Alan, zamurowany, patrzył za odjeżdżającym samochodem.
`Cholerna uciekająca księżniczka! Nie wziął leków`
Blondyn wrócił do domu, wziął kubek gorącej czekolady i patrzył przez kuchenne okno.
Ciekawy, co teraz się stanie, przeszedł na górę, omijając budowlańców wynoszących sofę.
Usiadł na łóżku i przemyślał wszystko. Jest w gejowskim związku z kimś, kogo ledwo zna. Widocznie padło mu na mózg. Ale, czy on tego chciał? Owszem, kochał Feliksa, ale gdy pojawia się cień wątpliwości, to związek nie ma sensu. A czy fakt, że pierwsze, o czym pomyślał, po odjeździe Feliksa, to leki, to wątpliwości? Położył się na łóżku, wsłuchując się w gwar robotników, remontujących dom. Mniej więcej za 3 dni powinien mieć tu już spokój. Nie chciał zatrzymywać Feliksa w domu, miał świadomość, że to nie jest jak narazie odpowiednie miejsce do odpoczynku. To chyba dobrze, że Felix odpocznie w domu.
***
Wybrał się na samotny spacer po Alicante. Śnieg cudownie przykrywał wszystko wokół. Nieświadomie znalazł się przed kościołem. Wszedł do środka, jak zwykle podziwiając malowidła na głównym ołtarzu. Usiadł w ławce i pomodlił się za zmarłą rodzinę. Po policzkach popłynęły mu łzy. Wspomnienie dawno utraconego domu. Tęsknił za siostrą, rodzicami, spokojną okolicą i przyjaciółmi. Ktoś, z niewiadomego mu powodu, obrócił to w niwecz. Przypomniał mu się ostatni sen. Śnił mu się koniec świata. Asteroida, uderzając w ziemię, nie spowodowała szczególnego wybuchu, zresztą do końca nie wiedział. Wiedział jedynie, że przepchnęła ziemię na takie samo położenie, w którym była kilka dni temu. Rozmawiał ze swoją zapłakaną mamą. Powiedziała mu, że on powinien nie żyć. Że kilka dni temu, umarł z gorączce, a teraz nagle żyje. Wszyscy ludzie zaczęli wariować. W powietrzu unosiło się coś złego, zła atmosfera, jakby klimat planety zupełnie się zmienił, ludzie mordowali swoje ukochane zwierzęta. To jedyne, co pamiętał ze snu. To i bezgraniczne przerażenie.Wychodząc z kościoła natknął się na Monikę i Adę. nie zauważyły go jeszcze, nadal stał w cieniu drzew. Śmiały się głośno z czegoś. Wyszedł im na spotkanie.
-Cześć, co wy takie szczęśliwe? Nareszcie odebrałyście nagrodę?
Zamilkły, patrząc się na niego jak na idiotę.
-Jaką nagrodę, o co Ci chodzi?
Alan spojrzał się na nie wściekle.
-Za najlepszą powieść kryminalną. Jesteście wspaniałymi pisarkami. Tylko, jeśli można, zmieńcie temat powieści, albo chociaż głównego bohatera, co? Bo chyba cała szkoła nie chciałaby się dowiedzieć, że Twój ojciec jest taki bogaty, bo przemyca narkotyki.- Ostatnie zdanie wysyczał jej w twarz.
Monika spojrzała na niego z lekkim przestrachem.
-Skąd to wiesz? Szpiegujesz nas?
Alan oparł się o pobliskie drzewo, śnieg posypał się z jednej gałęzi, tworząc mglistą zasłonę pomiędzy dziewczynami a chłopakiem.
-Jak się człowiek nudzi, to robi różne rzeczy. Zresztą nawet tego szpiegowaniem nazwać nie można. Jeszcze raz usłyszę nowe plotki na swój temat, to pogadamy inaczej.
Alan odszedł szybko w swoją stronę, zostawiając dwie zaskoczone gwiazdki same na ulicy.
Podniósł twarz, spoglądając w niebo. Chmury lekko płynęły, a dzień był słoneczny. `Ciekawe, co robi Felix`.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz