Tej nocy żaden z chłopców nie mógł spać. Alan ciągle miał przed oczami widok swojego zamordowanego kociaka, a Felix widok miny blondyna widzącego szczątki zwierzaka. Felix niespokojnie rzucał się po łóżku. W pewnym monecie usłyszał cichutki hałas, dochodzący zza drzwi łączących jego pokój z pokojem Alana. Ostrożnie podniósł się na łóżku i wziął do ręki kij, który przygotował wczoraj wieczorem. Wytężając wzrok, ujrzał poruszającą się klamkę i usłyszał delikatny skrzyp drzwi. Zza nich ujrzał drobną, bladą twarz okoloną burzą blond loków. Odetchnął.
-Chcesz, żebym odszedł z tego świata na zawał czy co?
Blondyn wszedł do pokoju, zamknął drzwi za sobą i uśmiechnął się lekko.
-Jestem psychopatycznym mordercą, bój się mnie. Schowałem się w schowku, żeby cię zabić w nocy.
Felix przewrócił oczami i przesunął się na łóżku.
-Tak, ten psychopatyczny morderca przyszedł do mnie, bo pewnie boi się spać sam i nie ma się do kogo przytulić.
Alan spojrzał na niego obrażony.
-Wcale nie boję się spać sam -mruknął, wsuwając się pod kołdrę obok szatyna.
Felix objął mocno chłopaka i zamknął oczy.
-Teraz możesz sp..
-Myślisz, że wrócą? - przerwał mu Alan.
Chłopak otworzył jedno oko i zobaczył, że zielone oczy Alana są szeroko otwarte i wpatrzone w sufit. Przesunął się trochę pod kołdrą, przytulając go mocniej do siebie.
-Nie dzisiaj.. Ale pewnie wrócą. Nie bój się.
-Jak mam się nie bać? Ktoś wymordował mi rodzinę, a teraz chce zabić mnie, a ja mam być spokojny? - Alan próbował wyrwać się z objęć Feliksa, ten jednak trzymał go mocno i czekał, aż się uspokoi.
-Nie tkną cię. Nie pozwolę im. Zaufaj mi, okej?- Feliks patrzył głęboko w oczy blondyna. Alan położył się obok szatyna.
-Ufam ci.
***
-Przeżyłeś noc, super, wstawaj, bo jestem głodny.
Alan wyciągnął się na łóżku, które było zdecydowanie zbyt puste. Podniósł wzrok na stojącego przed nim Feliksa, który stał już kompletnie ubrany.
-Idź sam sobie coś ugotuj. Po co wyciągasz mnie z łó.. -Felix przerwał mu pocałunkiem.
-Bo chcę zjeść z Tobą. W dodatku ja nie ogarniam tej kuchni.
Alanowi przed oczami mignął widok piekarnika z poprzedniego dnia.
-Nie idę tam.
-Spokojnie, wszystko posprzątałem.- Alan popatrzył na niego.
-A co z Amelią?
-Jest gdzie indziej. Później urządzimy jej pogrzeb, okej?
-Okej.. -Alan wstał, założył na siebie szlafrok. Coś mu nie pasowało...
-Ej.. gdzie jest moja koszula? -spojrzał na Feliksa, ten tylko uśmiechnął się szeroko
-Przeszkadzała mi w nocy.
Alan wychodząc z pokoju, mruknął jeszcze coś w stylu ` zboczeniec`. Felix tylko się zaśmiał.
***
Felix szybko wykopał spory dół w zmarzniętej ziemi za domem. Oparł się o szpadel. Mimo, żeby był mróz, było mu gorąco. Alan stał kilka kroków przed nim i wpatrywał w ogród. Widok był oszałamiający, stare drzewa pokryte śniegiem, stare konary, uginające się nad małymi alejkami. Podszedł do niego od tyłu i przytulił mocno. Ten odwrócił się do niego i pocałował. Felix najchętniej by sobie pozwolił na więcej, ale było zimno i nie byli tu dla przyjemności. Puścił blondyna i podszedł do drewnianego pudełka, w którym leżały szczątki kotki. Spojrzał na Alana, który patrzył w niebo i delikatnie położył pudełko na dnie wykopanego dołu. Alan spojrzał ostatni raz na pudełko i wspólnie je zakopali, stawiając w tym miejscu spory kamień. Dzień miał się już ku zachodowi, zrobiło się lodowato, ale nadal było spokojnie i pogodnie. Stali przytuleni, patrząc na zachodzące słońce.
Znikąd zerwał się mocny wiatr, a z północy zaczęły na horyzont wspinać się stalowoszare chmury.
-Zbiera się na burzę. Wracajmy do domu. -Alan pociągnął Feliksa za rękaw, ten jednak patrzył jak urzeczony w ciemne chmury, które przysłoniły już połowę nieba. Alan pomyślał, że wygląda jak władca burzy, jednak nie rozmyślał nad tym dłużej, bo niebo zaczęły przecinać błyskawice.
I znowu krotka notka:( a tak wogóle świetny rozdział :D
OdpowiedzUsuń