***
Na przerwie Alan zauważył że nowy do niego idzie. Felix zmierzył go wzrokiem.-Cześć, słodziaku, czyżbym na gegrze zajął twoją miejscówę?
Alan, mocno zdziwiony, nie wiedział, jak zareagować. spojrzał wymownie na Felixa i wskazał palcem na słuchawki w uszach, jednak nie zdążył włączyć jeszcze muzyki.
Felix jednym ruchem wyrwał mu słuchawki, rzucił je w kąt i ponowił pytanie.
Nagle zrobiło się cicho. Cała szkoła patrzyła się na nich. Nikt nie śmiał się odezwać.
-Tak, zwykle ja tam siedzę. Masz z tym jakiś problem? - odparł Alan opryskliwie i wyciągnął z kieszeni drugie słuchawki.
-Nie, skądże. - I już odchodził, ale zatrzymał się i dodał - Fajne krążą o Tobie plotki. Naprawę zastrzeliłeś swoich rodziców i siostrę, a potem podpaliłeś dom?
Alana wmurowało. To już była przesada. Jego rodzice zginęli w pożarze domu, w którego tylko on zdołał uciec, a siostra pod kołami jakiegoś pijanego kierowcy miesiąc wcześniej.
-Kto ci tak powiedział?- spytał szeptem.
Felix momentalnie się odwrócił.
-To prawda? Naprawdę zamordowałeś rodzinę?
-PYTAM, KTO CI TAK POWIEDZIAŁ, DO JASNEJ KURWY. - Alan już nad sobą nie panował. Może to przez ciąg bezsennych nocy, albo wspomnienie siostry.
-Nie powiem ci. - Alan spojrzał na niego z niedowierzaniem, i już miał się na niego rzucić, gdy ten wręczył mu jakąś kartkę. -Przyjdź do mnie po szkole, to pogadamy.
Jeszcze chwilę, ze słuchawkami w dłoni, patrzył za odchodzącym nowym.
***
Alan siedział na swoim ulubionym fotelu w domu i patrzył się na kartkę jak zahipnotyzowany. Ma tam iść? Co zrobi, jeśli już się dowie?
` . Dobra, pójdę tam. Ale nie od razu. Niech nie myśli, że jest bóg wie kim. Najpierw.. są ważniejsze sprawy... .`
Alan wstał, zarzucił kurtkę na ramiona, i wyszedł z domu. Jego ulica prezentowała się jak zawsze. Szereg parterowych domów wiktoriańskich, każdy z tarasem, Na kilku obowiązkowo staruszki, popularny małomiejski monitoring. Dom Alana odróżniał się znacząco od reszty. Była to mała, piętrowa willa, z lekko zaniedbanym ogródkiem. Alan także był inny niż reszta rówieśników, odkąd się tutaj sprowadził. Po śmierci rodziców, przeniósł się do miasteczka, do którego mieli się przeprowadzać w niedalekiej przyszłości. Niestety, w lipcu, jego rodzice zaczęli dostawać listy w groźbami, których Alanowi nie wolno było dotknąć. Potem zginęła Alicja. Sprawca do tej pory się nie znalazł, i mimo, że wszyscy uznali to za wypadek pijanego kierowcy, jego rodzice sądzili, że to właśnie ci, którzy wysyłali te listy. W miesiąc odrestaurowali dawny dom 200 km. stąd. Ale dzień przed przeprowadzką...
Alan nie chciał o tym myśleć. Szedł szybko ulicą, zmierzając do starego, gotyckiego kościoła. Wchodząc do środka, przypomniały mu się koszmary senne. Usiadł w ostatniej ławce i szybko pomodlił się za rodziców i siostrę. Nie wiedział, czemu, ale coś kazało mu wyjść z kościoła.
Wychodząc, obejrzał się za siebie. Ujrzał skulone dwie dziewczyny z jego klasy, w bocznej nawie z drugiej strony, które właśnie zaczęły szeptać jak opętane. Przypomniało to Alanowi o Feliksie i powoli ruszył w stronę jego domu.
