-Za bardzo cię wycałowałem?- Felix pochylił się i pocałował go w czoło.
-Nie, za dużo sztucznego uśmiechania się do babci z siedzenia obok, którą zdemoralizowaliśmy. -Alan odchylił głowę i wciągnął do płuc czyste powietrze.
Okolica była śliczna, taka, jaką ją zapamiętał. Ten brzeg jeziora był piaszczysty, otoczony drzewami jakby drzewa chciały schować domek. A raczej dwupiętrową rezydencję. Z tarasu był prześliczny widok na skrzące się w blasku słońca jezioro. Gdy był mały,nigdy nie wiedział, czy woli siedzieć tutaj i wpatrywać się w widok, czy pluskać w ciepłej wodzie jeziora. Z zamyślenia wyrwał go Felix.
-O co ci chodzi. Wyglądała, jakby chciała nas poczęstować ciastkiem.
-Tak, z pewnością dałaby nam tonę ciastek, bylebyś skończył mnie obściskiwać w autobusie.
-Nie mów, że ci się nie podobało. - musnął nosem jego policzek. Na wspomnienie chwil spędzonych w autobusie, zarumienił się.
-Chodź, przyjdziemy tu później. Nie przyjechałem tu, żeby sterczeć na dachu. Myślisz, że lód jest wystarczająco mocny, żeby wskoczyć na łyżwy?
-No ba. Po to tu przyjechaliśmy, mądralo.
-Chyba Ty. - Felix złapał Alana i przyciągnął do siebie, wplótł palce z jego włosy i mocno pocałował. -Chodź, zanim trafisz do łóżka.
Alan się zarumienił. Ponownie.
-Jeszcze jedna aluzja, a będę rozbijać lód Twoją głową. - szepnął mu do ucha, wsuwając mu rękę pod ubranie.
-Jesteś nieznośny
***
Herbata. Kawa. Czekolada. Kakao. Obojętnie co, byleby było gorące. Chyba jedyną częścią ciała, która Alanowi nie zmarzła, były usta, a o to zatroszczył się Felix. Ale po 2 godzinach lądowania w śniegu i jazdy na łyżwach w takim mrozie czuł się jak sopel.
Felix zdjął ze zmarzniętego Alana kurtkę, posadził na sofie i przykrył kocem.
-Pf, myślałem, że jesteś bardziej gorącym chłopcem, Słodziaku.
-J-jesteś idiotą.
-Wiem - Felix uśmiechnął się szeroko. Alan kochał sposób, w jaki to robi. Powinien cały czas chodzić uśmiechnięty.
Szybko zrobił Alanowi gorącą czekoladę i wsunął się pod koc obok niego.
-Dzisiaj śpisz za drzwiami. Albo nie. Bo znowu będziesz straszył jakichś biednych ludzi. Śpisz na strychu.
-Ej, ta dziewczynka sama się spytała, czy jestem wampirem. Chyba myślała, że wysysam z ciebie krew.
-Jeśli jej matka tu przyjdzie, ty z nią rozmawiasz. - Alan ostrożnie wziął kubek w zmarznięte ręce i napił się gorącego płynu.
-Chyba mnie nie zje. Chodź tu, rozgrzeje cię. - Felix przytulił mocno Alana, w taki sposób, że po chwili siedzieli tak zaplątani, że Alan nie wiedział, gdzie kto jest, przy okazji oblewając się czekoladą.
Alan oparł głowę o tors Feliksa.
- Idę spać. Nie próbuj mnie powstrzymać.
***
Alana obudził śmiech. Podniósł się, przecierając oczy. Leżał w swoim łóżku, zupełnie sam. Głosy dochodziły z parteru. Przebrał się w czyste ciuchy i zeszedł na dół, jeszcze rozespany. Mało nie spadł ze schodów, gdy zobaczył co się dzieje w salonie.
Na sofie zobaczył Feliksa całującego się z jakąś dziewczyną, nie widział jej twarzy. Bez słowa bezszelestnie zeszedł po schodach, zdradziło go skrzypienie tenisówek na panelach. Złapał kurtkę. Felix go zauważył. Od razu odepchnął dziewczynę i wstał z kanapy.
-Alan, czekaj, to nie...
Blondyn nie usłyszał więcej, bo wybiegł z domu, trzaskając drzwiami. Przebiegając obok salonowego okna, zauważył, że dziewczyna też się podniosła, była wysoką blondynką o czarnych oczach. Jest śliczna, nic dziwnego, przemknęło Alanowi przez myśl. Jednak nie to było jego największym problemem. Nie wiedział, gdzie iść, a słyszał, że Felix wybiegł za nim z domu. Nie chciał patrzeć mu w oczy. Podświadomie wiedział, że tak się to skończy. Jednocześnie skądś znał tę dziewczynę, ale nie mógł sobie przypomnieć, skąd.
***
Przenikliwe zimno. Ciemność. Cisza. Mimo, że normalnie Alan nie wytrzymałby ze strachu, teraz był spokojny. Siedział w starym domku na drzewie, z czasów, kiedy był jeszcze mały, a Alicji nie było jeszcze na świecie. Domek już rozleciał się w połowie, jednak drabinka i podłoga mocno się trzymały. Dachu nie było, podobnie jak dwóch ścian i śnieg padał mu na głowę. Myślał o tym, co zobaczył. Może to ona go pocałowała, a on nie chciał? Wykluczone, to on był pochylony nad nią. Może to jakaś jego rodzina? Całowałby się z kuzynką? Niemożliwe. Jego była? Niby skąd. Kim ona jest? Nie przyjrzał się dokładnie jej twarzy. Ale te oczy... Skądś je znał.Nagle go olśniło. To Kornelia, jego była przyjaciółka. I była lokatorka domu Feliksa. Wszystko jasne. Tak więc dawał robić się w konia tyle czasu. Nie miał pojęcia, co ona tu robi. Zresztą, to już nieważne.
Alan nie czuł już stóp i dłoni. Dobrze, że ma przynajmniej kurtkę. Prześpi się tutaj do rana, a potem wróci do swojego domu w tym znienawidzonym mieście i przemyśli, co robić dalej. Dziwna myśl kołatała mu się po głowie. Przecież może zamarznąć. Jeśli zaśnie, jest to możliwe. Ale nie był w stanie się ruszyć. W dodatku przypomniała mu się scena w salonie. Felix i Kornelia, tak zajęci sobą. Było mu wszystko jedno. Usnął.
***
o nie, nie nie...
OdpowiedzUsuńobserwuję !
OdpowiedzUsuń