sobota, 19 stycznia 2013

Kyōfu ~ 11

Alan przebudził się. Nie wiedział, co się dzieje. Nie było mu już zimno, mimo, że był cały w śniegu. Próbował odgarnąć włosy z czoła - nie mógł poruszyć nawet palcem. Zastanowił się, co go obudziło. Wtedy usłyszał głos. Głos, który tak bardzo kochał, wołający jego imię. Nie było już kompletnie czarno, nastawał świt.. Nie był pewien, ile godzin tak siedział i dlaczego. Chciał zawołać Feliksa, próbował to zrobić, ale udało mi się jedynie otworzyć usta, w których wydostał się cichutki pisk. Zebrał się w sobie. Siłą woli poruszył palcami. Rozgrzewał je, dopóki nie mógł nimi jako tako manewrować. Myśl o Feliksie, błąkającym się po lesie, rozgrzewała. Promień wschodzącego słońca padł na jego twarz. Jakimś cudem udało mu się wstać. Jednak nogi szybko się pod nim ugięły. Spadł z platformy na drzewie z hukiem. Podniósł się i oparł o drzewo. Nie było mu zimno. A przecież powinien być zlodowaciały. Oparł się o drzewo. Słyszał, że ktoś biegnie, wołając jego imię. I pamięć wczorajszego wieczoru wróciła mu momentalnie. Felix przytulający Kornelię, całujący ją. Alan zagotował się z gniewu. Wstał. Czuł, jakby jego mięśnie miały zaraz się rozerwać. 
I wtedy go zobaczył. Felix, w pełnej okazałości, zaczerwieniony od mrozu, z twarzą ściągniętą niepokojem i ulgą w oczach, że go odnalazł. 
-Alan! Tyle cię szukałem! Dobrze się czujesz? Gdzie byłeś całą noc?
Podszedł do niego i już miał go przytulić, kiedy Alan jednym zaskakująco płynnym i szybkim ruchem wymierzył mu siarczysty policzek. Feliksa wmurowało. Przez kilka sekund nic nie robił, jedynie trzymał się za policzek. 
-Zostaw mnie. - wyszeptał Alan. - odejdź. Nie chcę cię więcej widzieć na oczy, życzę ci szczęścia z Kornelią.
Oczy Feliksa rozszerzyły się. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Alana opuściły wszystkie siły i padł nieprzytomny na śnieg. 
***
-WYNOŚ SIĘ!
Alan usiadł raptownie na łóżku, obudzony wrzaskiem. Słyszał jakieś zamieszanie.. gdzieś niżej. Gdzie on w ogóle był. Poczuł miękką pościel pod placami. Był w swoim pokoju. Ale ostatnie, co pamiętał, to zimno. Przerażający chłód. Teraz było mu gorąco, miał wrażenie, że jego stopy i dłonie płoną. Nie mógł nimi poruszyć. Jego głowę przeszył ostry ból. Padł na łóżko z cichym jękiem. Nie słyszał już nic poza głośnym biciem swojego serca. Próbował sobie przypomnieć, co zdarzyło się wczoraj. Gdy znalazł go Felix... Co się wtedy stało? Poszedłem z nim do domu? Po tym wszystkim? Moment, nie.. No tak. Uderzył go. Kazał się wynosić i zostawić go w spokoju. A potem była już tylko ciemność, mrok spowijający jego umysł jak czarny całun. Zaczął myśleć racjonalnie. Był wtedy o krok od śmierci. Ale żyje.. Dzięki Feliksowi. Moment. Przecież to przez niego się to wszystko stało. 
Usłyszał trzaskanie drzwiami. Co się tam dzieje? Kroki po schodach. Ktoś tu idzie. Alan udawał, że śpi. Usłyszał, że kroki zatrzymują się mniej więcej w progu jego pokoju. Potem, powoli i cicho, zbliżały się do jego łóżka. Skrzyp materaca. Ten znajomy zapach. Felix przysiadł na jego łóżku. Poczuł, że coś gorącego wślizguje się w jego lodowatą dłoń. To były palce Feliksa. Cieszył się, że nie może nią ruszać, bo zapewne ścisnąłby jego rękę, ale był też zmartwiony. Jest przytomny, myśli racjonalnie. Czemu nie może poruszyć dłonią? Ale te myśli zniknęły, gdy poczuł gorący oddech na twarzy. 
-Alan... przepraszam...
Gorące krople spadły na jego twarz. Chciał otworzyć oczy, jednak się powstrzymał. Poczuł jego delikatne usta na swojej twarzy, które delikatnie usunęły krople. Felix płacze, przemknęło przez myśl Alanowi. Poczuł dłoń na policzku. Otworzył oczy. Twarz chłopaka znajdowała się kilka centymetrów od jego, szatyn patrzył mu głęboko w oczy.
-Dzięki Bogu, żyjesz.
Felix delikatnie pocałował Alana. Ten odwrócił głowę.
-Co jest?
-Nie zmuszaj się. Byłem głupi. Nie wiem, co ja sobie wyobrażałem,przecież jesteś facetem.
-Ej, pozwól mi wyjaśnić. To w salonie to był wygłup. Ja ją ledwo znam. Nawet nie pocałowałem jej tak naprawdę, ba, nie dotknąłem jej ustami.
-Mnie też ledwo znasz.
-Ale ciebie kocham. - Felix położył się przy nim, delikatnie całując jego szyję. - Wyrzuciłem ją z domu. Chyba się na mnie nie obrazisz.
-Dlaczego? - Alan przytulił się do niego, chociaż miał ograniczone ruchy.
-Ughm.. nieważne. powiem ci, jak wydobrzejesz. - głaskał jego włosy. Teraz śpij. Musisz wyzdrowieć.
-Właśnie... Nie mogę ruszać palcami...
Felix wziął jego ręce, przyłożył sobie do piersi i pocałował Alana w policzek.
-Nie martw się.. proszę... wszystko będzie dobrze... Z oczu Feliksa znowu popłynęły łzy. 
Alan był zdezorientowany.
-Dlaczego płaczesz?
-Bo to wszystko moja wina. Gdybym wtedy cię tak nie wymęczył i nie wyziębił.. wszystko potoczyłoby się inaczej.
-Nic się nie stało.. Felix.... przepraszam, że uciekłem. Kocham cię. Dziękuję za ratunek.
Felix pocałował go w czoło.
-Śpij już. Kocham cię, nawet nie wiesz, jak bardzo.
Uspokojony tymi słowami, Alan odpłynął w głęboki sen.
***

4 komentarze:

  1. Ta cześć bardzo podobała mi się,ale zdziwiło mnie to,że Alan ot tak po prostu mu wybaczył c: No ale co powiedzieć jak miłość miedzy nimi jest bardzo głęboka c: Fajnie byłoby,gdyby byłoby więcej scen w których okazują sobie miłość,ale w większym stopniu.Poza ty rewelacja c: Pozdrawiam~

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczynam czytać twojego bloga od początku, piszesz naprawdę sensownie. Nie śpiesz się z kolejną częścią, daj mi najpierw nadrobić zaległości, co zresztą czynię z wielką przyjemnością :) Z przyjemnością tez dołączam do obserwatorów .
    f-me-i-am-famous.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję c: 12 rozdział będzie mniej więcej dzisiaj przed północą, ale nie będzie szczególnie długi c; Cieszę się ze komuś podoba się to co pisze :3

      Usuń