Spokojnie.. Druga noga... Nie wyw.. Co to? Skręć, skręć, skręć... Niee!
-łup-
-Haha, znowu wylądowałeś na lodzie. - Felix podjechał do leżącego na lodzie Alana, który nie miał siły się nawet podnieść.
-Przestań, wyszedłem z wprawy.. Nogi mnie bolą, chcę do domu.
-Złap mnie, to pomyślimy!
Alan złapał go szybko za nogę i pociągnął, wywracając go obok siebie.
-No, to idziemy.
Felix wstał, ciągnąc Alana za sobą. Było mu ciepło i chciał jeszcze pojeździć, ale widział, że blondyn zamarza.
-Szybciej... Ta mała z matką tu jedzie...
-To może sam jedź, a nie każesz się ciągnąć, cwaniaku.
-Zbliża się... Nie gadaj tylko jedź.
Felix się zatrzymał.
-No i się doigrałeś.. DZIEŃ DOBRY! -krzyknął w stronę nadjeżdżającej rodzicielki.
-Dzień dobry.. Co wy tutaj robicie sami? I to bez szalików, zwariowaliście?
Alan i Felix wymienili spojrzenia.
-Noo.. Na łyżwy przyszliśmy, mieszkamy niedaleko.
Kobieta, na oko 40-letnia, przyjrzała im się dokładnie.
-Nigdy nie widziałam was w okolicy
-Bo przyjechaliśmy dopiero, tylko na kilka dni, jutro z rana wyjeżdżamy.
Rodzicielka podjechała bliżej, trzymając córkę za rękę, która uważnie się im przyglądała.
Alan uśmiechnął się do dziewczynki, ale ta schowała się za mamę. ` Aż taki straszny jestem? `
-Może wpadniecie do mnie, pogadać? Jestem Klementyna, mieszkam niedaleko. Ty.. -wskazała palcem na Alana- kogoś mi przypominasz.
***
`Godzinę później`
Felix, zajęty swoim kubkiem z czekoladą, słuchał rozmowy Alana i Klementyny, która kazała im nazywać się ciocią. Siedział w kuchni dużego, ceglanego domu na wzgórzu, do którego przyprowadziła ich ta miła.. ciocia.
-Ciągle mi kogoś przypominasz, byłeś tu rok temu? Albo mieszka tu jakaś Twoja rodzina?
Alan spuścił wzrok.
-Ja mam tutaj dom letni, ale mieszkam dużo dalej.
-A nazywasz się? Alan jaki?
-Alan Sosnowski, proszę cioci.
Klementyna na moment znieruchomiała.
-Sosnowski? Syn tych, którzy zginęli w pożarze?
Alan skulił się w sobie.
-Tak, ten.
-Jeju, chłopcze, współczuję. Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebował, to wiesz, gdzie mieszkam.
-Dziękuję bardzo. - Kątem oka zauważył, że mała Kasia wdrapuje się Feliksowi na kolana.
Rozmowa toczyła się dalej, ale już inaczej. Przynajmniej wiedział, że ma tutaj kogoś zaufanego, bo ciocia Klementyna była osobą wyjątkowo szczerą i prostolinijną.
***
Alan rozebrał się i zerknął na Feliksa. Jemu samemu nie chciało się iść. Było już grubo po północy.
-Chodź, leniu, mam tam sam spać?
-Coś sugerujesz? -Szatyn podniósł się i poczłapał na schody za Alanem.
-Nie wiem. Może się umyjesz, co? - Blondyn teatralnie powąchał kompana.
-Chodź ze mną, sam lepszy nie jesteś.
Alan wszedł do sypialni, rzucając się na łóżko, jednakże zaraz Felix złapał go za koszulkę i zaniósł do łazienki.
Felix szybko się rozebrał, całując Alana. Ten przytulił się do niego.
-Zajmuję wannę, Ty pakuj się pod prysznic, skoro już musisz się myć w mojej łazience.
Felix spojrzał na niego, całując go mocno. Alan oparł się o niego.
-Chodźmy razem pod prysznic.-Alan chciał zaprotestować, ale Felix zamknął mu usta pocałunkiem i wciągnął pod prysznic.
-Ubranie... głupek... Ja..
Szatyn mocno złapał go za ramiona, całując namiętnie. Alan poddał się szybko, zdejmując koszulę.
Strugi gorącej wody popłynęły na kochanków, całujących się pod prysznicem. Felix dokładnie masował Alana, który odprężony opierał się o ścianę, mrucząc cicho.
***
Feliks rzucił Alana na łózko, który, po rozgrzewającym prysznicu, był gotowy na wszystko. Jednak się pomylił - Feliks położył się obok niego, mocno go przytulił i poszedł spać. Alan, zdenerwowany, pocałował go lekko, wsuwając palce w jego włosy. Miło było przytulić się do osoby, którą się kocha. Myślał o dzisiejszej rozmowie z ciocią Klementyną. Dużo się dowiedział o rodzicach. Teraz nie dawało mu to spokoju. Uśmiechnął się na wspomnienie Kasi, która się pytała Feliksa, czy chce czekoladkę, czy woli ją ugryźć, bo jest wampirem. Oczy same mu się zamykały. Jutro wraca do domu. Znowu musi iść do szkoły. Ciekawe, jak będą wyglądały sprawy z Feliksem. Dzisiaj go zdenerwował, najpierw zaciągnął go pod prysznic, a teraz tak po prostu poszedł spać.
-K-kocham cie... Alan, słyszysz? - Wymruczał Feliks przez sen. Alan uśmiechnął się szeroko, przytulił mocno do niego i usnął, myśląc o tym, jak przyjemnie mu było w jego ramionach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz