Zamiast jednego długiego rozdziału macie 2 krótkie, mam nadzieję, że się spodoba. Wiem, że króciutkie, ale teraz będą często dodawane. Scel. ♥
***
Alan otworzył oczy. Było mu gorąco, bo leżał w szczelnych objęciach Feliksa. Jego włosy były w nieładzie, który tak mu przypominał noc... Felix otworzył oczy, i widząc, że blondyn się na niego patrzy, pocałował go namiętnie. Alan wyplątał się z objęć chłopaka i wyszedł pod pościeli, zupełnie nagi. Momentalnie otoczył go niesamowity chłód. Coś było nie tak. Felix zobaczył reakcję blondyna chwilę przed tym jak sam poczuł chłód. Szybko założył szlafrok i rzucił Alanowi kołdrę. Drzwi były uchylone, na korytarzu było jeszcze zimniej. Długo nie musiał szukać przyczyny. W pokoju obok szyba została wybita wielkim konarem drzewa, odłamanym prawdopodobnie z ogrodu. Alan podszedł do szczątek okna. Felix za nim. W ogrodzie leżało mnóstwo połamanych gałęzi, ale nie widać było większych strat. Szatyn, uważając, żeby nie nadepnąć na rozbite kawałki szyby, wziął Alana za rękę i wyprowadził z pokoju, który następnie szczelnie zamknął.
-Naprawą zajmiemy się później. Teraz chodź na kawę.
W kuchni było dużo cieplej, jednak Alan nadal zakrywał się kołdrą.
-Co jest? -Felix zmierzył go spojrzeniem
-N-nic -Alan się zarumienił. Felix od razu zrozumiał o co chodzi.
-Po śniadaniu kocie -mrugnął do blondyna, którego twarz nabrała intensywnie czerwonego koloru
Alan chciał go przytulić, gdy usłyszeli odgłos klucza otwierającego zamek. Zamarli. Ktoś skradał się w kierunku schodów. Alan zbladł. Bezszelestnie wyszli z kuchni. Była pusta,a drzwi były otwarte. Alan porwał najbliższą walizkę. szybko założył coś na siebie i wyszli cicho przez kuchnię. Przed domem, schowany za ogrodem stał czarny samochód. Alan nie miał pojęcia, co teraz robić. Felix prowadził go uliczkami z dala od domu. Bo kilku minutach, które Alanowi wydawały się wiecznością, dotarli na przystanek autobusowym przy którym był telefon. Felix bez słowa podszedł do automatu. Alan usłyszał tylko kilka słów, w tym włamywacze, mordercy.. Podszedł do rozkładu. Za 12 minut mieli autobus. Do tego czasu może być już po sprawie. Usłyszeli syreny policyjne. Brunet przytulił przestraszonego chłopaka i czekali.... Po 10 minutach Alan pociągnął chłopaka za rękaw i ruszył w stronę domu. Tam ujrzeli 3 radiowozy z włączonymi światłami, i kręcących się wokoło policjantów. Do jednego radiowozu właśnie policjant pomagał wsiąść facetowi w czarnej kominiarce, z rękoma skutymi. W innym radiowozie już siedziało 2 innych. Czarne błyszczące auto było przeszukiwane przez policjanta w odznaką na piersi. Alanowi ulżyło. Zmiękły mu nogi, ale Felix złapał go w porę i doprowadził do domu.
***
-Patrz, żyjesz. - Feliksa przebudził cichy szept przy jego uchu. Ostrożnie otworzył oczy. Nad nim siedział pochylony Alan, szeroko uśmiechnięty.
Felix złapał go za rękę i patrzył mu głęboko w oczy.
-Nie ma to ja usnąć w czasie przesłuchania. -Alan zaśmiał się- Gdzie pan wtedy był? Hrrrrrr...
Felix wstał szybko i chciał pocałować blondyna, jednak zakręciło mu się w głowie.
-Wszystko w porządku? -Alan spojrzał na chłopaka ze zdziwieniem.
Felix czuł się jak otumaniony.. Coś mu nie grało... Spróbował znowu wstać, jednak stracił przytomność.
Długie, krótkie właściwie nie ma większej różnicy, bo nadal są dobre :)
OdpowiedzUsuń+Informuję Cię, ponieważ widziałam, że obserwowałaś mojego bloga, o jego przeniesieniu na nowy adres:
escape-to-my-dreams.blogspot.com