-C-co Ty robisz?
Felix zawisł nad nim na czworaka, przewrócił go na plecy i spojrzał mu w oczy.
- Co ty się mnie tak boisz?
Alan przewrócił oczami. Nie boję się. po prostu mnie napastujesz. Czego chcesz? Złaź ze mnie.
-Chyba cie pogrzało. Najpierw.. Pamiętasz, co mówiłem na kanapie?
-Że chcesz mnie poznać? Zły sposób.
Nagle Felix pochylił się i pocałował Alana w usta. Ten nie wiedział, co zrobić. Dotyk jego ust jest taki delikatny. Nie mógł się poruszyć.
Felix odsunął się. Co zdziwiło Alana, on wcale tego nie chciał. Nie odpychał go. Patrzyli sobie w oczy dłuższą chwilę. Felix uśmiechnął się.
-A więc to tak, sło...- nie dokończył, Alan przerwał mu pocałunkiem.
Alan nie mógł uwierzyć, że to zrobił. Ale też nie mógł przestać. Co z tego, że oboje są facetami. On zaczął. Alan zarzucił mu ręce na szyje, przyciągnął go do siebie. Delikatnie wsunął język do jego ust.
Felix, który do tej pory był jak sparaliżowany, teraz przyciągnął go zachłannie do siebie.
Alan jednym ruchem zrzucił go z siebie i wstał. Otrzepał się i poprawił ubranie.
-Tak się właśnie czuje człowiek, którego uczuciami ktoś się bawi. To tyle, jeśli chcesz coś więcej o mnie wiedzieć. Zapraszam na kolejną lekcje jutro.
-Cz-czekaj, gdzie idziesz, jeszcze nie skończyłem.
-Ale ja skończyłem. Żegnam.
Felix złapał go za rękę.
-Nie. Skończyłem. - pocałował go, przytrzymując jego głowę wolną ręką. - naprawdę uważasz, że się tobą bawię? Myślisz, że dla zabawy byłbym zdolny do czegoś takiego?
-Nie znam cie. -Alan wyszarpnął się. Miejsca, gdzie go dotykał, paliły jak ogniem. - Niby jak mam ci zaufać
-Zaryzykuj. -uśmiechnął się i oblizał usta.
-Dobra. Co chcesz o mnie wiedzieć?
Następne kilka godzin rozmawiali. Alan poczuł coś, jakąś więź tworzącą się między nimi.
***
-Ej, stary..
-Mhmm? - Alan nawet się nie odwrócił, stojąc w kuchni i szykując jedzenie.
-Mogę zostać u ciebie na noc?
Alan wzruszył ramionami. - Jasne. - Postawił przed nim napój i podgrzaną pizzę. - Smacznego, zacznij beze mnie. Skoczę przygotować ci pokój.
-Hę?- spojrzał na niego
-No pokój. Gościnny. Chyba, że lubisz spać w kurzu i bez pościeli.- Alan zerknął na niego i uśmiechnął się.
-Żartujesz chyba. Po co sprzątać. Masz w pokoju wielkie łóżko, zmieścimy się spokojnie.
Alan spojrzał na niego jak na kosmitę.
-Kpisz, czy o drogę pytasz? - Alan szybko wstał. - Jeszcze będziesz chrapał, tego bym ci nie wybaczył.
Felix złapał go za rękę i podciął mu nogi tak, że w jednej chwili wylądował obok niego na podłodze.
-Ej, to nie było miłe.
Felix oparł się o niego.- Nie idziesz nic sprzątać. Chyba, że zamieszasz spać tam ze mną. W dodatku... Ja śpię z kotem.
-Nie ma mowy. Kot jest mój.-Zawarczał Alan.
-No to śpimy razem. A teraz jedz, słodziaku. - Feliks usiadł obok niego tak, że ich ramiona i kolana się stykały. Alan wcale nie chciał się odsuwać.
-Nie ma mowy. Kot jest mój.-Zawarczał Alan.
-No to śpimy razem. A teraz jedz, słodziaku. - Feliks usiadł obok niego tak, że ich ramiona i kolana się stykały. Alan wcale nie chciał się odsuwać.
***
` No nie wierzę. Przekręcił mnie. Zamorduje go jutro. `
Alan grzecznie leżał na swojej połowie łóżka... to jest leżałby, gdyby śpiący Felix nie przyciągnął go do siebie i przytulił, tak, że Alan nie miał jak się ruszyć. W dodatku kot spał z drugiej strony Feliksa.
Po kilku minutach, Felix poruszył się przez sen. Alan myślał, że już uda mu się wydostać, gdy ten przytulił go mocniej, pocałował we włosy i spał dalej. Tego było Alanowi za dużo. Przekręcił się, mało nie wyłamując sobie przy tym barku i kopniakiem zrzucił Feliksa z łóżka.
-Ee? Co ty odwalasz? Pogrzało cie? - Felix, wybudzony i zły, stał nad łóżkiem, nad równie wściekłym Alanem.
-Daj się wyspać, co? Nie dość, że się do mnie non stop kleisz, to mało mnie nie udusiłeś tymi łapskami. - Alan odwrócił się do niego plecami i nakrył kołdrą. Poczuł Feliksa wślizgującego się do łóżka.
Felix objął go w pasie, przyciągnął do siebie i mruknął do ucha - Dobranoc.
Alan nie protestował. Nie chciał się do tego przyznać, ale marzył o tym, żeby Felix już na zawsze go tak trzymał.
***
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz