sobota, 30 marca 2013

Kyōfu ~ 15

Mam nadzieję, że nie zrazicie się do opowiadania, jeśli dodam troszkę horroru. Dziękuję za komentarze.Czas nie pozwala mi pisać częściej. Krótki rozdział, ale jutro kolejny, więc mam nadzieję, że mi wybaczycie. Scel ♥

Tej nocy żaden z chłopców nie mógł spać. Alan ciągle miał przed oczami widok swojego zamordowanego kociaka, a Felix widok miny blondyna widzącego szczątki zwierzaka. Felix niespokojnie rzucał się po łóżku. W pewnym monecie usłyszał cichutki hałas, dochodzący zza drzwi łączących jego pokój z pokojem Alana. Ostrożnie podniósł się na łóżku i wziął do ręki kij, który przygotował wczoraj wieczorem. Wytężając wzrok, ujrzał poruszającą się klamkę i usłyszał delikatny skrzyp drzwi. Zza nich ujrzał drobną, bladą twarz okoloną burzą blond loków. Odetchnął. 
-Chcesz, żebym odszedł z tego świata na zawał czy co?
Blondyn wszedł do pokoju, zamknął drzwi za sobą i uśmiechnął się lekko. 
-Jestem psychopatycznym mordercą, bój się mnie. Schowałem się w schowku, żeby cię zabić w nocy.
Felix przewrócił oczami i przesunął się na łóżku.
-Tak, ten psychopatyczny morderca przyszedł do mnie, bo pewnie boi się spać sam i nie ma się do kogo przytulić.
Alan spojrzał na niego obrażony.
-Wcale nie boję się spać sam -mruknął, wsuwając się pod kołdrę obok szatyna.
Felix objął mocno chłopaka i zamknął oczy.
-Teraz możesz sp..
-Myślisz, że wrócą? - przerwał mu Alan. 
Chłopak otworzył jedno oko i zobaczył, że zielone oczy Alana są szeroko otwarte i wpatrzone w sufit. Przesunął się trochę pod kołdrą, przytulając go mocniej do siebie.
-Nie dzisiaj.. Ale pewnie wrócą. Nie bój się.
-Jak mam się nie bać? Ktoś wymordował mi rodzinę, a teraz chce zabić mnie, a ja mam być spokojny? - Alan próbował wyrwać się z objęć Feliksa, ten jednak trzymał go mocno i czekał, aż się uspokoi.
-Nie tkną cię. Nie pozwolę im. Zaufaj mi, okej?- Feliks patrzył głęboko w oczy blondyna. Alan położył się obok szatyna. 
-Ufam ci.
***
-Przeżyłeś noc, super, wstawaj, bo jestem głodny.
Alan wyciągnął się na łóżku, które było zdecydowanie zbyt puste. Podniósł wzrok na stojącego przed nim Feliksa, który stał już kompletnie ubrany.
-Idź sam sobie coś ugotuj. Po co wyciągasz mnie z łó.. -Felix przerwał mu pocałunkiem.
-Bo chcę zjeść z Tobą. W dodatku ja nie ogarniam tej kuchni.
Alanowi przed oczami mignął widok piekarnika z poprzedniego dnia.
-Nie idę tam.
-Spokojnie, wszystko posprzątałem.- Alan popatrzył na niego.
-A co z Amelią?
-Jest gdzie indziej. Później urządzimy jej pogrzeb, okej?
-Okej.. -Alan wstał, założył na siebie szlafrok. Coś mu nie pasowało...
-Ej.. gdzie jest moja koszula? -spojrzał na Feliksa, ten tylko uśmiechnął się szeroko 
-Przeszkadzała mi w nocy.
Alan wychodząc z pokoju, mruknął jeszcze coś w stylu ` zboczeniec`. Felix tylko się zaśmiał.
***
Felix szybko wykopał spory dół w zmarzniętej ziemi za domem. Oparł się o szpadel. Mimo, żeby był mróz, było mu gorąco. Alan stał kilka kroków przed nim i wpatrywał w ogród. Widok był oszałamiający, stare drzewa pokryte śniegiem, stare konary, uginające się nad małymi alejkami. Podszedł do niego od tyłu i przytulił mocno. Ten odwrócił się do niego i pocałował. Felix najchętniej by sobie pozwolił na więcej, ale było zimno i nie byli tu dla przyjemności. Puścił blondyna i podszedł do drewnianego pudełka, w którym leżały szczątki kotki. Spojrzał na Alana, który patrzył w niebo i delikatnie położył pudełko na dnie wykopanego dołu. Alan spojrzał ostatni raz na pudełko i wspólnie je zakopali, stawiając w tym miejscu spory kamień.  Dzień miał się już ku zachodowi, zrobiło się lodowato, ale nadal było spokojnie i pogodnie. Stali przytuleni, patrząc na zachodzące słońce. 
Znikąd zerwał się mocny wiatr, a z północy zaczęły na horyzont wspinać się stalowoszare chmury. 
-Zbiera się na burzę. Wracajmy do domu. -Alan pociągnął Feliksa za rękaw, ten jednak patrzył jak urzeczony w ciemne chmury, które przysłoniły już połowę nieba. Alan pomyślał, że wygląda jak władca burzy, jednak nie rozmyślał nad tym dłużej, bo niebo zaczęły przecinać błyskawice.

1 komentarz: