sobota, 14 listopada 2015

Kyōfu ~ 23 *END*

Suprise!
Brak papieru i farb zmusił mnie do wykorzystania swojej weny w inny sposób. Wiem, że notka będzie słaba, już teraz, nim zaczęłam ją pisać, ale wena nie sługa, więc jeśli ktoś tu trafił przypadkiem, niech za żadne skarby nie czyta tego postu jako pierwszego, bo dostanie raka, a pewnie wolałby psa abo kota.

Ps, właśnie zerknęłam na poprzednią notkę. Proponuje tego w ogóle nie czytać. Wrzucam zakończenie. Dziękuję za uwagę, to będzie krótka notka, ale kończąca ten beznadziejnie zaczęty cykl. Kolejnego bloga, jeśli kiedykolwiek stworzę, poprowadzę lepiej, obiecuję. Przepraszam. 


Alan zbladł. Żadne wydarzenie w jego krótkim, aczkolwiek intensywnym życiu nie przygotowało go na szok, którego doświadczył. Według notki sejf, wmurowany w ścianę wschodniego skrzydła nigdy nie powinien dostrzec światła dziennego. Ponury gmach jego domu okazał się być grobowcem. Przeleciał wzrokiem historię domu. Pożar. Morderstwo. Kolejna seria pożarów. Niewyjaśnione zdarzenia. Tragiczna śmierć dziecka. Wycinek z jakiegoś brukowca, mówiący o seryjnym mordercy.
Szybkim krokiem ruszył do wschodniego skrzydła, głośny tupot stóp rozległ się echem w pustej i cichej przestrzeni domu. Po chwili dołączył do niego kolejny tupot. Kierownik, widocznie zmagając się ze strachem, ruszył za niepozornym blondynem ku ciemnej bryle w ścianie. Jeden dzień pracy, pewnie niecały, dzielił fachowców od wydobycia sejfu ze ściany. Jednak bezsensem byłoby to robić. Alan spojrzeniem obrzucił ścianę i odwrócił wzrok, kierując go ku postawnemu mężczyźnie. 
- Czytałeś?
- Owszem. - odpowiedział. Obrazy przesuwały się w wyobraźni w losowej kolejności, nieuporządkowanie drażniąc jego wyobraźnię wizjami masakry. Według niewielkiego dopisku po prawej stronie, w tajemniczej skrzyni za uch plecami znajdowało się nic innego jak...
- Zapewne to już tylko szkielety. Nie wydobywajcie tego. To ich grób, niech tak pozostanie. 
Alan osunął się na ziemię, nogi odmówiły mu posłuszeństwa, jednak nie przeszkadzało mu to. Uniósł rękę, powstrzymując mężczyznę przed niesieniem mu pomocy i zatopił się w myślach.
- Możesz już iść. Jutro zacznijcie to zamurowywać... A zresztą... Nie przychodźcie tu jutro. Jeszcze dzisiaj dostaniecie przelew. Dziękuję.

***


'' Nie wiem, dlaczego to piszę. Prawdopodobnie tej kartki nikt nie przeczyta, zapewne spłonie razem z tą rezydencją. Jeśli jednak uda jej się przetrwać, proszę o jedno. 

Nie odbudowujcie nigdy więcej tej rezydencji.

Niech pozostanie spaloną ruiną, znakiem wszystkich tragedii, które się tu wydarzyły. To miejsce jest przeklęte. 
To wszystko, co mam do powiedzenia.
Ostatnia dusza poświęcona rezydencji. ''

***

Niezmącona niczym cisza spłynęła na gmaszysko, przerażająco nienaturalna i groźna. Mówią, że ludzkie historie kończą się, by kolejne mogły zostać napisane. Śmierć, tak samo naturalna jak narodziny, nie zawsze jest chwalebna, godna, czy chociażby bezbolesna. Jeśli koniec jest początkiem, co, jeśli początek jest końcem? Pytania bez odpowiedzi nie są bezsensowne. Tracą swój sens, gdy nie ma kogo pytać. Światło które powinno prowadzić, gaśnie, a droga wyzwolenia staje się pułapką. Mrok staje się rzekomym przewodnikiem, rozbijając duszę na najmniejsze kawałeczki, by stworzyć ją od nowa. Koniec rozpoczynający początek i początek zwiastujący koniec, narodziny i śmierć, dobro i zło, wszystko zmienia swą strukturę, nadając wartościom irracjonalne priorytety. Gdyby ktoś zapytał, jaki jest tego sens, nigdy nie otrzymałby odpowiedzi. Ciemność nie ma głosu, by poznać odpowiedź, trzeba przebyć drogę z samego końca aż po początek, nie zatracając przy tym siebie. Poszukiwania odpowiedzi, daremne próby odtworzenia chaosu z rozchwianego ładu, łapanie świetlików, by ciemne truchła mogły spocząć w zimnej ziemi, zawiła sieć kłamstw podszytych prawdą. Ułudne widmo wolności odzierające życie z radości, popycha do poszukiwania odpowiedzi na pytania, których nigdy nie powinniśmy poznać. Posklejane szczątki rozbitego lustra wykrzywiają rzeczywistość, przedstawiając ją w odbitych groteskowo barwach, zwiastując śmierć. Żyć pragną właśnie Ci, którym pisana jest śmierć. 

***

Płomienie łagodnie lizały ściany budynku. Jedynymi dźwiękami w rezydencji były trzaski płonącego ognia i oddech chłopca, spokojnie siedzącego na sofie z salonie. Dym delikatnie wydobywał się przez otwarte okna. Groteskowo zwisające z sufitu kable czujników dymu i alarmu przeciwpożarowego smutno przypominały mu jego własną duszę. Nie czuł gorąca bijącego od płonących ścian, dym znieczulał i dziwnie uspokajał. Oczy kleiły mu się, widział coraz mniej przez warstwę wszechobecnego dymu. Gdyby trzaski ognia nie zagłuszały wszystkiego wokół, zapewne słyszałby dźwięk syreny w pobliskiej straży pożarnej. Płomienie strzelały w powietrze, pochłaniając wszystko. 
Zanim jednostki dotarły do rezydencji, nie było w niej żadnej żywej duszy. Kilka godzin później z pogorzeliska wydobyto jedynie jedne zwęglone zwłoki.
Coś się kończy, coś się zaczyna....

środa, 31 grudnia 2014

~ Kyōfu ~

Niepewność.
Jest późna noc, za oknem słychać ponury szum wiatru, od czasu do czasu reflektory przejeżdżającego drogą samochodu oświetlą nierównomiernie wnętrze pokoju. Mimo wysiłków, nadal nie śpisz. I choć brzmi to dość melodramatycznie, odczuwasz niepokój. Najgorszy moment nocy, gdy uświadamiasz sobie, że jedyne, co teraz z Tobą jest, to Twoje myśli. Ponury gmach domu smutno wpatruje się w Ciebie, jego obecność nie przynosi ukojenia. Przewracasz się z boku na bok, szukając wygodnej do zaśnięcia pozycji, jednak wiesz, że to bez sensu. I wtedy, właśnie wtedy, nadchodzi Twój największy wróg. Nie jest on potworem spod łóżka, od dawna nie boisz się takich rzeczy. 
To Twoja podświadomość.
W nocy przejmuje nad Tobą władzę, zmusza do myślenia o rzeczach, których nie chcesz roztrząsać, zbywasz byle wymówką w ciągu dnia. Jednak w dzień, gdy Twoją głowę zaprzątają miliony innych myśli, ona spokojnie schodzi na drugi plan, czekając na ten właśnie dogodny moment, by Cię dręczyć i wymusić na Tobie decyzję, które wymagają podjęcia.
Nie ma strachu. Jest tylko niepewność.
Nie boisz się potwora pod łóżkiem samego w sobie. Boisz się tej chorej niepewności, czy on tam jest czy nie. Bo choć teraz Twój dorosły umysł umiejętnie neguje wszystkie stwory, które pojawiały się w Twojej wyobraźni, piedestał ten zajmują inne sprawy. Musisz podjąć kilka decyzji, Twój umysł perfidnie i bez serca rozpamiętuje wszystkie z nich. Jeśli nie miałeś czasu przemyśleć tego w dzień, to teraz musisz to zrobić. I możesz podjąć decyzję, lecz póki nie zaczniesz wcielać jej w życie, nie da Ci ona spać. Nie są to sprawy prozaiczne, chociaż po czasie właśnie takimi wydawać się będą. Są to sprawy, od których najczęściej zależy Twoja przyszłość, daleka lub całkiem już bliska. W twojej głowie pojawiają się przeróżne przemyślenia, starasz się strącać je na bok, oczyścić umysł i zasnąć, jednak to nie tak proste. 
Teraz, gdy za mną już to jest, mogę się wymądrzać, jakbym zjadła wszystkie rozumy. Jednak ostatnie, czego chcę, to żeby te bezsenne noce wróciły.
Wydaje Ci się, że wiesz już wszystko. Że Twoje przekonania są pewne. Jednak noc skłania do refleksji, podświadomość wręcz zmusza do ponownego rozpatrzenia wszystkich, które z jej prawem są niezgodne. 
Wszystkie rzeczy, które pod wpływem chwilowego przekonania uznałeś za pewnik, odwołasz. Tak, odwołasz, chyba, że znajdziesz przekonujące argumenty. Nie byle jakie, niezbite dowody, które przekonają Twoje wewnętrzne ''ja'' że miałeś absolutną rację i nie ma szans ich negować. Nie wystarczą płotki, jeśli chcesz w nocy spać.
Tak właśnie moja kochana podświadomość zmusiła mnie do wielu ważnych decyzji. I szczerze mówiąc, dziękuję jej za to.
Byleby dała mi już spokój.
Dlaczego to piszę? Wygląda to niczym głupi wywód egzystencjalny jakiegoś pseudo doświadczonego nastolatka i cóż, pewnie nim jest. Czytając swoje notki sprzed roku i dalej, widzę w nich straszne błędy, brak głębi i polotu i pewnie na to, co piszę dziś, za rok spojrzę z tym samym niesmakiem. Rok dla nastolatka to niesamowita przepaść, podczas 356 dni światopogląd potrafi kilka razy obrócić się, nigdy nie wracając do poprzednich przekonań, dorastamy i znajdujemy własne ścieżki, rezygnując z tych już utartych. Mimo, że proces ten trwał będzie dalej, miło jest zobaczyć swoje ja przedtem, poczuć różnicę na własnej skórze i motywować się do dalszej krystalizacji swojego życia. Piszę to wszystko tylko w kilku celach, od tych najprostszych, po głębokie, które dostrzec mogę tylko ja. Zaspokojenie własnego egoizmu niestety ma w tym swoją rolę, wiem to, bezsensem byłoby cokolwiek ukrywać.
Strach to historia potwornie płytka, której brakuje wielu ważnych części, rąk, nóg, mózgu, napisana w zupełnie nieprzemyślany sposób, od tak, jedyne, co było pewnikiem, gdy zaczęłam pisać przygody Alana i Feliksa to ich imiona. Wszystko inne to przypływ chwilowej fascynacji, zasłyszanego gdzieś motta, wplecenie kilku fragmentów własnego życia i własnych przemyśleń między wiersze tak, by wyglądało to naturalnie i oczywiście szukanie. Szukanie dalszego ciągu zdarzeń, historii bohaterów, tego, co powinnam mieć, zanim chociażby założyłam tutaj konto. Nie nadrobiłam tego, nawet nie mam zamiaru. Postanowiłam, że skończę tę historię tak samo, jak ją zaczęłam, jedynie w odrobinę lepszym stylu, takim, jaki wypracowałam. To, jak pisane jest to opowiadania bardzo dużo mówi mi o tym, jak zmieniały się moje poglądy, jest swoistym moim pamiętnikiem i nie będę tego niszczyć. Żal byłoby mi zamykać dreaminginsilent, wiąże się z nim zbyt wiele wspomnień.
Minął równy rok od notki nr. 21, od ostatniej notki 5 miesięcy. Czas powrócić ponownie. Oczywiście nie tak regularnie jak na początku, już nawet nie oszukuję samej siebie. Brak dostępu do internetu i nieubłaganie zbliżający się egzamin maturalny każą mi rzucić laptop w kąt, wziąć się za materiał, który powinnam przerobić już dawno. Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, muszę gruntownie przemyśleć wydarzenia, które chcę dalej zawrzeć w tej dziwnej historii. Prawdopodobnie ten blog odwiedzi garstka osób, większość po przeczytaniu początku zrezygnuje i może ze 2 dotrą do tego momentu, dziękuję im za to. Dziękuję za to, że czytają te moje wypociny i że zawsze znajdzie sie te kilka wyświetleń bloga. 
Nowy rozdział w życiu czas zacząć. Strachu, nadchodzę.
Nie ma strachu. Istnieje tylko niepewność i to ona jest źródłem naszego przerażenia. Bo gdybyśmy wiedzieli, co dalej się stanie, nie paraliżowałoby nas tak to uczucie. Strach to tylko nazwa, określenie nadawane skrajnej niepewności, pomieszanej z uczuciem zagrożenia i niepokoju. Nie bój się potworów, największy z nich mieszka w Tobie, choć nie należy się go bać.
Czas na zmiany.
Szczęśliwego nowego roku.
Scelerisque. ~ ♥

sobota, 2 sierpnia 2014

Kyōfu ~ 22

Powracam, po 8 miesiącach milczenia. Czy na długo, nie wiem, ale mam nadzieję, że jest tu jeszcze ktoś. Krótki rozdział na przypomnienie, miłego czytania ~ Scel.

-Wiesz, to nie tak, że Cię pouczam, Alan, ale czasami naprawdę warto użyć drzwi.
Kiedy już się sobą nacieszyli, Felix zamknął okno i położył się na łóżku, obok lekko jeszcze zziębniętego Alana. Blondyn spojrzał w sufit. 
-Jest wiele spraw, o których musimy porozmawiać, a Ty się przyczepiasz do głupiego okna, no naprawdę...
***

Alan wracał do domu, zbliżał się już wieczór. Po opowiedzeniu wszystkiego Feliksowi poczuł się jakoś.. lepiej. Ulżyło mu i razem opracowali plan. W oddali widział gmach swojego domu, zbliżał się do niego, powolnym spacerkiem, rozglądając się i podziwiając promienie zachodzącego słońca skrzące się na śniegu, przez co zimny puch wyglądał, jakby płonął. Widok ten jednak, o dziwo, nie przywołał ponurych wspomnień, pozwalając się Alanowi zatopić w marzeniach o przyszłości. Był już coraz bliżej domu, a głosy robotników zrobiły się coraz głośniejsze i wyraźniejsze. Pewni, że ich szefa nie ma w pobliżu, śmiali się, rzucali bluzgami i żartowali, nie zaniedbując przy tym pracy. Alan prawie uśmiechnął się na ten widok, przed naturalnym odruchem powstrzymał go widok ciemnych okien gmachu i świadomość, że dzisiejszej nocy przyjdzie mu siedzieć samemu w blasku świec, pogrążonym w mroku. Otworzył skrzypiącą furtkę, co zdradziło jego obecność i wszyscy pracownicy momentalnie umilkli, na co podniósł dłoń w pozdrawiającym geście i uśmiechnął się do nich, jakoby dając im przyzwolenie na połączenie pracy i zabawy. Nigdzie nie widział kierownika, więc wszedł do domu i przeszedł do wschodniej części rezydencji, ale tam również go nie zastał. ~ Za jakieś 15 minut wszyscy się stąd zabiorą, ~ uznał, patrząc na zegarek. Przeszedł do kuchni, nabił świece na świecznik i zapalił. Poczuł delikatny zapach siarki i wosku, tak bardzo przypominający cmentarz, że aż dostał gęsiej skórki.Przeszedł przez salon i właśnie wchodził po schodach, kiedy podmuch wiatru zgasił jedyne w ciemniejszej części schodów źródło światła. Zostawił zapałki na blacie, więc już się odwrócił i miał po nie zejść, kiedy zobaczył dziwny cień, majaczący niedaleko półek. Nie zgadzał mu się ani ten kształt, ani to miejsce.. Ostrożnie kucnął by zobaczyć, co takiego stoi w przeszklonej ścianie i zobaczył kierownika, który z przestraszoną miną czytał jakąś kartkę. Z bijącym sercem szybko podszedł do postawnego mężczyzny, który podniósł na niego wzrok i wręczył kartkę, którą dopiero co dzierżył w drżących rękach. Blondyn spojrzał i zobaczył, że to krótka historia jego domu i plan przed przebudowaniem przez jego rodziców. Wschodnie skrzydło jest najstarsze. Ale to nie o nie chodziło pracownikowi, a właśnie o tekst, zbity w wąską kolumnę po lewej stronie arkusza... 

