Niemożliwe. Czy to żart?''
Cisza.
Cichy szum oddechu gdzieś z oddali. Nie, nie z oddali. Gdzieś blisko. Delikatny szum wiatru za oknem. Coraz więcej dźwięków.
To tylko sen.
Felix otworzył oczy. I natychmiast je zamknął, gdy jego oczy poraziło jaskrawo białe światło jarzeniówek. Podniósł się na łóżku, dziwnie sztywnym i niewygodnym. Poczuł niemiły zapach chemikaliów. Spróbował znowu otworzyć oczy i mrugając, uświadomił sobie, że jest w sterylnie białym pomieszczeniu.
Szpital.
Zadawał sobie pytanie, skąd się tu wziął. Nagle dotarły do niego ostatnie zdarzenia. Ostatnie, które bynajmniej pamiętał. Rozejrzał się po pomieszczeniu, aż znalazł to, czego szukał. Dosyć mała istota z rozwichrzoną blond czupryną siedziała na fotelu obok łóżka, śpiąc z dziwnie krzywej pozie. Brunet uśmiechnął się bezszelestnie wstać z łóżka, lecz gdy tylko się poruszył, Alan otworzył oczy. Felix znieruchomiał, serce mu przyśpieszyło
-Słodziaku, wyglądasz jak z horroru - blondyn miał pod oczami wielkie wory, jakby nie spał całą noc.
Alan nie reagując, wyciągnął w jego stronę drżącą rękę, otwierając usta. Felix, po nocnym koszmarze aż spadł z łóżka, na co Alan roześmiał się głośno.
-O ja, nie wierzę w Ciebie.
Felix, już spokojny, wgramolił się z powrotem na łóżko.
-Durniu, mogłem sobie zrobić krzywdę. - Alan spojrzał na niego z niedowierzaniem.
-No tak, skręcił byś kark i musiałbym budować większą umieralnię.
Felix pocałował szybko blondyna.
-Lepiej mi powiedz, co robię w szpitalu.
-Na wakacjach jesteś, wiesz? Straciłeś przytomność, więc zadzwoniłem po karetkę.
Brunet spojrzał na niego, przekrzywiając głowę.
-Martwisz się o mnie, jak uroczo. A teraz może jakiś wypis, albo coś w ten deseń, doktorze Sosnowski?
Alan udał, że wertuje kartę pacjenta
-No nie wiem. W tej białej koszuli wygląda Pan jak idiota, a ja nie zdążyłem zrobić Panu kompromitującego zdjęcia, więc będzie pan musiał trochę poczekać.
-Nawet się nie waż! - Wcisnął przycisk przywołujący pielęgniarkę.
-Nienawidzę Cię.
-Też Cię kocham.
***
W domu Alana przewijali się robotnicy, odnawiający spaloną część budynku i wstawiający nowe okna. Felix, zaskoczony taką masą ludzi, stanął w progu, na moment, bo musiał ustąpić miejsca dwojgu pracowników niosących wielką szybę.
-Szybki jesteś.
-A co, miałem czekać, aż zamarzniemy w tym domu? - Alan walczył ze sznurowaniem butów, skacząc na jednej nodze.
Felix zajrzał do kuchni. Ulżyło mu na widok nowego piekarnika. Przeszedł do salonu i miał właśnie usiąść na sobie, kiedy przez dziurę w ścianie zamiast okna zobaczył srebrny samochód swojego ojca, zatrzymujący się na podjeździe.
Alan, widząc minę szatyna, odwrócił się ruszył w stronę samochodu na spotkanie z ojcem swojego chłopaka. Ten, ubrany dosyć letnio jak na zimę, bo jedynie w płaszcz, szybko ruszył w stronę domu.
-Dzień dobry, co pana tu sp...
-Nie pytaj się jak dureń, mój syn leżał w szpitalu! Gdzie on jest?
Blondyn, nie pokazując po sobie zdenerwowania, wskazał na drzwi.
-W salonie, spokojnie...
Mężczyzna zignorował Alana i poszedł prosto do dziury w ścianie, gdzie zaraz miały pojawić się nowe drzwi.
Felix stanął pod kominkiem i czekał na tyradę swojego ojca. Ten jednak, zamiast na niego wrzeszczeć, przytulił go mocno.
-Boże, synu, nic ci nie jest? Dobrze się czujesz? Co się stało?
Lawina pytań spadła na Feliksa, który zaskoczony zachowaniem ojca, nie wiedział, co powiedzieć.
-Spokojnie, tato, nic mi nie jest, wszystko w porządku.
-Jesteś chory, tu jest lodowato, wracamy do domu.
Felix, osłabiony, nie zdążył zaprotestować. Nie zdążył nawet stawić oporu, kiedy jego ojciec złapał go mocno i wyprowadził z domu, wrzucając do samochodu.
-Tu jest niebezpiecznie, nie możesz tu zostać, ludzie mieli racje, że ten gówniarz przyciąga same kłopoty.
Felix odjechał z ojcem, na oczach zaskoczonego Alana, który nie zdążył nawet się ruszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz