wtorek, 31 grudnia 2013

Kyōfu ~ 21

Szczęśliwego nowego roku ~ ♥
Króciutka notka, bo sylwester. 
`Nuda. Niby nie można mówić, że ktoś się nudzi, bo życie to największy cud i trzeba je wykorzystywać... blablaba. Nudzi mi się.`
Alan siedział już od 15 minut na drzewie za domem Feliksa uparcie wpatrując się w okno jego pokoju. Nic się nie działo. Może nie ma go w domu, pomyślał. Zmęczony już czekaniem, stanął pewnie na nieszczególnie grubej gałęzi drzewa i zaczął po niej iść w stronę okna. Złapał się parapetu i przytulił twarz do szyby. W pokoju był bałagan, jakby przeszło przez niego tornado. W domu za to panowała absolutna cisza.
Spróbował otworzyć okno, jednak było ono wymienione na nowe. Zaklął i usiadł na parapecie, zastanawiając się, co ma teraz zrobić. Feliks zostawił u niego w domu telefon, więc nie miał z nim żadnego kontaktu. Siedział i rozmyślał, wpatrując się w wiewiórkę na sąsiednim drzewie.

***
`Ciekawe, czy za mną tęskni`. Felix siedział na kanapie przed telewizorem pod czujnym okiem rodziców, zdając sobie sprawę z tego, że drzwi są zamknięte na klucz, a w oknach na parterze zamki. Czuł się jak w więzieniu, ale nic nie mógł zrobić. Nie był też na tyle głupi, żeby skakać z okna na pierwszym piętrze, kiedy na zewnątrz leży śnieg. Czekał na coś, właściwie nie wiedząc, na co. Irytował go fakt, że najpierw ojciec wyrzuca go z domu, a teraz w nim przetrzymuje. Co ze szkołą? 
Po chwili rozmyślań wstał, kierując na siebie wszędobylskie spojrzenia rodziców i skierował się w stronę schodów, wracając do swojego pokoju. Zamknął drzwi i oparł się o nie, zamykając oczy. Gdy je otworzył, zauważył niecodzienny widok, mianowicie Alana siedzącego na jego parapecie, tyłem, więc go jeszcze nie widział. Zakradł się ostrożnie pod okno, upewnił, że został niedostrzeżony, błyskawicznie otworzył okno, złapał chłopaka w talii i wciągnął do pokoju. Alan nawet nie miał czasu, żeby krzyknąć. Felix mocno przytulił chłopaka, nie przejmując się zimnem wiejącym z okna, śniegiem w pokoju czy stopniem zlodowacenia swojego chłopaka.

niedziela, 29 grudnia 2013

Kyōfu ~ 20

-Witam, nazywam się Adrian Niszewski, czy rozmawiam z - nowo przybyły szybko zerknął w papiery, które trzymał w ręku- Alanem Sosnowskim?
Alan zmierzył policjanta spojrzeniem. Młody mężczyzna, wyglądający na niewiele więcej niż 20 lat, stał w eleganckim garniturze,.
-Tak, zapraszam.
Alan zaprowadził gościa do salonu. Ta część domu była już wyremontowana. Alan widział, jak Adrian rozgląda się po pomieszczeniu, jakby szukając czegoś.
Rozmowa trwała długo. Policjant gładko tłumaczył wszystko coraz bardziej zdenerwowanemu nastolatkowi.
- Włamywacze byli najwyraźniej wynajęci. Nie wiadomo na razie, kto zlecił im zadanie, nie chcą nic mówić. Są nadal przesłuchiwani na komendzie. 
- Najemnicy raczej nie podjęliby się morderstwa...
Adrian uśmiechnął się niewesoło.
- Gdy w grę wchodzą pieniądze, ludzie są w stanie zrobić wszystko. 
Alan popatrzył znacząco na policjanta, który najwidoczniej chciał coś jeszcze powiedzieć.
-Czy... Czy wiesz, czym zajmowali się Twoi rodzice?
Alana zaskoczyło to pytanie.
-Z tego co wiem, ojciec prowadził bank a mama była prokuratorem. Jeśli czytał Pan moje akta i historię, powinien Pan to wiedzieć. Gdybym wiedział cokolwiek więcej, na pewno powiedziałbym o tym Policji. Nie mam interesu w zatajaniu żadnych informacji, wręcz przeciwnie, chcę się w końcu dowiedzieć, kto zamordował mi rodzinę.
Policjant się speszył. Złożył papiery i zgarnął je do teczki, najwidoczniej szykując się do wyjścia.
- Ja czytałem Twoje akta, ale czy Ty sam wiesz, co jest tam napisane?
Alana zamurowało na moment, co skrzętnie wykorzystał Adrian, kładąc na stół swoją wizytówkę.
- To by było na tyle. Do widzenia. W razie czego, proszę dzwonić pod ten numer, odbiorę o każdej porze.
Po czym szybko wyszedł. Alan zdążył jedynie skinąć głową. Zamyślony, podniósł wizytówkę i wpisał numer do telefonu. Spojrzał na zegarek - było już późno. Postanowił pójść spać i jutro przemyśleć całą sprawę. Pracownicy już kilka godzin temu przestali pracować, więc w idealnej ciszy wszedł na schody, omijając skrzypiące stopnie i poszedł przygotowywać się do snu.
***
Obudziło go nieznośne wiercenie. Zwlókł się z łóżka. Po kilku minutach stanął ubrany w ciepłą kurtkę przed boczną ścianą prawego skrzydła swojego domu. Skrzynia została już prawie wykuta, za jakąś godzinę będzie mógł dobrać się do środka. Czekanie było nieznośne. Wrócił do domu, zostawiając pracowników samych. Wydawali się miłymi i uczciwymi ludźmi, więc wrócił do domu, zrobił 30 kaw i zaniósł zmarzniętym mężczyznom. Powitał go radosny okrzyk i w mgnieniu oka zniknęła większość napoju, wszyscy zrobili sobie przerwę. Poszedł prosto do kierownika, który gorliwie tłumaczył jednemu z podwładnych, co ma zrobić, pukając w plan domu i gestykulując. Poczekał grzecznie, aż skończy i zaprowadził na bok.
Zanim zdążył coś powiedzieć, szef pokazał mu plan domu.
- To cholerstwo to wcale nie taki prostu orzech do zgryzienia. Przełazi przez całą ścianę, więc będziemy musieli odkuć również od środka. Młody z ekipą już biorą się tam do roboty. Jest tylko jedna sprawa, bo ty z tyłu -puknął w plan, który dla Alana był nie do odczytania- przechodzą główne kable. Będziemy musieli odłączyć prąd w całym domu, a na pewno zejdzie nam się z pracą do jutra, więc proponuję zaopatrzyć się w świece. -Alan skinął głową- 
-Okej, róbcie co chcecie. Tylko uważajcie, jakby zjawił się tutaj ktoś nieznajomy, albo stało się coś podejrzanego, od razu mnie wołajcie, okej?
-Szefie, spokojnie. Ten elegancik w srebrnej bryce nam trochę powiedział, jak coś mamy łopaty, nie? -uśmiechnął się szeroko- Lepiej szef uważa, bo światła nie będzie całą noc.
Alan, zaskoczony, jedyne co zrobił, to uśmiechnął się i podziękował.


wtorek, 19 listopada 2013

Kyōfu ~ 19

Alan skierował się w stronę domu Feliksa. Ulice były dziwnie wyludnione, ale nie zastanawiał się nad tym dłużej. 
Wskoczył na drewniane ogrodzenie, przeszedł po nim ostrożnie w stronę starej jabłonki i zaczął wspinać się na wyższe gałęzie drzewa. Nie chciał zostawić śladów na śniegu. Usadowił się na wygodnym konarze za pniem i lekko wychylił, żeby dokładnie widzieć pokój Feliksa przez okno. Na początku światło odbijało mu się prosto w twarz, ale przechylił się z drugiej strony pnia. W pokoju na pierwszy rzut oka nie było nikogo. Posiedział trochę i miał zamiar wejść do środka przez okno, kiedy zobaczył otwierające się drzwi. Do środka wszedł ojciec Feliksa, z talerzem jedzenia. Z łóżka wstał brunet i chwilę prawdopodobnie rozmawiali. Nic nie słyszał przez zamknięte okno. Rozmowa szybko przerodziła się w kłótnię, a starszy mężczyzna wyszedł, wciskając w ręce syna talerz. Felix, zdenerwowany, cisnął talerzem w okno. Pech chciał, że akurat za tym oknem stało drzewo, na którym ukrywał się Alan. Talerz zbił szybę i rozbił się o pień, a siedzący za nim chłopak odsunął się szybko i złapał za głowę, żeby nie oberwać odłamkami szkła. Nie dał rady utrzymać się na gałęzi i spadł na ziemię, w wielką zaspę śniegu. 
Felix podszedł szybko do okna, otwierając je i wysuwając się z niego.
-Kto tam był? Odezwij się.
Alan, z ustami pełnymi śniegu, cały biały, wybełkotał.
-Ty.. skończony.. kretynie. - wypluł śnieg. - Nie rzucaj wszystkim na prawo i lewo, bo krzywdę komuś zrobisz.
Szatyn, zaskoczony, zaśmiał się.
-Słodziaku, to Ty? Co ty, do cholery, na drzewie robisz? Słoninę Ci wywiesić?
-Dostałem cały talerz żarcia, nie trzeba. - Alan wstał i otrzepał się ze śniegu.
Felix roześmiał się, ale szybko przestał, bo usłyszał kroki zmierzające na górę po schodach i jakiś podniesiony głos.
Alan również go usłyszał, więc szybko tylko mu pomachał na pożegnanie, przeskoczył przez ogrodzenie i uciekł do swojego domu, wyjmując z dłoni powbijane małe kawałki szkła.
***
Dom był zaskakująco cichy i spokojny. Widocznie wszyscy pracują we wschodnim skrzydle. Podszedł do kominka. Stały na nim fotografie. Jak jeszcze byli całą rodziną, szczęśliwi. ` Zebrało się na wspomnienia, co?` Otworzył szkatułkę i wyjął z niej papier i ołówki. Lubił rysować, szczególnie, w takie dni. Nie myślał o tym, co rysował. Spędził nad rysunkiem kilka godzin. Przestawiał on jego stary dom, a przed nim całą rodzinę, szczęśliwą i uśmiechniętą. Rysunek był prawie identyczny z jednym zdjęciem stojącym na kominku. Na rysunku było coś jeszcze. Obok śmiejącego się Alana stał Felix, śmiejąc się razem z nim. Odłożył rysunek do szkatułki, razem z przyborami i usnął na sofie.
***
Obudziły go kroki. Zbliżały się do niego. Udając, że nadal śpi, lekko otworzył jedno oko, gotów uciec w razie niebezpieczeństwa. Jednak to był tylko szef pracowników. Wstał. 
Mężczyzna, z pobrudzonym kostiumie, lekko speszony, poprosił go o pójście za nim.
Alan, zaskoczony, nie stawiał oporu. Wyszli z domu i przeszli przez ogród, do wschodniego skrzydła willi. Tam, w skutej ścianie, na wysokości metra znajdowała się stalowa skrzynia, wmurowana w ścianę.
- Co to? - Spytał blondyn. Podszedł bliżej, lekko muskając palcami zimny metal.
- Nie wiemy, już tu było. Zdaje się, że poprzedni właściciele to tu wmurowali. Co z tym zrobić?
Alan zastanawiał się chwilę. Żelazny kwadrat, o wymiarach mniej więcej metr na metr, wyglądał na niedawno wbudowany. Czy to możliwe, że to sprawka jego rodziców?
- Dacie radę wyciągnąć to ze ściany?- Spytał, patrząc na pracowników.
-Powinno się udać, będziemy musieli skuć trochę boczną ścianę i remont się opóźni, to też sporo pracy...
- Zapłacę ekstra. Wyciągnijcie to, tylko nie otwierajcie, pod żadnym pozorem.
-Tak jest!
Alan wrócił do domu, myśląc o tajemniczym pakunku. Czy będzie tam rozwiązanie? Czy dowie się, czemu jego rodzina musiała zginąć i czemu on sam o mało nie padł ofiarą mordercy? Zastanawiał się jeszcze przez moment, gdy przypomniało mu się, że ostatni włamywacze zostali pojmani przez policję. Ruszył do domu, złapał telefon i już miał zadzwonić po policję, gdy usłyszał parkujący na podjeżdzie samochód.

niedziela, 17 listopada 2013

Kyōfu ~ 18

`Co tu się właśnie stało?`
Alan, zamurowany, patrzył za odjeżdżającym samochodem.
`Cholerna uciekająca księżniczka! Nie wziął leków`
Blondyn wrócił do domu, wziął kubek gorącej czekolady i patrzył przez kuchenne okno.
Ciekawy, co teraz się stanie, przeszedł na górę, omijając budowlańców wynoszących sofę.
Usiadł na łóżku i przemyślał wszystko. Jest w gejowskim związku z kimś, kogo ledwo zna. Widocznie padło mu na mózg. Ale, czy on tego chciał? Owszem, kochał Feliksa, ale gdy pojawia się cień wątpliwości, to związek nie ma sensu. A czy fakt, że pierwsze, o czym pomyślał, po odjeździe Feliksa, to leki, to wątpliwości? Położył się na łóżku, wsłuchując się w gwar robotników, remontujących dom. Mniej więcej za 3 dni powinien mieć tu już spokój. Nie chciał zatrzymywać Feliksa w domu, miał świadomość, że to nie jest jak narazie odpowiednie miejsce do odpoczynku. To chyba dobrze, że Felix odpocznie w domu. 
***
Wybrał się na samotny spacer po Alicante. Śnieg cudownie przykrywał wszystko wokół. Nieświadomie znalazł się przed kościołem. Wszedł do środka, jak zwykle podziwiając malowidła na głównym ołtarzu. Usiadł w ławce i pomodlił się za zmarłą rodzinę. Po policzkach popłynęły mu łzy. Wspomnienie dawno utraconego domu. Tęsknił za siostrą, rodzicami, spokojną okolicą i przyjaciółmi. Ktoś, z niewiadomego mu powodu, obrócił to w niwecz. Przypomniał mu się ostatni sen. Śnił mu się koniec świata. Asteroida, uderzając w ziemię, nie spowodowała szczególnego wybuchu, zresztą do końca nie wiedział. Wiedział jedynie, że przepchnęła ziemię na takie samo położenie, w którym była kilka dni temu. Rozmawiał ze swoją zapłakaną mamą. Powiedziała mu, że on powinien nie żyć. Że kilka dni temu, umarł z gorączce, a teraz nagle żyje. Wszyscy ludzie zaczęli wariować. W powietrzu unosiło się coś złego, zła atmosfera, jakby klimat planety zupełnie się zmienił, ludzie mordowali swoje ukochane zwierzęta. To jedyne, co pamiętał ze snu. To i bezgraniczne przerażenie.
Wychodząc z kościoła natknął się na Monikę i Adę. nie zauważyły go jeszcze, nadal stał w cieniu drzew. Śmiały się głośno z czegoś. Wyszedł im na spotkanie.
-Cześć, co wy takie szczęśliwe? Nareszcie odebrałyście nagrodę?
Zamilkły, patrząc się na niego jak na idiotę.
-Jaką nagrodę, o co Ci chodzi?
Alan spojrzał się na nie wściekle.
-Za najlepszą powieść kryminalną. Jesteście wspaniałymi pisarkami. Tylko, jeśli można, zmieńcie temat powieści, albo chociaż głównego bohatera, co? Bo chyba cała szkoła nie chciałaby się dowiedzieć, że Twój ojciec jest taki bogaty, bo przemyca narkotyki.- Ostatnie zdanie wysyczał jej w twarz.
Monika spojrzała na niego z lekkim przestrachem.
-Skąd to wiesz? Szpiegujesz nas?
Alan oparł się o pobliskie drzewo, śnieg posypał się z jednej gałęzi, tworząc mglistą zasłonę pomiędzy dziewczynami a chłopakiem. 
-Jak się człowiek nudzi, to robi różne rzeczy. Zresztą nawet tego szpiegowaniem nazwać nie można. Jeszcze raz usłyszę nowe plotki na swój temat, to pogadamy inaczej.
Alan odszedł szybko w swoją stronę, zostawiając dwie zaskoczone gwiazdki same na ulicy.
Podniósł twarz, spoglądając w niebo. Chmury lekko płynęły, a dzień był słoneczny. `Ciekawe, co robi Felix`.

czwartek, 14 listopada 2013

Kyōfu ~ 17

''To niemożliwe.
Niemożliwe. Czy to żart?''
Cisza.
Cichy szum oddechu gdzieś z oddali. Nie, nie z oddali. Gdzieś blisko. Delikatny szum wiatru za oknem. Coraz więcej dźwięków. 
To tylko sen.
Felix otworzył oczy. I natychmiast je zamknął, gdy jego oczy poraziło jaskrawo białe światło jarzeniówek. Podniósł się na łóżku, dziwnie sztywnym i niewygodnym. Poczuł niemiły zapach chemikaliów. Spróbował znowu otworzyć oczy i mrugając, uświadomił sobie, że jest w sterylnie białym pomieszczeniu. 
Szpital.
Zadawał sobie pytanie, skąd się tu wziął. Nagle dotarły do niego ostatnie zdarzenia. Ostatnie, które bynajmniej pamiętał. Rozejrzał się po pomieszczeniu, aż znalazł to, czego szukał. Dosyć mała istota z rozwichrzoną blond czupryną siedziała na fotelu obok łóżka, śpiąc z dziwnie krzywej pozie. Brunet uśmiechnął się bezszelestnie wstać z łóżka, lecz gdy tylko się poruszył, Alan otworzył oczy. Felix znieruchomiał, serce mu przyśpieszyło
-Słodziaku, wyglądasz jak z horroru - blondyn miał pod oczami wielkie wory, jakby nie spał całą noc.
Alan nie reagując, wyciągnął w jego stronę drżącą rękę, otwierając usta. Felix, po nocnym koszmarze aż spadł z łóżka, na co Alan roześmiał się głośno.
-O ja, nie wierzę w Ciebie. 
Felix, już spokojny, wgramolił się z powrotem na łóżko. 
-Durniu, mogłem sobie zrobić krzywdę. - Alan spojrzał na niego z niedowierzaniem.
-No tak, skręcił byś kark i musiałbym budować większą umieralnię.
Felix pocałował szybko blondyna.
-Lepiej mi powiedz, co robię w szpitalu.
-Na wakacjach jesteś, wiesz? Straciłeś przytomność, więc zadzwoniłem po karetkę.
Brunet spojrzał na niego, przekrzywiając głowę.
-Martwisz się o mnie, jak uroczo. A teraz może jakiś wypis, albo coś w ten deseń, doktorze Sosnowski?
Alan udał, że wertuje kartę pacjenta
-No nie wiem. W tej białej koszuli wygląda Pan jak idiota, a ja nie zdążyłem zrobić Panu kompromitującego zdjęcia, więc będzie pan musiał trochę poczekać.
-Nawet się nie waż! - Wcisnął przycisk przywołujący pielęgniarkę.
-Nienawidzę Cię.
-Też Cię kocham.
***
W domu Alana przewijali się robotnicy, odnawiający spaloną część budynku i wstawiający nowe okna. Felix, zaskoczony taką masą ludzi, stanął w progu, na moment, bo musiał ustąpić miejsca dwojgu pracowników niosących wielką szybę. 
-Szybki jesteś. 
-A co, miałem czekać, aż zamarzniemy w tym domu? - Alan walczył ze sznurowaniem butów, skacząc na jednej nodze.
Felix zajrzał do kuchni. Ulżyło mu na widok nowego piekarnika. Przeszedł do salonu i miał właśnie usiąść na sobie, kiedy przez dziurę w ścianie zamiast okna zobaczył srebrny samochód swojego ojca, zatrzymujący się na podjeździe.
Alan, widząc minę szatyna, odwrócił się ruszył w stronę samochodu na spotkanie z ojcem swojego chłopaka. Ten, ubrany dosyć letnio jak na zimę, bo jedynie w płaszcz, szybko ruszył w stronę domu.
-Dzień dobry, co pana tu sp...
-Nie pytaj się jak dureń, mój syn leżał w szpitalu! Gdzie on jest?
Blondyn, nie pokazując po sobie zdenerwowania, wskazał na drzwi.
-W salonie, spokojnie...
Mężczyzna zignorował Alana i poszedł prosto do dziury w ścianie, gdzie zaraz miały pojawić się nowe drzwi.
Felix stanął pod kominkiem i czekał na tyradę swojego ojca. Ten jednak, zamiast na niego wrzeszczeć, przytulił go mocno.
-Boże, synu, nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Co się stało?
Lawina pytań spadła na Feliksa, który zaskoczony zachowaniem ojca, nie wiedział, co powiedzieć.
-Spokojnie, tato, nic mi nie jest, wszystko w porządku.
-Jesteś chory, tu jest lodowato, wracamy do domu.
Felix, osłabiony, nie zdążył zaprotestować. Nie zdążył nawet stawić oporu, kiedy jego ojciec złapał go mocno i wyprowadził z domu, wrzucając do samochodu.
-Tu jest niebezpiecznie, nie możesz tu zostać, ludzie mieli racje, że ten gówniarz przyciąga same kłopoty.
Felix odjechał z ojcem, na oczach zaskoczonego Alana, który nie zdążył nawet się ruszyć.

sobota, 2 listopada 2013

Powrót ~

Niespodzianka!
Stęskniłam się za blogiem...
Niedawno podskoczyłam, zobaczyć, co się dzieje i moim oczom ukazał się niecodzienny widok.
Liczba wyświetleń wzrosła, mimo, że nic nie było dodawane.
Pomyślałam więc, że jest tu chyba jeszcze ktoś i pamięta.
Więc postanowiłam wziąć się z garść i pisać.\
Tylko zastanawiam się nad jednym:
Zostajemy przy Alanie i Feliksie, czy zaczynamy coś nowego?
Myślałam, żeby opisać tutaj lekko przerobioną, znaną mi dobrze historię.
Nie będzie to plagiat. Jest to historia, o której nie wie zbyt wiele osób. Nie znajdziecie jej nigdzie w internecie. Nie jest to radosna historia, ale wydarzyła się naprawdę. 
Nie jestem pewna, czy mogę to napisać, ale chyba po zmianie nazwisk powinno być dobrze.

Hah, z opowiadania shounen-ai przerzucam się na creepypastę, nie wierzę.

Ewentualnie, zawsze mogę rozpocząć nowe opowiadanie, z nowymi bohaterami i fabułą.
Ale to, co będę tutaj pisać, zależy od was.
Jeśli ktoś jeszcze tutaj zagląda, proszę o opinię.
Bo zacznę pisać wszystko naraz.
Wybierajcie tutaj --->
Miłe będą również komentarze.
Pozdrawiam, kochani!
Scel.

wtorek, 7 maja 2013

The end. ~

Chciałabym wam wszystkim podziękować i pożegnać się.
Zaniedbałam bloga, niestety.
Dziękuję za pozytywne komentarze.
Jeśli ktoś chciałby kontynuować tę historię, możemy się zgadać.
Zakończenie jednak zależy tylko od waszej wyobraźni.
Pozdrawiam.
Scel.

niedziela, 31 marca 2013

Kyōfu ~ 16

Zamiast jednego długiego rozdziału macie 2 krótkie, mam nadzieję, że się spodoba. Wiem, że króciutkie, ale teraz będą często dodawane. Scel. ♥

Błyskawice przecinały niebo, wicher łamał drzewa, była już noc, jednak nikt nie spał. Dom Alana lekko drżał w posadach. Jednak chłopcy nawet nie zdawali sobie sprawy z pogody za oknami. Wpadli do sypialni, rozbierając się i całując. I kiedy nad miasteczkiem przechodziła wielka burza, oni kochali się namiętnie, nie zwracając uwagi na nic dookoła. 
***
Alan otworzył oczy. Było mu gorąco, bo leżał w szczelnych objęciach Feliksa. Jego włosy były w nieładzie, który tak mu przypominał noc... Felix otworzył oczy, i widząc, że blondyn się na niego patrzy, pocałował go namiętnie. Alan wyplątał się z objęć chłopaka i wyszedł pod pościeli, zupełnie nagi. Momentalnie otoczył go niesamowity chłód. Coś było nie tak. Felix zobaczył reakcję blondyna chwilę przed tym jak sam poczuł chłód.  Szybko założył szlafrok i rzucił Alanowi kołdrę. Drzwi były uchylone, na korytarzu było jeszcze zimniej. Długo nie musiał szukać przyczyny. W pokoju obok szyba została wybita wielkim konarem drzewa, odłamanym prawdopodobnie z ogrodu. Alan podszedł do szczątek okna. Felix za nim. W ogrodzie leżało mnóstwo połamanych gałęzi, ale nie widać było większych strat. Szatyn, uważając, żeby nie nadepnąć na rozbite kawałki szyby, wziął Alana za rękę i wyprowadził z pokoju, który następnie szczelnie zamknął.
-Naprawą zajmiemy się później. Teraz chodź na kawę.
W kuchni było dużo cieplej, jednak Alan nadal zakrywał się kołdrą.
-Co jest? -Felix zmierzył go spojrzeniem
-N-nic -Alan się zarumienił. Felix od razu zrozumiał o co chodzi.
-Po śniadaniu kocie -mrugnął do blondyna, którego twarz nabrała intensywnie czerwonego koloru
Alan chciał go przytulić, gdy usłyszeli odgłos klucza otwierającego zamek. Zamarli. Ktoś skradał się w kierunku schodów. Alan zbladł. Bezszelestnie wyszli z kuchni. Była pusta,a drzwi były otwarte. Alan porwał najbliższą walizkę. szybko założył coś na siebie i wyszli cicho przez kuchnię. Przed domem, schowany za ogrodem stał czarny samochód. Alan nie miał pojęcia, co teraz robić. Felix prowadził go uliczkami z dala od domu. Bo kilku minutach, które Alanowi wydawały się wiecznością, dotarli na przystanek autobusowym przy którym był telefon. Felix bez słowa podszedł do automatu. Alan usłyszał tylko kilka słów, w tym włamywacze, mordercy.. Podszedł do rozkładu. Za 12 minut mieli autobus. Do tego czasu może być już po sprawie. Usłyszeli syreny policyjne. Brunet przytulił przestraszonego chłopaka i czekali.... Po 10 minutach Alan pociągnął chłopaka za rękaw i ruszył w stronę domu. Tam ujrzeli 3 radiowozy z włączonymi światłami, i kręcących się wokoło policjantów. Do jednego radiowozu właśnie policjant pomagał wsiąść facetowi w czarnej kominiarce, z rękoma skutymi. W innym radiowozie już siedziało 2 innych. Czarne błyszczące auto było przeszukiwane przez  policjanta w odznaką na piersi. Alanowi ulżyło. Zmiękły mu nogi, ale Felix złapał go w porę i doprowadził do domu.
***
-Patrz, żyjesz. - Feliksa przebudził cichy szept przy jego uchu. Ostrożnie otworzył oczy. Nad nim siedział pochylony Alan, szeroko uśmiechnięty. 
Felix złapał go za rękę i patrzył mu głęboko w oczy.
-Nie ma to ja usnąć w czasie przesłuchania. -Alan zaśmiał się- Gdzie pan wtedy był? Hrrrrrr... 
Felix wstał szybko i chciał pocałować blondyna, jednak zakręciło mu się w głowie.
-Wszystko w porządku? -Alan spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem.
Felix czuł się jak otumaniony.. Coś mu nie grało... Spróbował znowu wstać, jednak stracił przytomność.

sobota, 30 marca 2013

Kyōfu ~ 15

Mam nadzieję, że nie zrazicie się do opowiadania, jeśli dodam troszkę horroru. Dziękuję za komentarze.Czas nie pozwala mi pisać częściej. Krótki rozdział, ale jutro kolejny, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie. Scel ♥

Tej nocy żaden z chłopców nie mógł spać. Alan ciągle miał przed oczami widok swojego zamordowanego kociaka, a Felix widok miny blondyna widzącego szczątki zwierzaka. Felix niespokojnie rzucał się po łóżku. W pewnym monecie usłyszał cichutki hałas, dochodzący zza drzwi łączących jego pokój z pokojem Alana. Ostrożnie podniósł się na łóżku i wziął do ręki kij, który przygotował wczoraj wieczorem. Wytężając wzrok, ujrzał poruszającą się klamkę i usłyszał delikatny skrzyp drzwi. Zza nich ujrzał drobną, bladą twarz okoloną burzą blond loków. Odetchnął. 
-Chcesz, żebym odszedł z tego świata na zawał czy co?
Blondyn wszedł do pokoju, zamknął drzwi za sobą i uśmiechnął się lekko. 
-Jestem psychopatycznym mordercą, bój się mnie. Schowałem się w schowku, żeby cię zabić w nocy.
Felix przewrócił oczami i przesunął się na łóżku.
-Tak, ten psychopatyczny morderca przyszedł do mnie, bo pewnie boi się spać sam i nie ma się do kogo przytulić.
Alan spojrzał na niego obrażony.
-Wcale nie boję się spać sam -mruknął, wsuwając się pod kołdrę obok szatyna.
Felix objął mocno chłopaka i zamknął oczy.
-Teraz możesz sp..
-Myślisz, że wrócą? - przerwał mu Alan. 
Chłopak otworzył jedno oko i zobaczył, że zielone oczy Alana są szeroko otwarte i wpatrzone w sufit. Przesunął się trochę pod kołdrą, przytulając go mocniej do siebie.
-Nie dzisiaj.. Ale pewnie wrócą. Nie bój się.
-Jak mam się nie bać? Ktoś wymordował mi rodzinę, a teraz chce zabić mnie, a ja mam być spokojny? - Alan próbował wyrwać się z objęć Feliksa, ten jednak trzymał go mocno i czekał, aż się uspokoi.
-Nie tkną cię. Nie pozwolę im. Zaufaj mi, okej?- Feliks patrzył głęboko w oczy blondyna. Alan położył się obok szatyna. 
-Ufam ci.
***
-Przeżyłeś noc, super, wstawaj, bo jestem głodny.
Alan wyciągnął się na łóżku, które było zdecydowanie zbyt puste. Podniósł wzrok na stojącego przed nim Feliksa, który stał już kompletnie ubrany.
-Idź sam sobie coś ugotuj. Po co wyciągasz mnie z łó.. -Felix przerwał mu pocałunkiem.
-Bo chcę zjeść z Tobą. W dodatku ja nie ogarniam tej kuchni.
Alanowi przed oczami mignął widok piekarnika z poprzedniego dnia.
-Nie idę tam.
-Spokojnie, wszystko posprzątałem.- Alan popatrzył na niego.
-A co z Amelią?
-Jest gdzie indziej. Później urządzimy jej pogrzeb, okej?
-Okej.. -Alan wstał, założył na siebie szlafrok. Coś mu nie pasowało...
-Ej.. gdzie jest moja koszula? -spojrzał na Feliksa, ten tylko uśmiechnął się szeroko 
-Przeszkadzała mi w nocy.
Alan wychodząc z pokoju, mruknął jeszcze coś w stylu ` zboczeniec`. Felix tylko się zaśmiał.
***
Felix szybko wykopał spory dół w zmarzniętej ziemi za domem. Oparł się o szpadel. Mimo, żeby był mróz, było mu gorąco. Alan stał kilka kroków przed nim i wpatrywał w ogród. Widok był oszałamiający, stare drzewa pokryte śniegiem, stare konary, uginające się nad małymi alejkami. Podszedł do niego od tyłu i przytulił mocno. Ten odwrócił się do niego i pocałował. Felix najchętniej by sobie pozwolił na więcej, ale było zimno i nie byli tu dla przyjemności. Puścił blondyna i podszedł do drewnianego pudełka, w którym leżały szczątki kotki. Spojrzał na Alana, który patrzył w niebo i delikatnie położył pudełko na dnie wykopanego dołu. Alan spojrzał ostatni raz na pudełko i wspólnie je zakopali, stawiając w tym miejscu spory kamień.  Dzień miał się już ku zachodowi, zrobiło się lodowato, ale nadal było spokojnie i pogodnie. Stali przytuleni, patrząc na zachodzące słońce. 
Znikąd zerwał się mocny wiatr, a z północy zaczęły na horyzont wspinać się stalowoszare chmury. 
-Zbiera się na burzę. Wracajmy do domu. -Alan pociągnął Feliksa za rękaw, ten jednak patrzył jak urzeczony w ciemne chmury, które przysłoniły już połowę nieba. Alan pomyślał, że wygląda jak władca burzy, jednak nie rozmyślał nad tym dłużej, bo niebo zaczęły przecinać błyskawice.

poniedziałek, 18 marca 2013

Kyōfu ~ 14

Jestem niesłowna, wiem.

-CO TO MA BYĆ?
Alan nie wierzył własnym oczom. Po kilku dniach wypoczynku wraca do domu i zastaje TO. 
Jego dom był w nieciekawym stanie. Okna powybijane, drzwi wyłamane, a jedno skrzydło wyglądało, jakby było po pożarze. 
Felix stał obok, objął chłopaka, tak, aby ten nie musiał dłużej na to patrzeć. 
-Kto mógł to zrobić?
Alan westchnął cicho.
-To pewnie... To pewnie ci co wcześniej...
-Albo moi rodzice.. -wyszeptał Felix.
-Wątpię. Nie byliby zdolni do czegoś takiego.
Przytulali się tak jeszcze przez chwilę i weszli do zniszczonego domu.
W salonie wszystko było poprzewracane, szkło walało się pod nogami, ale nie było dużo zniszczeń. ` Posprząta się, pomyślał Felix`. W kuchni meble były zniszczone a w piekarniku leżało niezidentyfikowane COŚ. Żaden z nich nie miał odwagi sprawdzić, co to. 
-Chodźmy na górę. Nie chcę tutaj siedzieć.
Alan przytulił się do Feliksa i weszli po schodach. Ich sylwetki odbijały się w lustrze na końcu korytarza.
Blondyn znieruchomiał.
Na lustrze był napis, czerwony jak wino: Znaleźliśmy cię.
Feliks zbliżył się do napisu. Wyglądał jak namalowany krwią. Rozejrzał się. Czegoś mu brakowało.
Olśnienie.
Felix spojrzał Alanowi prosto w oczy. Złapał go za rękę i zaciągnął go jego pokoju. Posadził go na łóżku pełnym ubrań.
-Zostań tu. Nie ruszaj się, okej?
-Ale o co.. czekaj! -Alan patrzył za wybiegającym z pokoju chłopakiem.
Szatyn nie oglądając się za siebie pobiegł do salonu. Puste kocie legowisko leżało na sofie. Felix spojrzał w stronę kuchni. Powstrzymując wymioty otworzył piekarnik. Tam, w środku, na ruszcie leżało coś powykręcanego, spalonego i futrzanego. Felix drżącą ręką przekręcił ... zwłoki swojego kota. Cofał już rękę, ale trafił w coś. Odwrócił się momentalnie. Za nim stał Alan, wpatrujący się w martwego kota. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Alan wybiegł z kuchni,Felix za nim,ale nie wiedział, gdzie pobiegł blondyn. Ciągle miał w myślach obraz kotki. Po kilku minutach znalazł go, wstrząsanego torsjami na trawniku. Przytulił go mocno do siebie. 
-Spokojnie...
-WIDZIAŁEŚ TO? WIDZIAŁEŚ, CO TE SUKINSYNY ZROBIŁY? -Alan ledwo mógł mówić, łzy płynęły po jego policzkach.- Najpierw moja siostra, potem rodzice, a teraz to..
Felix złapał go za ramiona - Będzie dobrze...
-Nie będzie. Oni spróbują ponownie. Dlaczego? POWIEDZ MI. -Alan upadł na kolana.
Szatyn rozejrzał się, napotykając sporo ciekawskich spojrzeń, wziął blondyna pod ręce i wciągnął do domu.

czwartek, 7 marca 2013

Kyōfu ~ 13

Cześć! Przepraszam, że nie było mnie tak długo, ale szkoła nie daje mi spokoju. Znowu zaczynam regularnie prowadzić bloga, ale notki będą dodawane co 2-3 dni. Przepraszam za wszystkie błędy, których nie brakuje. Dziękuję za miłe komentarze. ♥ Scel.

Spokojnie.. Druga noga... Nie wyw.. Co to? Skręć, skręć, skręć... Niee!
-łup-
-Haha, znowu wylądowałeś na lodzie. - Felix podjechał do leżącego na lodzie Alana, który nie miał siły się nawet podnieść.
-Przestań, wyszedłem z wprawy.. Nogi mnie bolą, chcę do domu.
-Złap mnie, to pomyślimy!
Alan złapał go szybko za nogę i pociągnął, wywracając go obok siebie.
-No, to idziemy.
Felix wstał, ciągnąc Alana za sobą. Było mu ciepło i chciał jeszcze pojeździć, ale widział, że blondyn zamarza.
-Szybciej... Ta mała z matką tu jedzie...
-To może sam jedź, a nie każesz się ciągnąć, cwaniaku.
-Zbliża się... Nie gadaj tylko jedź. 
Felix się zatrzymał. 
-No i się doigrałeś.. DZIEŃ DOBRY! -krzyknął w stronę nadjeżdżającej rodzicielki.
-Dzień dobry.. Co wy tutaj robicie sami? I to bez szalików, zwariowaliście? 
Alan i Felix wymienili spojrzenia.
-Noo.. Na łyżwy przyszliśmy, mieszkamy niedaleko.
Kobieta, na oko 40-letnia, przyjrzała im się dokładnie.
-Nigdy nie widziałam was w okolicy
-Bo przyjechaliśmy dopiero, tylko na kilka dni, jutro z rana wyjeżdżamy.
Rodzicielka podjechała bliżej, trzymając córkę za rękę, która uważnie się im przyglądała.
Alan uśmiechnął się do dziewczynki, ale ta schowała się za mamę. ` Aż taki straszny jestem? `
-Może wpadniecie do mnie, pogadać? Jestem Klementyna, mieszkam niedaleko. Ty.. -wskazała palcem na Alana- kogoś mi przypominasz.
***
`Godzinę później`
Felix, zajęty swoim kubkiem z czekoladą, słuchał rozmowy Alana i Klementyny, która kazała im nazywać się ciocią. Siedział w kuchni dużego, ceglanego domu na wzgórzu, do którego przyprowadziła ich ta miła.. ciocia. 
-Ciągle mi kogoś przypominasz, byłeś tu rok temu? Albo mieszka tu jakaś Twoja rodzina?
Alan spuścił wzrok. 
-Ja mam tutaj dom letni, ale mieszkam dużo dalej.
-A nazywasz się? Alan jaki?
-Alan Sosnowski, proszę cioci.
Klementyna na moment znieruchomiała.
-Sosnowski? Syn tych, którzy zginęli w pożarze?
Alan skulił się w sobie.
-Tak, ten.
-Jeju, chłopcze, współczuję. Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebował, to wiesz, gdzie mieszkam.
-Dziękuję bardzo. - Kątem oka zauważył, że mała Kasia wdrapuje się Feliksowi na kolana.
Rozmowa toczyła się dalej, ale już inaczej. Przynajmniej wiedział, że ma tutaj kogoś zaufanego, bo ciocia Klementyna była osobą wyjątkowo szczerą i prostolinijną.

***

-Ale jestem padnięty! -Felix rzucił się na sofę. -Śpię tu, nie wejdę na górę.
Alan rozebrał się i zerknął na Feliksa. Jemu samemu nie chciało się iść. Było już grubo po północy.
-Chodź, leniu, mam tam sam spać?
-Coś sugerujesz? -Szatyn podniósł się i poczłapał na schody za Alanem.
-Nie wiem. Może się umyjesz, co? - Blondyn teatralnie powąchał kompana.
-Chodź ze mną, sam lepszy nie jesteś.
Alan wszedł do sypialni, rzucając się na łóżko, jednakże zaraz Felix złapał go za koszulkę i zaniósł do łazienki.
Felix szybko się rozebrał, całując Alana. Ten przytulił się do niego.
-Zajmuję wannę, Ty pakuj się pod prysznic, skoro już musisz się myć w mojej łazience.
Felix spojrzał na niego, całując go mocno. Alan oparł się o niego.
-Chodźmy razem pod prysznic.-Alan chciał zaprotestować, ale Felix zamknął mu usta pocałunkiem i wciągnął pod prysznic.
-Ubranie... głupek... Ja..
Szatyn mocno złapał go za ramiona, całując namiętnie. Alan poddał się szybko, zdejmując koszulę. 
Strugi gorącej wody popłynęły na kochanków, całujących się pod prysznicem. Felix dokładnie masował Alana, który odprężony opierał się o ścianę, mrucząc cicho. 
***
Feliks rzucił Alana na łózko, który, po rozgrzewającym prysznicu, był gotowy na wszystko. Jednak się pomylił - Feliks położył się obok niego, mocno go przytulił i poszedł spać. Alan, zdenerwowany, pocałował go lekko, wsuwając palce w jego włosy. Miło było przytulić się do osoby, którą się kocha. Myślał o dzisiejszej rozmowie z ciocią Klementyną. Dużo się dowiedział o rodzicach. Teraz nie dawało mu to spokoju. Uśmiechnął się na wspomnienie Kasi, która się pytała Feliksa, czy chce czekoladkę, czy woli ją ugryźć, bo jest wampirem. Oczy same mu się zamykały. Jutro wraca do domu. Znowu musi iść do szkoły. Ciekawe, jak będą wyglądały sprawy z Feliksem. Dzisiaj go zdenerwował, najpierw zaciągnął go pod prysznic, a teraz tak po prostu poszedł spać. 
-K-kocham cie... Alan, słyszysz? - Wymruczał Feliks przez sen. Alan uśmiechnął się szeroko, przytulił mocno do niego i usnął, myśląc o tym, jak przyjemnie mu było w jego ramionach.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kyōfu ~ 12

Alan obudził się w objęciach Feliksa. Jego włosy delikatnie łaskotały jego policzek. Otworzył oczy. Jejku, jak on ślicznie wygląda, gdy śpi. Przesunął się i pocałował go w usta. Felix otworzył zaspane oczy. Uśmiechnął się sennie i pocałował Alana wsuwając mu język do ust. Przewrócił się na Alana i pochylił się nad.
-Takie pobudki mogą być zawsze. 
Alan uniósł rękę i chciał pogłaskać go po policzku, ale nie mógł poruszyć palcami. Szatyn złapał jego rękę i przycisnął sobie do twarzy, po czym zaczął całować go po palcach, przedramieniu, barku, aż do szyi. Alan się zarumienił, przytulił go mocno, na ile pozwalała mu na to ta pozycja i schował twarz w jego włosach. Felix położył go na łóżku, i szybko zaczął odpinać jego koszulę. Alan złapał go za rękę i spojrzał w oczy. Felix pochylił się, szepnął mu do ucha, żeby mu zaufał i pocałował go. Jego ręka kontynuowała podróż po jego brzuchu, oswabadzając go z teraz krępującego ruchy materiału koszuli. Jego ręka schodziła coraz niżej, Alanowi było gorąco. Felix jednym ruchem ściągnął z siebie koszulkę nocną i przytulił się do Alana. Jego ręka wróciła z niebezpiecznych rejonów, zaczęła głaskać jego twarz, usta niecierpliwie napierały na jego. Zanim zdążył zaprotestować, Felix rozłożył jego nogi, złapał go pod plecy, uniósł, obrócił się i posadził na sobie. Teraz Alan siedział na nim okrakiem, a jego dłonie zanurkowały w jego gładkie włosy. Blondyn najchętniej by się od niego nie odrywał. Ręka Feliksa znowu zaczęła podróż do jego spodni. Alan jęczał, wijąc się w jego objęciach.
I wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Odskoczyli jak oparzeni. Alan, w szoku, siedząc na łóżku, zauważył, że Felix posłał mu szeroki uśmiech i wstał z łóżka. Kiedy zakładał koszulkę, Alan uniósł głowę. Felix dał mu buziaka na pocieszenie i pobiegł otworzyć drzwi.
Alan usiadł oszołomiony na łóżku. Co się właśnie zdarzyło? Nieważne. Dlaczego ktoś musiał przeszkodzić.
Alan ubrał się w porządne ciuchy ze sporym trudem, bo ledwie mógł ruszać palcami. Gdy zeszedł na parter, zobaczył, że gość już poszedł, a Felix krząta się w kuchni. W obawie przed eksplozją Alan zbiegł szybko ze schodów i wbiegł do kuchni, wpadając na Feliksa. Mało się nie przewrócił, ale szatyn złapał go i trzymał mocno.
-Co, już się za mną stęskniłeś, słodziaku?
Alan spojrzał na niego spode łba, słysząc to określenie.
-Bałem się bardziej, że stracę kuchnię w wyniku eksplozji. Jajecznica jest Twoim progiem umiejętności.
-Głupek - Felix pocałował go w czubek głowy. - robię nam tylko kawę, ekspres nie ma w sobie nitrogliceryny, prawda?
Alan zaśmiał się i odepchnął go od siebie. Chciał zrobić śniadanie, jednak palce miał jak z waty, ledwo udało mu się otworzyć szafkę.
-Zostaw to mistrzowi -usłyszał za plecami i zaraz Felix zaczął przygotowywać tosty.
Alan grzecznie usiadł i patrzył na chłopaka. Jego włosy tak ślicznie lśniły w słońcu wpadającym przez okna, wyglądał jak młody grecki bóg, Zarumienił się na wspomnienie tego, co się działo w sypialni
***

sobota, 19 stycznia 2013

Kyōfu ~ 11

Alan przebudził się. Nie wiedział, co się dzieje. Nie było mu już zimno, mimo, że był cały w śniegu. Próbował odgarnąć włosy z czoła - nie mógł poruszyć nawet palcem. Zastanowił się, co go obudziło. Wtedy usłyszał głos. Głos, który tak bardzo kochał, wołający jego imię. Nie było już kompletnie czarno, nastawał świt.. Nie był pewien, ile godzin tak siedział i dlaczego. Chciał zawołać Feliksa, próbował to zrobić, ale udało mi się jedynie otworzyć usta, w których wydostał się cichutki pisk. Zebrał się w sobie. Siłą woli poruszył palcami. Rozgrzewał je, dopóki nie mógł nimi jako tako manewrować. Myśl o Feliksie, błąkającym się po lesie, rozgrzewała. Promień wschodzącego słońca padł na jego twarz. Jakimś cudem udało mu się wstać. Jednak nogi szybko się pod nim ugięły. Spadł z platformy na drzewie z hukiem. Podniósł się i oparł o drzewo. Nie było mu zimno. A przecież powinien być zlodowaciały. Oparł się o drzewo. Słyszał, że ktoś biegnie, wołając jego imię. I pamięć wczorajszego wieczoru wróciła mu momentalnie. Felix przytulający Kornelię, całujący ją. Alan zagotował się z gniewu. Wstał. Czuł, jakby jego mięśnie miały zaraz się rozerwać. 
I wtedy go zobaczył. Felix, w pełnej okazałości, zaczerwieniony od mrozu, z twarzą ściągniętą niepokojem i ulgą w oczach, że go odnalazł. 
-Alan! Tyle cię szukałem! Dobrze się czujesz? Gdzie byłeś całą noc?
Podszedł do niego i już miał go przytulić, kiedy Alan jednym zaskakująco płynnym i szybkim ruchem wymierzył mu siarczysty policzek. Feliksa wmurowało. Przez kilka sekund nic nie robił, jedynie trzymał się za policzek. 
-Zostaw mnie. - wyszeptał Alan. - odejdź. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy, życzę ci szczęścia z Kornelią.
Oczy Feliksa rozszerzyły się. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Alana opuściły wszystkie siły i padł nieprzytomny na śnieg. 
***
-WYNOŚ SIĘ!
Alan usiadł raptownie na łóżku, obudzony wrzaskiem. Słyszał jakieś zamieszanie.. gdzieś niżej. Gdzie on w ogóle był. Poczuł miękką pościel pod placami. Był w swoim pokoju. Ale ostatnie, co pamiętał, to zimno. Przerażający chłód. Teraz było mu gorąco, miał wrażenie, że jego stopy i dłonie płoną. Nie mógł nimi poruszyć. Jego głowę przeszył ostry ból. Padł na łóżko z cichym jękiem. Nie słyszał już nic poza głośnym biciem swojego serca. Próbował sobie przypomnieć, co zdarzyło się wczoraj. Gdy znalazł go Felix... Co się wtedy stało? Poszedłem z nim do domu? Po tym wszystkim? Moment, nie.. No tak. Uderzył go. Kazał się wynosić i zostawić go w spokoju. A potem była już tylko ciemność, mrok spowijający jego umysł jak czarny całun. Zaczął myśleć racjonalnie. Był wtedy o krok od śmierci. Ale żyje.. Dzięki Feliksowi. Moment. Przecież to przez niego się to wszystko stało. 
Usłyszał trzaskanie drzwiami. Co się tam dzieje? Kroki po schodach. Ktoś tu idzie. Alan udawał, że śpi. Usłyszał, że kroki zatrzymują się mniej więcej w progu jego pokoju. Potem, powoli i cicho, zbliżały się do jego łóżka. Skrzyp materaca. Ten znajomy zapach. Felix przysiadł na jego łóżku. Poczuł, że coś gorącego wślizguje się w jego lodowatą dłoń. To były palce Feliksa. Cieszył się, że nie może nią ruszać, bo zapewne ścisnąłby jego rękę, ale był też zmartwiony. Jest przytomny, myśli racjonalnie. Czemu nie może poruszyć dłonią? Ale te myśli zniknęły, gdy poczuł gorący oddech na twarzy. 
-Alan... przepraszam...
Gorące krople spadły na jego twarz. Chciał otworzyć oczy, jednak się powstrzymał. Poczuł jego delikatne usta na swojej twarzy, które delikatnie usunęły krople. Felix płacze, przemknęło przez myśl Alanowi. Poczuł dłoń na policzku. Otworzył oczy. Twarz chłopaka znajdowała się kilka centymetrów od jego, szatyn patrzył mu głęboko w oczy.
-Dzięki Bogu, żyjesz.
Felix delikatnie pocałował Alana. Ten odwrócił głowę.
-Co jest?
-Nie zmuszaj się. Byłem głupi. Nie wiem, co ja sobie wyobrażałem,przecież jesteś facetem.
-Ej, pozwól mi wyjaśnić. To w salonie to był wygłup. Ja ją ledwo znam. Nawet nie pocałowałem jej tak naprawdę, ba, nie dotknąłem jej ustami.
-Mnie też ledwo znasz.
-Ale ciebie kocham. - Felix położył się przy nim, delikatnie całując jego szyję. - Wyrzuciłem ją z domu. Chyba się na mnie nie obrazisz.
-Dlaczego? - Alan przytulił się do niego, chociaż miał ograniczone ruchy.
-Ughm.. nieważne. powiem ci, jak wydobrzejesz. - głaskał jego włosy. Teraz śpij. Musisz wyzdrowieć.
-Właśnie... Nie mogę ruszać palcami...
Felix wziął jego ręce, przyłożył sobie do piersi i pocałował Alana w policzek.
-Nie martw się.. proszę... wszystko będzie dobrze... Z oczu Feliksa znowu popłynęły łzy. 
Alan był zdezorientowany.
-Dlaczego płaczesz?
-Bo to wszystko moja wina. Gdybym wtedy cię tak nie wymęczył i nie wyziębił.. wszystko potoczyłoby się inaczej.
-Nic się nie stało.. Felix.... przepraszam, że uciekłem. Kocham cię. Dziękuję za ratunek.
Felix pocałował go w czoło.
-Śpij już. Kocham cię, nawet nie wiesz, jak bardzo.
Uspokojony tymi słowami, Alan odpłynął w głęboki sen.
***

Kyōfu ~ 10

-Szczęka mnie boli.
-Za bardzo cię wycałowałem?- Felix pochylił się i pocałował go w czoło.
-Nie, za dużo sztucznego uśmiechania się do babci z siedzenia obok, którą zdemoralizowaliśmy. -Alan odchylił głowę i wciągnął do płuc czyste powietrze. 
Okolica była śliczna, taka, jaką ją zapamiętał. Ten brzeg jeziora był piaszczysty, otoczony drzewami jakby drzewa chciały schować domek. A raczej dwupiętrową rezydencję. Z tarasu był prześliczny widok na skrzące się w blasku słońca jezioro. Gdy był mały,nigdy nie wiedział, czy woli siedzieć tutaj i wpatrywać się w widok, czy pluskać w ciepłej wodzie jeziora. Z zamyślenia wyrwał go Felix.
-O co ci chodzi. Wyglądała, jakby chciała nas poczęstować ciastkiem.
-Tak, z pewnością dałaby nam tonę ciastek, bylebyś skończył mnie obściskiwać w autobusie.
-Nie mów, że ci się nie podobało. - musnął nosem jego policzek. Na wspomnienie chwil spędzonych w autobusie, zarumienił się.
-Chodź, przyjdziemy tu później. Nie przyjechałem tu, żeby sterczeć na dachu. Myślisz, że lód jest wystarczająco mocny, żeby wskoczyć na łyżwy?
-No ba. Po to tu przyjechaliśmy, mądralo.
-Chyba Ty. - Felix złapał Alana i przyciągnął do siebie, wplótł palce z jego włosy i mocno pocałował. -Chodź, zanim trafisz do łóżka.
Alan się zarumienił. Ponownie. 
-Jeszcze jedna aluzja, a będę rozbijać lód Twoją głową. - szepnął mu do ucha, wsuwając mu rękę pod ubranie.
-Jesteś nieznośny
***
Herbata. Kawa. Czekolada. Kakao. Obojętnie co, byleby było gorące. Chyba jedyną częścią ciała, która Alanowi nie zmarzła, były usta, a o to zatroszczył się Felix. Ale po 2 godzinach lądowania w śniegu i jazdy na łyżwach w takim mrozie czuł się jak sopel. 
Felix zdjął ze zmarzniętego Alana kurtkę, posadził na sofie i przykrył kocem.
-Pf, myślałem, że jesteś bardziej gorącym chłopcem, Słodziaku.
-J-jesteś idiotą.
-Wiem - Felix uśmiechnął się szeroko. Alan kochał sposób, w jaki to robi. Powinien cały czas chodzić uśmiechnięty.
Szybko zrobił Alanowi gorącą czekoladę i wsunął się pod koc obok niego.
-Dzisiaj śpisz za drzwiami. Albo nie. Bo znowu będziesz straszył jakichś biednych ludzi. Śpisz na strychu.
-Ej, ta dziewczynka sama się spytała, czy jestem wampirem. Chyba myślała, że wysysam z ciebie krew.
-Jeśli jej matka tu przyjdzie, ty z nią rozmawiasz. - Alan ostrożnie wziął kubek w zmarznięte ręce i napił się gorącego płynu.
-Chyba mnie nie zje. Chodź tu, rozgrzeje cię. - Felix przytulił mocno Alana, w taki sposób, że po chwili siedzieli tak zaplątani, że Alan nie wiedział, gdzie kto jest, przy okazji oblewając się czekoladą.
Alan oparł głowę o tors Feliksa.
- Idę spać. Nie próbuj mnie powstrzymać.
***
Alana obudził śmiech. Podniósł się, przecierając oczy. Leżał w swoim łóżku, zupełnie sam. Głosy dochodziły z parteru. Przebrał się w czyste ciuchy i zeszedł na dół, jeszcze rozespany. Mało nie spadł ze schodów, gdy zobaczył co się dzieje w salonie. 
Na sofie zobaczył Feliksa całującego się z jakąś dziewczyną, nie widział jej twarzy. Bez słowa bezszelestnie zeszedł po schodach, zdradziło go skrzypienie tenisówek na panelach. Złapał kurtkę. Felix go zauważył. Od razu odepchnął dziewczynę i wstał z kanapy.
-Alan, czekaj, to nie...
Blondyn nie usłyszał więcej, bo wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Przebiegając obok salonowego okna, zauważył, że dziewczyna też się podniosła, była wysoką blondynką o czarnych oczach. Jest śliczna, nic dziwnego, przemknęło Alanowi przez myśl. Jednak nie to było jego największym problemem. Nie wiedział, gdzie iść, a słyszał, że Felix wybiegł za nim z domu. Nie chciał patrzeć mu w oczy. Podświadomie wiedział, że tak się to skończy. Jednocześnie skądś znał tę dziewczynę, ale nie mógł sobie przypomnieć, skąd.
***
Przenikliwe zimno. Ciemność. Cisza. Mimo, że normalnie Alan nie wytrzymałby ze strachu, teraz był spokojny. Siedział w starym domku na drzewie, z czasów, kiedy był jeszcze mały, a Alicji nie było jeszcze na świecie. Domek już rozleciał się w połowie, jednak drabinka i podłoga mocno się trzymały. Dachu nie było, podobnie jak dwóch ścian i śnieg padał mu na głowę. Myślał o tym, co zobaczył. Może to ona go pocałowała, a on nie chciał? Wykluczone, to on był pochylony nad nią. Może to jakaś jego rodzina? Całowałby się z kuzynką? Niemożliwe. Jego była? Niby skąd. Kim ona jest? Nie przyjrzał się dokładnie jej twarzy. Ale te oczy... Skądś je znał.Nagle go olśniło. To Kornelia, jego była przyjaciółka. I była lokatorka domu Feliksa. Wszystko jasne. Tak więc dawał robić się w konia tyle czasu. Nie miał pojęcia, co ona tu robi. Zresztą, to już nieważne. 
Alan nie czuł już stóp i dłoni. Dobrze, że ma przynajmniej kurtkę. Prześpi się tutaj do rana, a potem wróci do swojego domu w tym znienawidzonym mieście i przemyśli, co robić dalej. Dziwna myśl kołatała mu się po głowie. Przecież może zamarznąć. Jeśli zaśnie, jest to możliwe. Ale nie był w stanie się ruszyć. W dodatku przypomniała mu się scena w salonie. Felix i Kornelia, tak zajęci sobą. Było mu wszystko jedno. Usnął.
***

Kyōfu ~ 9

Alan obudził się. W nocy słyszał rzucającego się na łóżku Feliksa w pokoju obok. Ciekawe, czy już wstał. Chciał się podnieść, ale coś mu przeszkadzało. Przetarł zaspane oczy. No tak, to, co mu przeszkadzało, było błękitnookim szatynem, który spał przytulony do niego. Mimowolnie się uśmiechnął i pociągnął Feliksa za rękę.
-Ej, kolego, może raczysz mi wyjaśnić, co Ty tu robisz?
Felix zamrugał oczami. Uśmiechając się, odparł - Uwierzysz mi, jeśli ci powiem, że bałem się potworów z szafie i pod łóżkiem.
-Oczywiście, że nie. - Alan wstał. Zauważył, że jest w samych bokserkach. Co, do cholery, stało się z jego koszulą nocną? Obejrzał się i zobaczył ją na podłodze. Gdy ją podnosił z wyrazem wkurzenia na twarzy, Felix usiadł na łóżku.
-No co. Przeszkadzała mi. - wyciągnął się - Zresztą, bez niej wyglądasz lepiej - zmierzył go wzrokiem.
-Idiota. - cisnął koszulę chłopakowi w twarz - od dzisiaj zamykam drzwi na klucz.
Felix pociągnął go na łóżko, pocałował, lekko głaszcząc dłonią jego policzek.
-Okej, ale daj mi zapasowy.
-W życiu. - Alan przekręcił się, żeby usiąść na Feliksie. - Od teraz nie masz prawa wychodzić z łóżka w nocy. - pochylił się i pocałował go w czoło.
***
-CHODŹ JUŻ, BO SIĘ SPÓŹNIMY!
-No moment, nie krzycz na mnie. - Felix wyszedł z domu obładowany walizkami.
-Jedziemy na 3 dni, po co ci takie bagaże?
Felix uśmiechnął się szeroko. 
-Żebyś miał co nosić,
Alan wzniósł oczy ku niebu. - Chyba śnisz, że ci pomogę. - wziął swoją torbę i ruszył przed siebie.
-No czekaj, już idę. Nie bądź taki, mówiłeś, że mnie kochasz.
-Chyba się myliłem. Zostanę mordercą. - Alan uśmiechnął się szelmowsko.
Blondyn podszedł do Feliksa, złapał pierwszą walizkę, niebieską - Co tu masz? 
-Figurki i zdjęcia.
Alan bez słowa zaniósł ją z powrotem do domu.
-Ej, co ty robisz?
-Po co ci figurki i zdjęcia nad jeziorem?
Felix złapał dwie kolejne walizki i zaniósł je do domu. - to to chyba też nie będzie potrzebne.
Alan spojrzał na Feliksa. Teraz zostały mu tylko 2 torby.
-No widzisz. A teraz lecimy.
Felix bez słowa pocałował Alana w czoło. 
-Ej, mam pytanie. Co było w tamtych walizkach?
-Reszta moich rzeczy. Teraz mam ze sobą tylko trochę ubrań i sprzętu.
-Po co chciałeś to wieźć na wczasy.
Felix spojrzał na niego - nieważne. -i szepnął coś tak cicho, że Alan nie usłyszał.
-Co?
-Nic nic. Chodźmy. Jak będziesz grzeczny to kiedyś ci powiem. - złapał go za rękę i pobiegli na przystanek.
***

piątek, 18 stycznia 2013

Kyōfu ~ 8

-No to ładnie. Teraz jesteś bezdomny.
-O czym Ty gadasz? Masz współlokatora.
Alan zaśmiał się.
-Śpisz na wycieraczce!
-A nie, bo z tobą.
***
Alan wrócił do domu z Feliksem. Spojrzał na zegarek - ostatni autobus nad jezioro odjechał 15 minut temu. `No nic, pojedziemy jutro ` . Spojrzał na Feliksa, który stał pośrodku salonu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
-Chodź, pokażę ci nowy pokój.
Feliks podniósł głowę.
-Co? A, tak, już idę. - Wziął walizki i poszedł za Alanem na piętro.
Nowy pokój Feliksa znajdował się niedaleko obok pokoju Alana, był wielki, z biało-kremowymi ścianami i ciemnobrązowymi drewnianymi meblami. Felix rozejrzał się. Był zakurzony, jakby nikt tutaj nigdy nie mieszkał, ale poza tym nie było źle. Duże łóżko, szafa wnękowa, zabytkowa komoda i miękki biały dywan... Luksus. Zauważył też drzwi, przejście do pokoju obok. Gdy je otworzył zobaczył coś na kształt ukrytego pokoju dla dzieci i drzwi do sypialni Alana. Uśmiechnął się. Wracając do pokoju, zobaczył, że Alan jest całkowicie pochłonięty sprzątaniem. Niewiele myśląc, rzucił go na łóżko.
-Hej, co Ty.. -Felix przerwał mu pocałunkiem.
Przytulił go mocno, patrząc, jak się rumieni i zaciska usta.
-No co? Już mnie nie kochasz?
-Po prostu chcę się zająć czymś poważnym. Jak tu posprzątam... strzeż się - Alan uśmiechnął się szelmowsko.
-A więc tak? Co planujesz? -cmoknął go w usta
-No nie wiem... -Alan rozpiął mu jeden guzik koszuli- a co byś chciał robić? Możemy pograć w karty...
-Głupek. -pocałował go namiętnie, odsunął się i wstał. 
Alan usiadł na łóżku, uśmiechając się. Tak słodko wyglądał, w potarganych jasnych włosach, spod których błyszczą jadowicie zielone oczy.
***
-Felix, zamorduj mnie, jeśli jeszcze kiedyś wpuszczę cię do kuchni.
Felix spuścił wzrok.
-Chciałem się na coś przydać. Nie wiedziałem, że kuchnia ...
- .. będzie bliska eksplozji? - Alan zaśmiał się
-Jesteś okrutny. Za karę masz zjeść wszystko ze swojego talerza.
Alan spojrzał na zwęglone szczątki czegoś, co miało być spaghetti.
-Wiesz, jesteś tak doskonałym kucharzem, że nie zjem więcej. Dziękuję za posiłek - Alan wstał od stołu.
Szybko zrobił kanapki sobie i Feliksowi, który miał nadal smutne spojrzenie.
-No już dobrze, nic się nie stało.
-Jestem beznadziejny...
Alan westchnął. Usiadł przy stole na przeciwko Feliksa i zaczął jeść na przemian swoje kanapki i spalone spaghetti Feliksa. Chłopak wytrzeszczył oczy.
-T-ty to jesz?
-No ba. W końcu zrobiłeś to dla mnie. Jest nawet zjadliwe.
-Nie musisz się zmuszać. Jeszcze się zatrujesz.
Alan podsunął mu kanapki.
- Spróbuj z tym. Naprawdę dobre.
Felix jadł ostrożnie. Odetchnął z ulgą.
-Dzięki, słodziaku.
-To ja dziękuję za kolację. To jak randka.
Obaj się zaśmieli.
***
-Felix, wiesz co?
-Mhhhmmmm? -mruknął, zajęty przeżuwaniem.
-Chyba cię kocham.

Kyōfu ~ 7

Alan, po nieudanej próbie ucieczki, musiał się grzecznie rozpakować pod czujnym okiem Feliksa. Kątem oka zauważył kotkę, zbliżającą się do Feliksa. `Nie idź, tam, kocie, nie idź `. Felix wziął kotkę na ręce i zobaczył kartkę na obroży.
-Spryciarz. Czyli kot od teraz jest mój? Dzięki! - przytulił kota, patrząc na Alana z wrednym uśmieszkiem na ustach,
-Oczywiście że nie. Zostaje, więc kot też zostaje u mnie.
-Nienienie. Już jest mój. Sam tak napisałeś. O tutaj, widzisz? - pokazał mu karteczkę.
Alan wstał, bezceremonialnie wyrwał Feliksowi zwierzaka i zajął się dalszym rozpakowywaniem.
-Złodziej.
-Jak mnie nazwałeś? 
-Jesteś porywaczem kotów. To mój kot, a raczej kotka, wabi się Amelia.
Alan spojrzał na niego. - Że co?
-To. Zginęła nam, jak tylko się wprowadziliśmy. Co nie, kiciu? -przytulił kota do piersi.
Kot miauknął, jakby w odpowiedzi.
-Tak w ogóle.. To gdzie chciałeś wyjechać?
Alan spuścił wzrok.
-Nad jeziorami jest nasz... mój domek wypoczynkowy. 
Felix usiadł na podłodze. 
- Może wybralibyśmy się tam razem?
-A co ze szkołą?
-Długi weekend przed nami. W dodatku, jeśli opuścimy te 2 dni to nic się nie stanie.
-A co na to Twoi rodzice?
Felix przewrócił Alana tak, że upadł na niego.
-Co mnie to. Przeżyją ten tydzień beze mnie. - Felix delikatnie pocałował zarumienionego Alana.
Alan wtulił się w Feliksa. Jak dobrze móc mieć go przy sobie. 
-Okej, ale może pojedźmy już jutro? Nie mam siły wracać do szkoły.
***
Alan czekał na Feliksa na przystanku. Umówili się, że będą tutaj czekać o 12, a było już 15 minut po.
Zdenerwowany Alan kręcił się w kółko. Co on wyprawia.
W końcu złapał walizkę i pobiegł do domu Feliksa.
Zatrzymał się zdyszany pod drzwiami. Już miał zapukać, gdy usłyszał przytłumione głosy zza drzwi.
-Nigdzie nie jedziesz. Z facetem? Co ty, pedałem jesteś? Jak my cię wychowaliśmy!
-Tato, proszę cię. To przyjaciel, jedziemy połowić ryby nad jeziora.
-Nie okłamuj mnie, szczeniaku. Co ty sobie wyobrażasz? Co ludzie powiedzą? Jeszcze z tym chłopakiem od Sosnowskich. Chodzą słuchy w mieście, że on jest mordercą. Nigdzie z nim nie pojedziesz.
W Alanie krew się zagotowała. Nie wytrzymał, bez pukania wszedł do domu, prosto do salonu, z którego słyszał kłótnię.
-Dzień dobry, panu, nazywam się Alan Sosnowski, jestem mordercą. Byłby pan tak miły i pozwolił mojej kolejnej ofierze pojechać ze mną nad jezioro? Obiecuję, że podpalę wam dom czy zamorduje w inny sposób dopiero, jak wrócę. 
Ojca Feliksa wmurowało. Za to Felix nie powstrzymał śmiechu. Śmiał się radośnie, aż Alan się uśmiechnął, nie patrząc już na ojca Feliksa tak surowym wzrokiem.
-CO TO MA ZNACZYĆ? CO TY ROBISZ W MOIM DOMU? I JAK ŚMIESZ MI GROZIĆ, GÓWNIARZU! -Wydarł się starszy tak niespodziewanie, że Felix zamarł ze śmiechem na ustach.
-Pukałem, jednak był pan zbyt zajęty przekonywaniem swojego syna że jestem niebezpieczny, chociaż nawet razu mnie pan na oczy nie widział. I ja wcale panu nie grożę. Słyszałem od kogoś, że jak małe dziecko nie chce iść spać, to rodzice mówią, że przyjdę i podpalę im dom. Miło, prawda?
Lekko zszokowany mężczyzna nie wiedział, co odpowiedzieć. Alicante było dość spokojnym miastem, więc taki ktoś jak on wzbudził sensację i był powodem ciągłego plotkowania, szczególnie, że zawsze, gdy ktoś umierał, on był w pobliżu.
Alan, nie czekając na tyradę, złapał Feliksa za rękę.
-Moja ofiaro, bierz swoje rzeczy i idziemy, bo nie zdążymy na autobus.
-On. Nigdzie. Z Tobą. Nie. Pójdzie.
-Tato, przestań. On nie jest żadnym mordercą. Nic mi nie będzie.
-Jeśli teraz wyjdziesz, to zabierz wszystkie swoje rzeczy i więcej tu nie wracaj. Nie będzie tu dla ciebie miejsca.
Felix stanął.
-Czy ty właśnie wyrzuciłeś mnie z domu?
Alan pociągnął go za rękaw i zaśmiał się ponuro.
-Chodź. Możesz mieszkać ze mną. Ewentualnie cię zamorduje, ale masz pewność, że nie będziesz musiał spać na ulicy ani błagać swojego ojca o wybaczenie. Żegnam. 
Felix, jeszcze w szoku, złapał walizkę, pobiegł szybko do swojego pokoju i wrócił jeszcze z jedną.
-Możemy iść.
Do ojca Feliksa dopiero teraz dotarło, co się dzieje.
-Felix, synu, co ty wyprawiasz. Zostawisz rodzinę dla kogoś takiego jak on? To niedorzeczne.
-Mam już 18 lat. Mogę sam decydować o swoim życiu. Zresztą, i tak chciałem się stąd wyprowadzić. Cześć, tato. Znasz mój numer.
I wyszedł, trzymając kurczowo dłoń Alana.
***