wtorek, 31 grudnia 2013

Kyōfu ~ 21

Szczęśliwego nowego roku ~ ♥
Króciutka notka, bo sylwester. 
`Nuda. Niby nie można mówić, że ktoś się nudzi, bo życie to największy cud i trzeba je wykorzystywać... blablaba. Nudzi mi się.`
Alan siedział już od 15 minut na drzewie za domem Feliksa uparcie wpatrując się w okno jego pokoju. Nic się nie działo. Może nie ma go w domu, pomyślał. Zmęczony już czekaniem, stanął pewnie na nieszczególnie grubej gałęzi drzewa i zaczął po niej iść w stronę okna. Złapał się parapetu i przytulił twarz do szyby. W pokoju był bałagan, jakby przeszło przez niego tornado. W domu za to panowała absolutna cisza.
Spróbował otworzyć okno, jednak było ono wymienione na nowe. Zaklął i usiadł na parapecie, zastanawiając się, co ma teraz zrobić. Feliks zostawił u niego w domu telefon, więc nie miał z nim żadnego kontaktu. Siedział i rozmyślał, wpatrując się w wiewiórkę na sąsiednim drzewie.

***
`Ciekawe, czy za mną tęskni`. Felix siedział na kanapie przed telewizorem pod czujnym okiem rodziców, zdając sobie sprawę z tego, że drzwi są zamknięte na klucz, a w oknach na parterze zamki. Czuł się jak w więzieniu, ale nic nie mógł zrobić. Nie był też na tyle głupi, żeby skakać z okna na pierwszym piętrze, kiedy na zewnątrz leży śnieg. Czekał na coś, właściwie nie wiedząc, na co. Irytował go fakt, że najpierw ojciec wyrzuca go z domu, a teraz w nim przetrzymuje. Co ze szkołą? 
Po chwili rozmyślań wstał, kierując na siebie wszędobylskie spojrzenia rodziców i skierował się w stronę schodów, wracając do swojego pokoju. Zamknął drzwi i oparł się o nie, zamykając oczy. Gdy je otworzył, zauważył niecodzienny widok, mianowicie Alana siedzącego na jego parapecie, tyłem, więc go jeszcze nie widział. Zakradł się ostrożnie pod okno, upewnił, że został niedostrzeżony, błyskawicznie otworzył okno, złapał chłopaka w talii i wciągnął do pokoju. Alan nawet nie miał czasu, żeby krzyknąć. Felix mocno przytulił chłopaka, nie przejmując się zimnem wiejącym z okna, śniegiem w pokoju czy stopniem zlodowacenia swojego chłopaka.

niedziela, 29 grudnia 2013

Kyōfu ~ 20

-Witam, nazywam się Adrian Niszewski, czy rozmawiam z - nowo przybyły szybko zerknął w papiery, które trzymał w ręku- Alanem Sosnowskim?
Alan zmierzył policjanta spojrzeniem. Młody mężczyzna, wyglądający na niewiele więcej niż 20 lat, stał w eleganckim garniturze,.
-Tak, zapraszam.
Alan zaprowadził gościa do salonu. Ta część domu była już wyremontowana. Alan widział, jak Adrian rozgląda się po pomieszczeniu, jakby szukając czegoś.
Rozmowa trwała długo. Policjant gładko tłumaczył wszystko coraz bardziej zdenerwowanemu nastolatkowi.
- Włamywacze byli najwyraźniej wynajęci. Nie wiadomo na razie, kto zlecił im zadanie, nie chcą nic mówić. Są nadal przesłuchiwani na komendzie. 
- Najemnicy raczej nie podjęliby się morderstwa...
Adrian uśmiechnął się niewesoło.
- Gdy w grę wchodzą pieniądze, ludzie są w stanie zrobić wszystko. 
Alan popatrzył znacząco na policjanta, który najwidoczniej chciał coś jeszcze powiedzieć.
-Czy... Czy wiesz, czym zajmowali się Twoi rodzice?
Alana zaskoczyło to pytanie.
-Z tego co wiem, ojciec prowadził bank a mama była prokuratorem. Jeśli czytał Pan moje akta i historię, powinien Pan to wiedzieć. Gdybym wiedział cokolwiek więcej, na pewno powiedziałbym o tym Policji. Nie mam interesu w zatajaniu żadnych informacji, wręcz przeciwnie, chcę się w końcu dowiedzieć, kto zamordował mi rodzinę.
Policjant się speszył. Złożył papiery i zgarnął je do teczki, najwidoczniej szykując się do wyjścia.
- Ja czytałem Twoje akta, ale czy Ty sam wiesz, co jest tam napisane?
Alana zamurowało na moment, co skrzętnie wykorzystał Adrian, kładąc na stół swoją wizytówkę.
- To by było na tyle. Do widzenia. W razie czego, proszę dzwonić pod ten numer, odbiorę o każdej porze.
Po czym szybko wyszedł. Alan zdążył jedynie skinąć głową. Zamyślony, podniósł wizytówkę i wpisał numer do telefonu. Spojrzał na zegarek - było już późno. Postanowił pójść spać i jutro przemyśleć całą sprawę. Pracownicy już kilka godzin temu przestali pracować, więc w idealnej ciszy wszedł na schody, omijając skrzypiące stopnie i poszedł przygotowywać się do snu.
***
Obudziło go nieznośne wiercenie. Zwlókł się z łóżka. Po kilku minutach stanął ubrany w ciepłą kurtkę przed boczną ścianą prawego skrzydła swojego domu. Skrzynia została już prawie wykuta, za jakąś godzinę będzie mógł dobrać się do środka. Czekanie było nieznośne. Wrócił do domu, zostawiając pracowników samych. Wydawali się miłymi i uczciwymi ludźmi, więc wrócił do domu, zrobił 30 kaw i zaniósł zmarzniętym mężczyznom. Powitał go radosny okrzyk i w mgnieniu oka zniknęła większość napoju, wszyscy zrobili sobie przerwę. Poszedł prosto do kierownika, który gorliwie tłumaczył jednemu z podwładnych, co ma zrobić, pukając w plan domu i gestykulując. Poczekał grzecznie, aż skończy i zaprowadził na bok.
Zanim zdążył coś powiedzieć, szef pokazał mu plan domu.
- To cholerstwo to wcale nie taki prostu orzech do zgryzienia. Przełazi przez całą ścianę, więc będziemy musieli odkuć również od środka. Młody z ekipą już biorą się tam do roboty. Jest tylko jedna sprawa, bo ty z tyłu -puknął w plan, który dla Alana był nie do odczytania- przechodzą główne kable. Będziemy musieli odłączyć prąd w całym domu, a na pewno zejdzie nam się z pracą do jutra, więc proponuję zaopatrzyć się w świece. -Alan skinął głową- 
-Okej, róbcie co chcecie. Tylko uważajcie, jakby zjawił się tutaj ktoś nieznajomy, albo stało się coś podejrzanego, od razu mnie wołajcie, okej?
-Szefie, spokojnie. Ten elegancik w srebrnej bryce nam trochę powiedział, jak coś mamy łopaty, nie? -uśmiechnął się szeroko- Lepiej szef uważa, bo światła nie będzie całą noc.
Alan, zaskoczony, jedyne co zrobił, to uśmiechnął się i podziękował.


wtorek, 19 listopada 2013

Kyōfu ~ 19

Alan skierował się w stronę domu Feliksa. Ulice były dziwnie wyludnione, ale nie zastanawiał się nad tym dłużej. 
Wskoczył na drewniane ogrodzenie, przeszedł po nim ostrożnie w stronę starej jabłonki i zaczął wspinać się na wyższe gałęzie drzewa. Nie chciał zostawić śladów na śniegu. Usadowił się na wygodnym konarze za pniem i lekko wychylił, żeby dokładnie widzieć pokój Feliksa przez okno. Na początku światło odbijało mu się prosto w twarz, ale przechylił się z drugiej strony pnia. W pokoju na pierwszy rzut oka nie było nikogo. Posiedział trochę i miał zamiar wejść do środka przez okno, kiedy zobaczył otwierające się drzwi. Do środka wszedł ojciec Feliksa, z talerzem jedzenia. Z łóżka wstał brunet i chwilę prawdopodobnie rozmawiali. Nic nie słyszał przez zamknięte okno. Rozmowa szybko przerodziła się w kłótnię, a starszy mężczyzna wyszedł, wciskając w ręce syna talerz. Felix, zdenerwowany, cisnął talerzem w okno. Pech chciał, że akurat za tym oknem stało drzewo, na którym ukrywał się Alan. Talerz zbił szybę i rozbił się o pień, a siedzący za nim chłopak odsunął się szybko i złapał za głowę, żeby nie oberwać odłamkami szkła. Nie dał rady utrzymać się na gałęzi i spadł na ziemię, w wielką zaspę śniegu. 
Felix podszedł szybko do okna, otwierając je i wysuwając się z niego.
-Kto tam był? Odezwij się.
Alan, z ustami pełnymi śniegu, cały biały, wybełkotał.
-Ty.. skończony.. kretynie. - wypluł śnieg. - Nie rzucaj wszystkim na prawo i lewo, bo krzywdę komuś zrobisz.
Szatyn, zaskoczony, zaśmiał się.
-Słodziaku, to Ty? Co ty, do cholery, na drzewie robisz? Słoninę Ci wywiesić?
-Dostałem cały talerz żarcia, nie trzeba. - Alan wstał i otrzepał się ze śniegu.
Felix roześmiał się, ale szybko przestał, bo usłyszał kroki zmierzające na górę po schodach i jakiś podniesiony głos.
Alan również go usłyszał, więc szybko tylko mu pomachał na pożegnanie, przeskoczył przez ogrodzenie i uciekł do swojego domu, wyjmując z dłoni powbijane małe kawałki szkła.
***
Dom był zaskakująco cichy i spokojny. Widocznie wszyscy pracują we wschodnim skrzydle. Podszedł do kominka. Stały na nim fotografie. Jak jeszcze byli całą rodziną, szczęśliwi. ` Zebrało się na wspomnienia, co?` Otworzył szkatułkę i wyjął z niej papier i ołówki. Lubił rysować, szczególnie, w takie dni. Nie myślał o tym, co rysował. Spędził nad rysunkiem kilka godzin. Przestawiał on jego stary dom, a przed nim całą rodzinę, szczęśliwą i uśmiechniętą. Rysunek był prawie identyczny z jednym zdjęciem stojącym na kominku. Na rysunku było coś jeszcze. Obok śmiejącego się Alana stał Felix, śmiejąc się razem z nim. Odłożył rysunek do szkatułki, razem z przyborami i usnął na sofie.
***
Obudziły go kroki. Zbliżały się do niego. Udając, że nadal śpi, lekko otworzył jedno oko, gotów uciec w razie niebezpieczeństwa. Jednak to był tylko szef pracowników. Wstał. 
Mężczyzna, z pobrudzonym kostiumie, lekko speszony, poprosił go o pójście za nim.
Alan, zaskoczony, nie stawiał oporu. Wyszli z domu i przeszli przez ogród, do wschodniego skrzydła willi. Tam, w skutej ścianie, na wysokości metra znajdowała się stalowa skrzynia, wmurowana w ścianę.
- Co to? - Spytał blondyn. Podszedł bliżej, lekko muskając palcami zimny metal.
- Nie wiemy, już tu było. Zdaje się, że poprzedni właściciele to tu wmurowali. Co z tym zrobić?
Alan zastanawiał się chwilę. Żelazny kwadrat, o wymiarach mniej więcej metr na metr, wyglądał na niedawno wbudowany. Czy to możliwe, że to sprawka jego rodziców?
- Dacie radę wyciągnąć to ze ściany?- Spytał, patrząc na pracowników.
-Powinno się udać, będziemy musieli skuć trochę boczną ścianę i remont się opóźni, to też sporo pracy...
- Zapłacę ekstra. Wyciągnijcie to, tylko nie otwierajcie, pod żadnym pozorem.
-Tak jest!
Alan wrócił do domu, myśląc o tajemniczym pakunku. Czy będzie tam rozwiązanie? Czy dowie się, czemu jego rodzina musiała zginąć i czemu on sam o mało nie padł ofiarą mordercy? Zastanawiał się jeszcze przez moment, gdy przypomniało mu się, że ostatni włamywacze zostali pojmani przez policję. Ruszył do domu, złapał telefon i już miał zadzwonić po policję, gdy usłyszał parkujący na podjeżdzie samochód.

niedziela, 17 listopada 2013

Kyōfu ~ 18

`Co tu się właśnie stało?`
Alan, zamurowany, patrzył za odjeżdżającym samochodem.
`Cholerna uciekająca księżniczka! Nie wziął leków`
Blondyn wrócił do domu, wziął kubek gorącej czekolady i patrzył przez kuchenne okno.
Ciekawy, co teraz się stanie, przeszedł na górę, omijając budowlańców wynoszących sofę.
Usiadł na łóżku i przemyślał wszystko. Jest w gejowskim związku z kimś, kogo ledwo zna. Widocznie padło mu na mózg. Ale, czy on tego chciał? Owszem, kochał Feliksa, ale gdy pojawia się cień wątpliwości, to związek nie ma sensu. A czy fakt, że pierwsze, o czym pomyślał, po odjeździe Feliksa, to leki, to wątpliwości? Położył się na łóżku, wsłuchując się w gwar robotników, remontujących dom. Mniej więcej za 3 dni powinien mieć tu już spokój. Nie chciał zatrzymywać Feliksa w domu, miał świadomość, że to nie jest jak narazie odpowiednie miejsce do odpoczynku. To chyba dobrze, że Felix odpocznie w domu. 
***
Wybrał się na samotny spacer po Alicante. Śnieg cudownie przykrywał wszystko wokół. Nieświadomie znalazł się przed kościołem. Wszedł do środka, jak zwykle podziwiając malowidła na głównym ołtarzu. Usiadł w ławce i pomodlił się za zmarłą rodzinę. Po policzkach popłynęły mu łzy. Wspomnienie dawno utraconego domu. Tęsknił za siostrą, rodzicami, spokojną okolicą i przyjaciółmi. Ktoś, z niewiadomego mu powodu, obrócił to w niwecz. Przypomniał mu się ostatni sen. Śnił mu się koniec świata. Asteroida, uderzając w ziemię, nie spowodowała szczególnego wybuchu, zresztą do końca nie wiedział. Wiedział jedynie, że przepchnęła ziemię na takie samo położenie, w którym była kilka dni temu. Rozmawiał ze swoją zapłakaną mamą. Powiedziała mu, że on powinien nie żyć. Że kilka dni temu, umarł z gorączce, a teraz nagle żyje. Wszyscy ludzie zaczęli wariować. W powietrzu unosiło się coś złego, zła atmosfera, jakby klimat planety zupełnie się zmienił, ludzie mordowali swoje ukochane zwierzęta. To jedyne, co pamiętał ze snu. To i bezgraniczne przerażenie.
Wychodząc z kościoła natknął się na Monikę i Adę. nie zauważyły go jeszcze, nadal stał w cieniu drzew. Śmiały się głośno z czegoś. Wyszedł im na spotkanie.
-Cześć, co wy takie szczęśliwe? Nareszcie odebrałyście nagrodę?
Zamilkły, patrząc się na niego jak na idiotę.
-Jaką nagrodę, o co Ci chodzi?
Alan spojrzał się na nie wściekle.
-Za najlepszą powieść kryminalną. Jesteście wspaniałymi pisarkami. Tylko, jeśli można, zmieńcie temat powieści, albo chociaż głównego bohatera, co? Bo chyba cała szkoła nie chciałaby się dowiedzieć, że Twój ojciec jest taki bogaty, bo przemyca narkotyki.- Ostatnie zdanie wysyczał jej w twarz.
Monika spojrzała na niego z lekkim przestrachem.
-Skąd to wiesz? Szpiegujesz nas?
Alan oparł się o pobliskie drzewo, śnieg posypał się z jednej gałęzi, tworząc mglistą zasłonę pomiędzy dziewczynami a chłopakiem. 
-Jak się człowiek nudzi, to robi różne rzeczy. Zresztą nawet tego szpiegowaniem nazwać nie można. Jeszcze raz usłyszę nowe plotki na swój temat, to pogadamy inaczej.
Alan odszedł szybko w swoją stronę, zostawiając dwie zaskoczone gwiazdki same na ulicy.
Podniósł twarz, spoglądając w niebo. Chmury lekko płynęły, a dzień był słoneczny. `Ciekawe, co robi Felix`.