wtorek, 19 listopada 2013

Kyōfu ~ 19

Alan skierował się w stronę domu Feliksa. Ulice były dziwnie wyludnione, ale nie zastanawiał się nad tym dłużej. 
Wskoczył na drewniane ogrodzenie, przeszedł po nim ostrożnie w stronę starej jabłonki i zaczął wspinać się na wyższe gałęzie drzewa. Nie chciał zostawić śladów na śniegu. Usadowił się na wygodnym konarze za pniem i lekko wychylił, żeby dokładnie widzieć pokój Feliksa przez okno. Na początku światło odbijało mu się prosto w twarz, ale przechylił się z drugiej strony pnia. W pokoju na pierwszy rzut oka nie było nikogo. Posiedział trochę i miał zamiar wejść do środka przez okno, kiedy zobaczył otwierające się drzwi. Do środka wszedł ojciec Feliksa, z talerzem jedzenia. Z łóżka wstał brunet i chwilę prawdopodobnie rozmawiali. Nic nie słyszał przez zamknięte okno. Rozmowa szybko przerodziła się w kłótnię, a starszy mężczyzna wyszedł, wciskając w ręce syna talerz. Felix, zdenerwowany, cisnął talerzem w okno. Pech chciał, że akurat za tym oknem stało drzewo, na którym ukrywał się Alan. Talerz zbił szybę i rozbił się o pień, a siedzący za nim chłopak odsunął się szybko i złapał za głowę, żeby nie oberwać odłamkami szkła. Nie dał rady utrzymać się na gałęzi i spadł na ziemię, w wielką zaspę śniegu. 
Felix podszedł szybko do okna, otwierając je i wysuwając się z niego.
-Kto tam był? Odezwij się.
Alan, z ustami pełnymi śniegu, cały biały, wybełkotał.
-Ty.. skończony.. kretynie. - wypluł śnieg. - Nie rzucaj wszystkim na prawo i lewo, bo krzywdę komuś zrobisz.
Szatyn, zaskoczony, zaśmiał się.
-Słodziaku, to Ty? Co ty, do cholery, na drzewie robisz? Słoninę Ci wywiesić?
-Dostałem cały talerz żarcia, nie trzeba. - Alan wstał i otrzepał się ze śniegu.
Felix roześmiał się, ale szybko przestał, bo usłyszał kroki zmierzające na górę po schodach i jakiś podniesiony głos.
Alan również go usłyszał, więc szybko tylko mu pomachał na pożegnanie, przeskoczył przez ogrodzenie i uciekł do swojego domu, wyjmując z dłoni powbijane małe kawałki szkła.
***
Dom był zaskakująco cichy i spokojny. Widocznie wszyscy pracują we wschodnim skrzydle. Podszedł do kominka. Stały na nim fotografie. Jak jeszcze byli całą rodziną, szczęśliwi. ` Zebrało się na wspomnienia, co?` Otworzył szkatułkę i wyjął z niej papier i ołówki. Lubił rysować, szczególnie, w takie dni. Nie myślał o tym, co rysował. Spędził nad rysunkiem kilka godzin. Przestawiał on jego stary dom, a przed nim całą rodzinę, szczęśliwą i uśmiechniętą. Rysunek był prawie identyczny z jednym zdjęciem stojącym na kominku. Na rysunku było coś jeszcze. Obok śmiejącego się Alana stał Felix, śmiejąc się razem z nim. Odłożył rysunek do szkatułki, razem z przyborami i usnął na sofie.
***
Obudziły go kroki. Zbliżały się do niego. Udając, że nadal śpi, lekko otworzył jedno oko, gotów uciec w razie niebezpieczeństwa. Jednak to był tylko szef pracowników. Wstał. 
Mężczyzna, z pobrudzonym kostiumie, lekko speszony, poprosił go o pójście za nim.
Alan, zaskoczony, nie stawiał oporu. Wyszli z domu i przeszli przez ogród, do wschodniego skrzydła willi. Tam, w skutej ścianie, na wysokości metra znajdowała się stalowa skrzynia, wmurowana w ścianę.
- Co to? - Spytał blondyn. Podszedł bliżej, lekko muskając palcami zimny metal.
- Nie wiemy, już tu było. Zdaje się, że poprzedni właściciele to tu wmurowali. Co z tym zrobić?
Alan zastanawiał się chwilę. Żelazny kwadrat, o wymiarach mniej więcej metr na metr, wyglądał na niedawno wbudowany. Czy to możliwe, że to sprawka jego rodziców?
- Dacie radę wyciągnąć to ze ściany?- Spytał, patrząc na pracowników.
-Powinno się udać, będziemy musieli skuć trochę boczną ścianę i remont się opóźni, to też sporo pracy...
- Zapłacę ekstra. Wyciągnijcie to, tylko nie otwierajcie, pod żadnym pozorem.
-Tak jest!
Alan wrócił do domu, myśląc o tajemniczym pakunku. Czy będzie tam rozwiązanie? Czy dowie się, czemu jego rodzina musiała zginąć i czemu on sam o mało nie padł ofiarą mordercy? Zastanawiał się jeszcze przez moment, gdy przypomniało mu się, że ostatni włamywacze zostali pojmani przez policję. Ruszył do domu, złapał telefon i już miał zadzwonić po policję, gdy usłyszał parkujący na podjeżdzie samochód.

niedziela, 17 listopada 2013

Kyōfu ~ 18

`Co tu się właśnie stało?`
Alan, zamurowany, patrzył za odjeżdżającym samochodem.
`Cholerna uciekająca księżniczka! Nie wziął leków`
Blondyn wrócił do domu, wziął kubek gorącej czekolady i patrzył przez kuchenne okno.
Ciekawy, co teraz się stanie, przeszedł na górę, omijając budowlańców wynoszących sofę.
Usiadł na łóżku i przemyślał wszystko. Jest w gejowskim związku z kimś, kogo ledwo zna. Widocznie padło mu na mózg. Ale, czy on tego chciał? Owszem, kochał Feliksa, ale gdy pojawia się cień wątpliwości, to związek nie ma sensu. A czy fakt, że pierwsze, o czym pomyślał, po odjeździe Feliksa, to leki, to wątpliwości? Położył się na łóżku, wsłuchując się w gwar robotników, remontujących dom. Mniej więcej za 3 dni powinien mieć tu już spokój. Nie chciał zatrzymywać Feliksa w domu, miał świadomość, że to nie jest jak narazie odpowiednie miejsce do odpoczynku. To chyba dobrze, że Felix odpocznie w domu. 
***
Wybrał się na samotny spacer po Alicante. Śnieg cudownie przykrywał wszystko wokół. Nieświadomie znalazł się przed kościołem. Wszedł do środka, jak zwykle podziwiając malowidła na głównym ołtarzu. Usiadł w ławce i pomodlił się za zmarłą rodzinę. Po policzkach popłynęły mu łzy. Wspomnienie dawno utraconego domu. Tęsknił za siostrą, rodzicami, spokojną okolicą i przyjaciółmi. Ktoś, z niewiadomego mu powodu, obrócił to w niwecz. Przypomniał mu się ostatni sen. Śnił mu się koniec świata. Asteroida, uderzając w ziemię, nie spowodowała szczególnego wybuchu, zresztą do końca nie wiedział. Wiedział jedynie, że przepchnęła ziemię na takie samo położenie, w którym była kilka dni temu. Rozmawiał ze swoją zapłakaną mamą. Powiedziała mu, że on powinien nie żyć. Że kilka dni temu, umarł z gorączce, a teraz nagle żyje. Wszyscy ludzie zaczęli wariować. W powietrzu unosiło się coś złego, zła atmosfera, jakby klimat planety zupełnie się zmienił, ludzie mordowali swoje ukochane zwierzęta. To jedyne, co pamiętał ze snu. To i bezgraniczne przerażenie.
Wychodząc z kościoła natknął się na Monikę i Adę. nie zauważyły go jeszcze, nadal stał w cieniu drzew. Śmiały się głośno z czegoś. Wyszedł im na spotkanie.
-Cześć, co wy takie szczęśliwe? Nareszcie odebrałyście nagrodę?
Zamilkły, patrząc się na niego jak na idiotę.
-Jaką nagrodę, o co Ci chodzi?
Alan spojrzał się na nie wściekle.
-Za najlepszą powieść kryminalną. Jesteście wspaniałymi pisarkami. Tylko, jeśli można, zmieńcie temat powieści, albo chociaż głównego bohatera, co? Bo chyba cała szkoła nie chciałaby się dowiedzieć, że Twój ojciec jest taki bogaty, bo przemyca narkotyki.- Ostatnie zdanie wysyczał jej w twarz.
Monika spojrzała na niego z lekkim przestrachem.
-Skąd to wiesz? Szpiegujesz nas?
Alan oparł się o pobliskie drzewo, śnieg posypał się z jednej gałęzi, tworząc mglistą zasłonę pomiędzy dziewczynami a chłopakiem. 
-Jak się człowiek nudzi, to robi różne rzeczy. Zresztą nawet tego szpiegowaniem nazwać nie można. Jeszcze raz usłyszę nowe plotki na swój temat, to pogadamy inaczej.
Alan odszedł szybko w swoją stronę, zostawiając dwie zaskoczone gwiazdki same na ulicy.
Podniósł twarz, spoglądając w niebo. Chmury lekko płynęły, a dzień był słoneczny. `Ciekawe, co robi Felix`.

czwartek, 14 listopada 2013

Kyōfu ~ 17

''To niemożliwe.
Niemożliwe. Czy to żart?''
Cisza.
Cichy szum oddechu gdzieś z oddali. Nie, nie z oddali. Gdzieś blisko. Delikatny szum wiatru za oknem. Coraz więcej dźwięków. 
To tylko sen.
Felix otworzył oczy. I natychmiast je zamknął, gdy jego oczy poraziło jaskrawo białe światło jarzeniówek. Podniósł się na łóżku, dziwnie sztywnym i niewygodnym. Poczuł niemiły zapach chemikaliów. Spróbował znowu otworzyć oczy i mrugając, uświadomił sobie, że jest w sterylnie białym pomieszczeniu. 
Szpital.
Zadawał sobie pytanie, skąd się tu wziął. Nagle dotarły do niego ostatnie zdarzenia. Ostatnie, które bynajmniej pamiętał. Rozejrzał się po pomieszczeniu, aż znalazł to, czego szukał. Dosyć mała istota z rozwichrzoną blond czupryną siedziała na fotelu obok łóżka, śpiąc z dziwnie krzywej pozie. Brunet uśmiechnął się bezszelestnie wstać z łóżka, lecz gdy tylko się poruszył, Alan otworzył oczy. Felix znieruchomiał, serce mu przyśpieszyło
-Słodziaku, wyglądasz jak z horroru - blondyn miał pod oczami wielkie wory, jakby nie spał całą noc.
Alan nie reagując, wyciągnął w jego stronę drżącą rękę, otwierając usta. Felix, po nocnym koszmarze aż spadł z łóżka, na co Alan roześmiał się głośno.
-O ja, nie wierzę w Ciebie. 
Felix, już spokojny, wgramolił się z powrotem na łóżko. 
-Durniu, mogłem sobie zrobić krzywdę. - Alan spojrzał na niego z niedowierzaniem.
-No tak, skręcił byś kark i musiałbym budować większą umieralnię.
Felix pocałował szybko blondyna.
-Lepiej mi powiedz, co robię w szpitalu.
-Na wakacjach jesteś, wiesz? Straciłeś przytomność, więc zadzwoniłem po karetkę.
Brunet spojrzał na niego, przekrzywiając głowę.
-Martwisz się o mnie, jak uroczo. A teraz może jakiś wypis, albo coś w ten deseń, doktorze Sosnowski?
Alan udał, że wertuje kartę pacjenta
-No nie wiem. W tej białej koszuli wygląda Pan jak idiota, a ja nie zdążyłem zrobić Panu kompromitującego zdjęcia, więc będzie pan musiał trochę poczekać.
-Nawet się nie waż! - Wcisnął przycisk przywołujący pielęgniarkę.
-Nienawidzę Cię.
-Też Cię kocham.
***
W domu Alana przewijali się robotnicy, odnawiający spaloną część budynku i wstawiający nowe okna. Felix, zaskoczony taką masą ludzi, stanął w progu, na moment, bo musiał ustąpić miejsca dwojgu pracowników niosących wielką szybę. 
-Szybki jesteś. 
-A co, miałem czekać, aż zamarzniemy w tym domu? - Alan walczył ze sznurowaniem butów, skacząc na jednej nodze.
Felix zajrzał do kuchni. Ulżyło mu na widok nowego piekarnika. Przeszedł do salonu i miał właśnie usiąść na sobie, kiedy przez dziurę w ścianie zamiast okna zobaczył srebrny samochód swojego ojca, zatrzymujący się na podjeździe.
Alan, widząc minę szatyna, odwrócił się ruszył w stronę samochodu na spotkanie z ojcem swojego chłopaka. Ten, ubrany dosyć letnio jak na zimę, bo jedynie w płaszcz, szybko ruszył w stronę domu.
-Dzień dobry, co pana tu sp...
-Nie pytaj się jak dureń, mój syn leżał w szpitalu! Gdzie on jest?
Blondyn, nie pokazując po sobie zdenerwowania, wskazał na drzwi.
-W salonie, spokojnie...
Mężczyzna zignorował Alana i poszedł prosto do dziury w ścianie, gdzie zaraz miały pojawić się nowe drzwi.
Felix stanął pod kominkiem i czekał na tyradę swojego ojca. Ten jednak, zamiast na niego wrzeszczeć, przytulił go mocno.
-Boże, synu, nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Co się stało?
Lawina pytań spadła na Feliksa, który zaskoczony zachowaniem ojca, nie wiedział, co powiedzieć.
-Spokojnie, tato, nic mi nie jest, wszystko w porządku.
-Jesteś chory, tu jest lodowato, wracamy do domu.
Felix, osłabiony, nie zdążył zaprotestować. Nie zdążył nawet stawić oporu, kiedy jego ojciec złapał go mocno i wyprowadził z domu, wrzucając do samochodu.
-Tu jest niebezpiecznie, nie możesz tu zostać, ludzie mieli racje, że ten gówniarz przyciąga same kłopoty.
Felix odjechał z ojcem, na oczach zaskoczonego Alana, który nie zdążył nawet się ruszyć.

sobota, 2 listopada 2013

Powrót ~

Niespodzianka!
Stęskniłam się za blogiem...
Niedawno podskoczyłam, zobaczyć, co się dzieje i moim oczom ukazał się niecodzienny widok.
Liczba wyświetleń wzrosła, mimo, że nic nie było dodawane.
Pomyślałam więc, że jest tu chyba jeszcze ktoś i pamięta.
Więc postanowiłam wziąć się z garść i pisać.\
Tylko zastanawiam się nad jednym:
Zostajemy przy Alanie i Feliksie, czy zaczynamy coś nowego?
Myślałam, żeby opisać tutaj lekko przerobioną, znaną mi dobrze historię.
Nie będzie to plagiat. Jest to historia, o której nie wie zbyt wiele osób. Nie znajdziecie jej nigdzie w internecie. Nie jest to radosna historia, ale wydarzyła się naprawdę. 
Nie jestem pewna, czy mogę to napisać, ale chyba po zmianie nazwisk powinno być dobrze.

Hah, z opowiadania shounen-ai przerzucam się na creepypastę, nie wierzę.

Ewentualnie, zawsze mogę rozpocząć nowe opowiadanie, z nowymi bohaterami i fabułą.
Ale to, co będę tutaj pisać, zależy od was.
Jeśli ktoś jeszcze tutaj zagląda, proszę o opinię.
Bo zacznę pisać wszystko naraz.
Wybierajcie tutaj --->
Miłe będą również komentarze.
Pozdrawiam, kochani!
Scel.