niedziela, 29 grudnia 2013

Kyōfu ~ 20

-Witam, nazywam się Adrian Niszewski, czy rozmawiam z - nowo przybyły szybko zerknął w papiery, które trzymał w ręku- Alanem Sosnowskim?
Alan zmierzył policjanta spojrzeniem. Młody mężczyzna, wyglądający na niewiele więcej niż 20 lat, stał w eleganckim garniturze,.
-Tak, zapraszam.
Alan zaprowadził gościa do salonu. Ta część domu była już wyremontowana. Alan widział, jak Adrian rozgląda się po pomieszczeniu, jakby szukając czegoś.
Rozmowa trwała długo. Policjant gładko tłumaczył wszystko coraz bardziej zdenerwowanemu nastolatkowi.
- Włamywacze byli najwyraźniej wynajęci. Nie wiadomo na razie, kto zlecił im zadanie, nie chcą nic mówić. Są nadal przesłuchiwani na komendzie. 
- Najemnicy raczej nie podjęliby się morderstwa...
Adrian uśmiechnął się niewesoło.
- Gdy w grę wchodzą pieniądze, ludzie są w stanie zrobić wszystko. 
Alan popatrzył znacząco na policjanta, który najwidoczniej chciał coś jeszcze powiedzieć.
-Czy... Czy wiesz, czym zajmowali się Twoi rodzice?
Alana zaskoczyło to pytanie.
-Z tego co wiem, ojciec prowadził bank a mama była prokuratorem. Jeśli czytał Pan moje akta i historię, powinien Pan to wiedzieć. Gdybym wiedział cokolwiek więcej, na pewno powiedziałbym o tym Policji. Nie mam interesu w zatajaniu żadnych informacji, wręcz przeciwnie, chcę się w końcu dowiedzieć, kto zamordował mi rodzinę.
Policjant się speszył. Złożył papiery i zgarnął je do teczki, najwidoczniej szykując się do wyjścia.
- Ja czytałem Twoje akta, ale czy Ty sam wiesz, co jest tam napisane?
Alana zamurowało na moment, co skrzętnie wykorzystał Adrian, kładąc na stół swoją wizytówkę.
- To by było na tyle. Do widzenia. W razie czego, proszę dzwonić pod ten numer, odbiorę o każdej porze.
Po czym szybko wyszedł. Alan zdążył jedynie skinąć głową. Zamyślony, podniósł wizytówkę i wpisał numer do telefonu. Spojrzał na zegarek - było już późno. Postanowił pójść spać i jutro przemyśleć całą sprawę. Pracownicy już kilka godzin temu przestali pracować, więc w idealnej ciszy wszedł na schody, omijając skrzypiące stopnie i poszedł przygotowywać się do snu.
***
Obudziło go nieznośne wiercenie. Zwlókł się z łóżka. Po kilku minutach stanął ubrany w ciepłą kurtkę przed boczną ścianą prawego skrzydła swojego domu. Skrzynia została już prawie wykuta, za jakąś godzinę będzie mógł dobrać się do środka. Czekanie było nieznośne. Wrócił do domu, zostawiając pracowników samych. Wydawali się miłymi i uczciwymi ludźmi, więc wrócił do domu, zrobił 30 kaw i zaniósł zmarzniętym mężczyznom. Powitał go radosny okrzyk i w mgnieniu oka zniknęła większość napoju, wszyscy zrobili sobie przerwę. Poszedł prosto do kierownika, który gorliwie tłumaczył jednemu z podwładnych, co ma zrobić, pukając w plan domu i gestykulując. Poczekał grzecznie, aż skończy i zaprowadził na bok.
Zanim zdążył coś powiedzieć, szef pokazał mu plan domu.
- To cholerstwo to wcale nie taki prostu orzech do zgryzienia. Przełazi przez całą ścianę, więc będziemy musieli odkuć również od środka. Młody z ekipą już biorą się tam do roboty. Jest tylko jedna sprawa, bo ty z tyłu -puknął w plan, który dla Alana był nie do odczytania- przechodzą główne kable. Będziemy musieli odłączyć prąd w całym domu, a na pewno zejdzie nam się z pracą do jutra, więc proponuję zaopatrzyć się w świece. -Alan skinął głową- 
-Okej, róbcie co chcecie. Tylko uważajcie, jakby zjawił się tutaj ktoś nieznajomy, albo stało się coś podejrzanego, od razu mnie wołajcie, okej?
-Szefie, spokojnie. Ten elegancik w srebrnej bryce nam trochę powiedział, jak coś mamy łopaty, nie? -uśmiechnął się szeroko- Lepiej szef uważa, bo światła nie będzie całą noc.
Alan, zaskoczony, jedyne co zrobił, to uśmiechnął się i podziękował.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz