, że nikt z okolicy by go nie wyrzucił. Nakarmił i napoił zwierzaka, potem wsadził do kąpieli, na co kot zareagował głośnym i ostrym protestem. Alan śmiał się w duchu, że dostanie kolejną ksywę: Emo. Miał całe podrapane ręce.jednak zwierzak, po wysuszeniu, prezentował sie całkiem ładnie, jednak wciąż był chudy. '' No nic, tym się zajmę, jak wrócę ze szkoły'' pomyślał, ubrał się szybko, spojrzał w lustro: jego półdługie blond włosy były jak zawsze w nieładzie, miał worki pod zielonymi oczami i bladą twarz. Wychodząc, spojrzał na kotka, który teraz właśnie przeszukiwał mu szafę, pewnie szukając miejsca do spania, a może smakołyka. 
***
Gdy wszedł do szkoły, zauważył, że wszystkie spojrzenia są skierowane nie na niego, ale na nowego, który właśnie dyskutował o czymś zawzięcie ze szkolnymi miss, przytulając jedną z nich. W tym tłumie nie było szans, żeby go spytać o plotkarza, więc zamiast pójść głównym korytarzem, skręcił w lewo i poszedł do starej, nieużywanej końcówki klatki schodowej. jego ulubionego miejsca. Zdążył usiąść na parapecie małego okna, które wychodzi na dziedziniec, kiedy na schodach zauważył Feliksa, już bez grona wielbicielek. Alan wyjął słuchawki z uszu, zatrzymując piosenkę Hollywood Undead i spojrzał na nowego. 
-No to słucham, co masz mi do powiedzenia. - Alan patrzył w jego przenikliwe niebieskie oczy.
Felix podszedł do niego i spojrzał mu w oczy.
-Co zrobisz, gdy już się dowiesz?
-Jak to co? Wyjaśnię parę rzeczy z tą kreatywną osobą, bo już mnie denerwują te wszystkie historie.
Felix jednym ruchem wyrwał mu telefon i zaczął przeglądać jego ścieżkę odtwarzania. Kiedy Alan chciał odebrać telefon, ten tylko złapał go za rękę.
-Czekaj. Coś za coś. Podobno muzyka dużo mówi o człowieku.
-Ostrzegam cie ostatni raz. Oddaj, albo nie ręczę za siebie.
Felix zaśmiał się. 
-Zaczekaj minute, jeszcze tylko zdjęcia i się dowiesz, kto jest tym plotkarzem.
Alan jednym ruchem ściął Feliksa z nóg, usiadł na nim okrakiem, wyrwał telefon i zasyczał mu prosto w twarz.
-Nie. Dotykaj. Moich. Rzeczy.
Feliks uśmiechnął się wrednie, zrzucił z siebie Alana wykręcił mu ręce i zabrał telefon.
-Bo co mi zrobisz, słodziaku? -Nowy zaśmiał się szyderczo i podrzucał przez moment telefon.
-Czemu nie chcesz mi pokazać zdjęć? Masz tam coś wstydliwego?
Alan, korzystając z chwili nieuwagi, złapał telefon w locie i uciekł korytarzem.
***
'' To jest chyba jakiś kurwa żart. To nie jest możliwe. Idę stąd, chemia nie jest taka ważna w życiu''
-Alan! 
-Tak, pani profesor?
-Gdzie się wybierasz?-Alan był już jedną nogą za drzwiami.
-Eee.. to znaczy... No...
-Wracaj, nie zwagarujesz mi z zajęć. Siadaj tam, gdzie jest wolne.
No właśnie. Tu tkwił problem. bo jakimś cudem, jedyne wolne miejsce w dwuosobowych ławkach, było tylko z nowym.
-Jes, ser, sie robi, psze pani. - zasalutował. Chemiczka była jego ulubioną nauczycielką.
Kiedy szedł do ławki, czuł na sobie spojrzenia wszystkich dziewczyn w klasie. Nienawistne. Usiadł obok Feliksa.
-Witam ponownie, słodziaku.- Nowy uśmiechnął się złowrogo.
-Oszczędź sobie. Nie chce ci zrobić krzywdy. - Alan nawet nie spojrzał na niego, zajęty wypakowywaniem własnych książek. - Cóż to się stało z Twoim wianuszkiem wielbicielek?
-Ot, poprosiłem je o tę jedną lekcje spokoju. Czy to źle?
-Nie, skądże. Możesz mi w końcu powiedzieć, kim jest ten plotkarz, czy chcesz mieć koniecznie ślady po kwasie na rękach?
-Spokojnie, nie denerwuj sie. - Felix odsunął się. -Powiem ci. Widzisz tę dziewczynę w 2 ławce od okna, długowłosa brunetka.
-Monika. 
-Tak. Ona ma najlepszą przyjaciółkę. Jak jej jest?
-Ada. Pierwsza ławka środkowy rząd, blondynka.
-Tak. One obie. 
W Alanie się zagotowało. To one na początku roku bawiły się z nim w ''przyjaźń'' i próbowały dowiedzieć jak najwięcej, po czym po prostu się od niego odwróciły, bez słowa. Teraz wszystko jasne.
-Dzięki.- powiedział lodowatym tonem.
-Ej, stary, co jest? -Felix złapał go za ramię i odwrócił twarzą do siebie.
-Bo na początku zachowywały się tak samo, jak Ty teraz. Super. Jesteś z nimi w zmowie? Za mało wiedzą? - Alan zamknął oczy.
-Nie, raz w życiu z nimi gadałem, o co ci chodzi. Chce cie poznać, to złe?
-TAK, TO ZŁE. JAK POWIEM COŚ WIĘCEJ, TO ZARAZ ZNOWU BĘDĘ SAM, SŁUCHAJĄC PLOTEK NA SWÓJ TEMAT!
Alan wybiegł z klasy, nawet nauczycielka nie zdążyła zareagować, tym bardziej Felix, któremu nadal słowa Alana dźwięczały w uszach.
***

Kyōfu ~ 2

***
Na przerwie Alan zauważył że nowy do niego idzie. Felix zmierzył go wzrokiem.
-Cześć, słodziaku, czyżbym na gegrze zajął twoją miejscówę?
Alan, mocno zdziwiony, nie wiedział, jak zareagować. spojrzał wymownie na Felixa i wskazał palcem na słuchawki w uszach, jednak nie zdążył włączyć jeszcze muzyki.
Felix jednym ruchem wyrwał mu słuchawki, rzucił je w kąt i ponowił pytanie. 
Nagle zrobiło się cicho. Cała szkoła patrzyła się na nich. Nikt nie śmiał się odezwać.
-Tak, zwykle ja tam siedzę. Masz z tym jakiś problem? - odparł Alan opryskliwie i wyciągnął z kieszeni drugie słuchawki.
-Nie, skądże. - I już odchodził, ale zatrzymał się i dodał - Fajne krążą o Tobie plotki. Naprawę zastrzeliłeś swoich rodziców i siostrę, a potem podpaliłeś dom?
Alana wmurowało. To już była przesada. Jego rodzice zginęli w pożarze domu, w którego tylko on zdołał uciec, a siostra pod kołami jakiegoś pijanego kierowcy miesiąc wcześniej. 
-Kto ci tak powiedział?- spytał szeptem.
Felix momentalnie się odwrócił.
-To prawda? Naprawdę zamordowałeś rodzinę?
-PYTAM, KTO CI TAK POWIEDZIAŁ, DO JASNEJ KURWY. - Alan już nad sobą nie panował. Może to przez ciąg bezsennych nocy, albo wspomnienie siostry.
-Nie powiem ci. - Alan spojrzał na niego z niedowierzaniem, i już miał się na niego rzucić, gdy ten wręczył mu jakąś kartkę. -Przyjdź do mnie po szkole, to pogadamy.
Jeszcze chwilę, ze słuchawkami w dłoni, patrzył za odchodzącym nowym.
***
Alan siedział na swoim ulubionym fotelu w domu i patrzył się na kartkę jak zahipnotyzowany. Ma tam iść? Co zrobi, jeśli już się dowie? 
` . Dobra, pójdę tam. Ale nie od razu. Niech nie myśli, że jest bóg wie kim. Najpierw.. są ważniejsze sprawy... .`
Alan wstał, zarzucił kurtkę na ramiona, i wyszedł z domu. Jego ulica prezentowała się jak zawsze. Szereg parterowych domów wiktoriańskich, każdy z tarasem, Na kilku obowiązkowo staruszki, popularny małomiejski monitoring. Dom Alana odróżniał się znacząco od reszty. Była to mała, piętrowa willa, z lekko zaniedbanym ogródkiem. Alan także był inny niż reszta rówieśników, odkąd się tutaj sprowadził. Po śmierci rodziców, przeniósł się do miasteczka, do którego mieli się przeprowadzać w niedalekiej przyszłości. Niestety, w lipcu, jego rodzice zaczęli dostawać listy w groźbami, których Alanowi nie wolno było dotknąć. Potem zginęła Alicja. Sprawca do tej pory się nie znalazł, i mimo, że wszyscy uznali to za wypadek pijanego kierowcy, jego rodzice sądzili, że to właśnie ci, którzy wysyłali te listy. W miesiąc odrestaurowali dawny dom 200 km. stąd. Ale dzień przed przeprowadzką... 
Alan nie chciał o tym myśleć. Szedł szybko ulicą, zmierzając do starego, gotyckiego kościoła. Wchodząc do środka, przypomniały mu się koszmary senne. Usiadł w ostatniej ławce i szybko pomodlił się za rodziców i siostrę. Nie wiedział, czemu, ale coś kazało mu wyjść z kościoła. 
Wychodząc, obejrzał się za siebie. Ujrzał skulone dwie dziewczyny z jego klasy, w bocznej nawie z drugiej strony, które właśnie zaczęły szeptać jak opętane. Przypomniało to Alanowi o Feliksie i powoli ruszył w stronę jego domu.
Znał doskonale tę okolicę. Gdy był mały, jego rodzice często tu z nim przychodzili. Stanął przed wysokim domem o drewnianych ścianach, z wielkim trawnikiem, na którym właśnie  stało kilka pustych cieżarówek. A więc dopiero się sprowadzili. Zaśmiał się w duchu, że jeśli przyprowadził go tutaj do pomocy przy noszeniu pudeł, to zaprowadzi go na dach i z niego zrzuci. Znał ten dom. Kiedyś mieszkała tu dziewczynka o imieniu Kornelia. Często razem się bawili, ale to już nie ten sam dom, a ona z rodzicami przeprowadziła się lata temu.
Przeskoczył przez zamkniętą bramę, nawet nie zapukał, doskonale wiedział, gdzie będzie pokój Feliksa. Wszedł na drewniane schody, które nawet nie skrzypnęły i skierował się do 2 pokoju po lewo, z 2 oknami, z których jedno miało widok na drogę, a drugie na ogród. Też nie zapukał. Nie było go w środku, jednak nie pomylił się, widząc stojące tam kartony z podpisem 'Felutek'. Uśmiechnął się mimowolnie. Usiadł na parapecie po prawo od drzwi i czekał. Słyszał przytłumione głosy z parteru, w tym radosny, śmiejący się głos, którego właścicielem zapewne był Felix. Po kilku minutach usłyszał kroki na schodach. Nareszcie, pomyślał. Felix wszedł do pokoju, postawił pudło na podłodze, i już miał wychodzić, kiedy spostrzegł Alana na parapecie. 
-Co Ty tu robisz? - Felix cofnął się o krok.
-No jak to co? Zaprosiłeś mnie przecież. -Alan zeskoczył z parapetu i podszedł do Feliksa. 
-Ale myślałem, że zapukasz i wejdziesz drzwiami, a nie wparujesz mi przez okno! - Alan spojrzał sie na niego jak na idiotę i wyjrzał przez okno.
-Oh, przecież wszedłem drzwiami. Nie lubię pukać. Pomyślałem, że na Cb tu zaczekam.
-No, słodziaku, długo tu byłeś? Chyba nie przegrzebałeś moich rzeczy?- Felix i Alan przez chwilę mierzyli sie wzrokiem. Alan zauważył, że Felix jest wyższy o pół głowy,  jednak to nie przeszkodziło rzucać mu zabójczych spojrzeń. 
-Spokojnie, Felutku, nie interesuje mnie Twoja osoba, po prostu chce wiedzieć, kto już powienien dostać Nobla za opowieść kryminalistyczną, której jestem głównym bohaterem.
Felix skrzywił się na to zdrobnienie, usiadł na kartonie, który postawił tu przed chwilą i już miał zacząć mówić, kiedy przerwał mu Alan.
-Na Twoim miejscu nie stawiałbym tu tego pudła, a w szczególności na nim nie siadał. -Felix dziwnie na niego spojrzał.
-Czemu niby n.. -Nie skończył, bo deska w podłodze, załamała się pod ciężarem i Feliks wywrócił się do tyłu, przewracając stos pudeł, które niechybnie by na niego spadły, gdyby Aleks nie złapał go za rękę i w ostatniej chwili nie odciągnął z rumowiska.
-Idiota. Mówiłem przecież. - Alan odsunął się od nieznajomego, otrzepując ręce, kiedy ten jeszcze patrzył na niego w szoku.
-Skąd ... ? 
-Znam ten dom dużo lepiej niż ty. - przerwał mu Alan. -W ramach podziękowania może wreszcie powiesz mi, kto rozsiał aż tak nieprawdopodobną plotkę?
Feliks usiadł, i rozmasowując tył głowy zamknął oczy.
-Dlaczego tak bardzo chcesz to wiedzieć? Nie powiem ci nic. Albo nie. Powiem ci jutro w szkole, chce zobaczyć Twoją reakcję. Jednak chciałbym się dowiedzieć czegoś o Tobie.
Alan żałował, że nie zostawił go pod pudłami. 
-Niczego ci nie powiem. Do zobaczenia jutro w szkole. - Wskoczył na parapet, widząc, że stara jabłoń nadal stoi przy oknie, i wyskoczył, łapiąc się gałęzi, a gdy dotknął stopami ziemi, uciekł jak najszybciej, z przyzwyczajenia, bo zawsze gonił go tutaj stary pies rodziców Kornelii.
***

sobota, 12 stycznia 2013

Kyōfu ~ 1

` . Poniedziałek. Dzień, który musiał wymyślić Szatan. Znowu trzeba wstać, pójść do szkoły na nudne zajęcia, pośród ludzi, którzy cie nienawidzą. Po kolejnej bezsennej nocy, przepełnionej strachem i rozmyślaniami nad życiem doczesnym i życiem po śmierci. Co chcę robić w życiu? Nie mam pojęcia. Ale trzeba się na coś zdecydować, czym prędzej, żeby zabrać się za działania w tym kierunku. Może szkoła nie jest jednak taka beznadziejna? Ale co po śmierci? Chyba jednak decyzja odrzucająca chrześcijaństwo dla ateizmu była głupia. Teraz te straszne myśli ciągle kołatają się w mojej głowie. Wizja spędzenie wieczności w bólu, cierpieniu i samotności, wśród krzyków takich samych zadufanych w sobie ludzi napawa przerażeniem. Szczególnie nocą. Szczególnie, gdy są obok myśli samobójczych. Nigdy nie popełnię samobójstwa.    Nie chcę trafić do piekła. Niebo jest dla wybranych, wierzących. Ci, którzy odrzucili Ojca, nie dostaną się do Raju. Więc pozostaje czyściec. Cierpienie, czas spędzony jako duch czy zjawa... To najlepsza opcja dla kogoś takiego jak ja. Jednak nawet na czyściec trzeba zasłużyć. Wypełniając Boże przykazania. Problem pojawia się, gdy nie wiadomo, czyje przykazania są słuszne, kim jest Bóg, czy istnieje, jaką religię stworzył. Oraz opcja, w którą, zdawało się, wierzyłem do teraz. Reinkarnacja. Najlepsza opcja, nawet, jeśli kolejne odrodzenie byłoby w ciele ptaka, kota czy szczura, zdecydowanie lepsza niż wieczne katusze. Jednakże gdy o tym myślę, czuję, że to zła decyzja. Że coś jest nie tak. Taki uścisk w piersi.
Rozmyślania zajmują zbyt dużo czasu rano. Już późno, jeśli się nie pospieszę, nie zdążę na lekcje, a jako pierwsza dzisiaj jet geografia, z kobietą, która już dawno powinna być w muzeum jako eksponat. . `
Alan wskoczył pod prysznic, odpędzając natrętne myśli. Męczyło go to już dłuższy czas. 
A gorąca woda tak cudownie koiła zmysły... Po chwili już był gotowy do wyjścia. Przeczesał jeszcze szybko złośliwe blond włosy, nie sprawdzając nawet w lustrze jak wygląda. Wybiegł z domu, żeby zdążyć na autobus.
***
Idąc korytarzem, słyszał szepty. Jak zawsze, ale tym razem było inaczej. Szepcząc, nie patrzyli na niego, i w urywkach słyszał coś o ''nowym''. Nie miał pojęcia, o co chodzi, dopóki nie wszedł do klasy. Na jego miejscu, w ostatniej ławce przy oknie, siedział jakiś chłopak. Alan westchnął i stojąc w progu przebiegł wzrokiem klasę, szukając innego wolnego miejsca. Przy okazji zauważył, że cała żeńska część klasy rzuciła się na nowego jak sępy, otaczając go i skupiając na nim całą swoją uwagę, za to chłopaki zbili się w grupę w pierwszych ławkach przy ścianie, w dokładnie przeciwnym kierunku. Ostatnie miejsce w rzędzie od ściany było wolne, więc udał się tam, nagle pod ostrzałem wszystkich spojrzeń. Kątem oka zauważył, że nowy też na niego patrzy, z wrednym uśmieszkiem. Pewnie już dziewczyny poinformowały go o klasowej anomalii, Alanie Sosnowskim. Ciekawe jakie plotki teraz krążą na jego temat. Codziennie były nowe. 
To, że mieszka sam i nie jest zainteresowany dziewczynami oraz brak wiedzy na jakikolwiek inny temat rodziło niemożliwe plotki. Pakt z Szatanem i morderstwo rodziców były mistrzami. Gdy usiadł, oczy wszystkich dziewczyn momentalnie zwróciły się w stronę nowego. Klasowe miss już ściszonymi, podekscytowanymi głosami wtłaczały dziwne i fałszywe informacje do głowy nieznajomego, ten jedynie patrzył się na Alana.
 A więc jednak o nim zapomniały, skoro dopiero teraz opowiadają mu te niestworzone historie. Myśląc nad tym, co usłyszy na korytarzu na temat jego osoby wyjął książkę i pogrążył się w lekturze '' Miasteczko Salem'' Stephena Kinga. Z książki wyrwała go dopiero wchodząca do klasy nauczycielka. Wywołała ona nowego na środek, wręczyła podręcznik do geografii i kazała się przedstawić całej klasie. Pff  Gdyby ktoś chciał wiedzieć, jak się nazywa, już by dawno podszedł i spytał. Reszty to nie interesowało. 
- Cześć wam, jestem Felix i od dzisiaj będę z wami chodził do klasy. Jeśli chcecie wiedzieć o mnie coś więcej, wystarczy podejść i zapytać. 
Alan przyjrzał się mu i zobaczył, że nowa klasowa gwiazda jest wysokim szatynem o niebieskich oczach, z twarzą godną japońskiego bishōnen'a. Szybko jednak spuścił wzrok, widząc, że Felix patrzy się w jego stronę. Gdy wracał na miejsce, Alan odprowadzał go wzrokiem. Podobnie jak cała klasa. 
Zapowiada się ciekawy semestr.