Wskoczył na drewniane ogrodzenie, przeszedł po nim ostrożnie w stronę starej jabłonki i zaczął wspinać się na wyższe gałęzie drzewa. Nie chciał zostawić śladów na śniegu. Usadowił się na wygodnym konarze za pniem i lekko wychylił, żeby dokładnie widzieć pokój Feliksa przez okno. Na początku światło odbijało mu się prosto w twarz, ale przechylił się z drugiej strony pnia. W pokoju na pierwszy rzut oka nie było nikogo. Posiedział trochę i miał zamiar wejść do środka przez okno, kiedy zobaczył otwierające się drzwi. Do środka wszedł ojciec Feliksa, z talerzem jedzenia. Z łóżka wstał brunet i chwilę prawdopodobnie rozmawiali. Nic nie słyszał przez zamknięte okno. Rozmowa szybko przerodziła się w kłótnię, a starszy mężczyzna wyszedł, wciskając w ręce syna talerz. Felix, zdenerwowany, cisnął talerzem w okno. Pech chciał, że akurat za tym oknem stało drzewo, na którym ukrywał się Alan. Talerz zbił szybę i rozbił się o pień, a siedzący za nim chłopak odsunął się szybko i złapał za głowę, żeby nie oberwać odłamkami szkła. Nie dał rady utrzymać się na gałęzi i spadł na ziemię, w wielką zaspę śniegu.
Felix podszedł szybko do okna, otwierając je i wysuwając się z niego.
-Kto tam był? Odezwij się.
Alan, z ustami pełnymi śniegu, cały biały, wybełkotał.
-Ty.. skończony.. kretynie. - wypluł śnieg. - Nie rzucaj wszystkim na prawo i lewo, bo krzywdę komuś zrobisz.
Szatyn, zaskoczony, zaśmiał się.
-Słodziaku, to Ty? Co ty, do cholery, na drzewie robisz? Słoninę Ci wywiesić?
-Dostałem cały talerz żarcia, nie trzeba. - Alan wstał i otrzepał się ze śniegu.
Felix roześmiał się, ale szybko przestał, bo usłyszał kroki zmierzające na górę po schodach i jakiś podniesiony głos.
Alan również go usłyszał, więc szybko tylko mu pomachał na pożegnanie, przeskoczył przez ogrodzenie i uciekł do swojego domu, wyjmując z dłoni powbijane małe kawałki szkła.
***
Dom był zaskakująco cichy i spokojny. Widocznie wszyscy pracują we wschodnim skrzydle. Podszedł do kominka. Stały na nim fotografie. Jak jeszcze byli całą rodziną, szczęśliwi. ` Zebrało się na wspomnienia, co?` Otworzył szkatułkę i wyjął z niej papier i ołówki. Lubił rysować, szczególnie, w takie dni. Nie myślał o tym, co rysował. Spędził nad rysunkiem kilka godzin. Przestawiał on jego stary dom, a przed nim całą rodzinę, szczęśliwą i uśmiechniętą. Rysunek był prawie identyczny z jednym zdjęciem stojącym na kominku. Na rysunku było coś jeszcze. Obok śmiejącego się Alana stał Felix, śmiejąc się razem z nim. Odłożył rysunek do szkatułki, razem z przyborami i usnął na sofie.
Mężczyzna, z pobrudzonym kostiumie, lekko speszony, poprosił go o pójście za nim.
Alan, zaskoczony, nie stawiał oporu. Wyszli z domu i przeszli przez ogród, do wschodniego skrzydła willi. Tam, w skutej ścianie, na wysokości metra znajdowała się stalowa skrzynia, wmurowana w ścianę.
- Co to? - Spytał blondyn. Podszedł bliżej, lekko muskając palcami zimny metal.
- Nie wiemy, już tu było. Zdaje się, że poprzedni właściciele to tu wmurowali. Co z tym zrobić?
Alan zastanawiał się chwilę. Żelazny kwadrat, o wymiarach mniej więcej metr na metr, wyglądał na niedawno wbudowany. Czy to możliwe, że to sprawka jego rodziców?
- Dacie radę wyciągnąć to ze ściany?- Spytał, patrząc na pracowników.
-Powinno się udać, będziemy musieli skuć trochę boczną ścianę i remont się opóźni, to też sporo pracy...
- Zapłacę ekstra. Wyciągnijcie to, tylko nie otwierajcie, pod żadnym pozorem.
-Tak jest!
Alan wrócił do domu, myśląc o tajemniczym pakunku. Czy będzie tam rozwiązanie? Czy dowie się, czemu jego rodzina musiała zginąć i czemu on sam o mało nie padł ofiarą mordercy? Zastanawiał się jeszcze przez moment, gdy przypomniało mu się, że ostatni włamywacze zostali pojmani przez policję. Ruszył do domu, złapał telefon i już miał zadzwonić po policję, gdy usłyszał parkujący na podjeżdzie samochód.
***
Obudziły go kroki. Zbliżały się do niego. Udając, że nadal śpi, lekko otworzył jedno oko, gotów uciec w razie niebezpieczeństwa. Jednak to był tylko szef pracowników. Wstał. Mężczyzna, z pobrudzonym kostiumie, lekko speszony, poprosił go o pójście za nim.
Alan, zaskoczony, nie stawiał oporu. Wyszli z domu i przeszli przez ogród, do wschodniego skrzydła willi. Tam, w skutej ścianie, na wysokości metra znajdowała się stalowa skrzynia, wmurowana w ścianę.
- Co to? - Spytał blondyn. Podszedł bliżej, lekko muskając palcami zimny metal.
- Nie wiemy, już tu było. Zdaje się, że poprzedni właściciele to tu wmurowali. Co z tym zrobić?
Alan zastanawiał się chwilę. Żelazny kwadrat, o wymiarach mniej więcej metr na metr, wyglądał na niedawno wbudowany. Czy to możliwe, że to sprawka jego rodziców?
- Dacie radę wyciągnąć to ze ściany?- Spytał, patrząc na pracowników.
-Powinno się udać, będziemy musieli skuć trochę boczną ścianę i remont się opóźni, to też sporo pracy...
- Zapłacę ekstra. Wyciągnijcie to, tylko nie otwierajcie, pod żadnym pozorem.
-Tak jest!
Alan wrócił do domu, myśląc o tajemniczym pakunku. Czy będzie tam rozwiązanie? Czy dowie się, czemu jego rodzina musiała zginąć i czemu on sam o mało nie padł ofiarą mordercy? Zastanawiał się jeszcze przez moment, gdy przypomniało mu się, że ostatni włamywacze zostali pojmani przez policję. Ruszył do domu, złapał telefon i już miał zadzwonić po policję, gdy usłyszał parkujący na podjeżdzie samochód.