Znał doskonale tę okolicę. Gdy był mały, jego rodzice często tu z nim przychodzili. Stanął przed wysokim domem o drewnianych ścianach, z wielkim trawnikiem, na którym właśnie stało kilka pustych cieżarówek. A więc dopiero się sprowadzili. Zaśmiał się w duchu, że jeśli przyprowadził go tutaj do pomocy przy noszeniu pudeł, to zaprowadzi go na dach i z niego zrzuci. Znał ten dom. Kiedyś mieszkała tu dziewczynka o imieniu Kornelia. Często razem się bawili, ale to już nie ten sam dom, a ona z rodzicami przeprowadziła się lata temu.
Przeskoczył przez zamkniętą bramę, nawet nie zapukał, doskonale wiedział, gdzie będzie pokój Feliksa. Wszedł na drewniane schody, które nawet nie skrzypnęły i skierował się do 2 pokoju po lewo, z 2 oknami, z których jedno miało widok na drogę, a drugie na ogród. Też nie zapukał. Nie było go w środku, jednak nie pomylił się, widząc stojące tam kartony z podpisem 'Felutek'. Uśmiechnął się mimowolnie. Usiadł na parapecie po prawo od drzwi i czekał. Słyszał przytłumione głosy z parteru, w tym radosny, śmiejący się głos, którego właścicielem zapewne był Felix. Po kilku minutach usłyszał kroki na schodach. Nareszcie, pomyślał. Felix wszedł do pokoju, postawił pudło na podłodze, i już miał wychodzić, kiedy spostrzegł Alana na parapecie.
-Co Ty tu robisz? - Felix cofnął się o krok.
-No jak to co? Zaprosiłeś mnie przecież. -Alan zeskoczył z parapetu i podszedł do Feliksa.
-Ale myślałem, że zapukasz i wejdziesz drzwiami, a nie wparujesz mi przez okno! - Alan spojrzał sie na niego jak na idiotę i wyjrzał przez okno.
-Oh, przecież wszedłem drzwiami. Nie lubię pukać. Pomyślałem, że na Cb tu zaczekam.
-No, słodziaku, długo tu byłeś? Chyba nie przegrzebałeś moich rzeczy?- Felix i Alan przez chwilę mierzyli sie wzrokiem. Alan zauważył, że Felix jest wyższy o pół głowy, jednak to nie przeszkodziło rzucać mu zabójczych spojrzeń.
-Spokojnie, Felutku, nie interesuje mnie Twoja osoba, po prostu chce wiedzieć, kto już powienien dostać Nobla za opowieść kryminalistyczną, której jestem głównym bohaterem.
Felix skrzywił się na to zdrobnienie, usiadł na kartonie, który postawił tu przed chwilą i już miał zacząć mówić, kiedy przerwał mu Alan.
-Na Twoim miejscu nie stawiałbym tu tego pudła, a w szczególności na nim nie siadał. -Felix dziwnie na niego spojrzał.
-Czemu niby n.. -Nie skończył, bo deska w podłodze, załamała się pod ciężarem i Feliks wywrócił się do tyłu, przewracając stos pudeł, które niechybnie by na niego spadły, gdyby Aleks nie złapał go za rękę i w ostatniej chwili nie odciągnął z rumowiska.
-Idiota. Mówiłem przecież. - Alan odsunął się od nieznajomego, otrzepując ręce, kiedy ten jeszcze patrzył na niego w szoku.
-Skąd ... ?
-Znam ten dom dużo lepiej niż ty. - przerwał mu Alan. -W ramach podziękowania może wreszcie powiesz mi, kto rozsiał aż tak nieprawdopodobną plotkę?
Feliks usiadł, i rozmasowując tył głowy zamknął oczy.
-Dlaczego tak bardzo chcesz to wiedzieć? Nie powiem ci nic. Albo nie. Powiem ci jutro w szkole, chce zobaczyć Twoją reakcję. Jednak chciałbym się dowiedzieć czegoś o Tobie.
Alan żałował, że nie zostawił go pod pudłami.
-Niczego ci nie powiem. Do zobaczenia jutro w szkole. - Wskoczył na parapet, widząc, że stara jabłoń nadal stoi przy oknie, i wyskoczył, łapiąc się gałęzi, a gdy dotknął stopami ziemi, uciekł jak najszybciej, z przyzwyczajenia, bo zawsze gonił go tutaj stary pies rodziców Kornelii.
***
fajne opowiadanie i dość oryginalne imiona ;p
OdpowiedzUsuńBędę wpadać od czasu do czasu ;d
http://el-temperamento-del-sol-y-del-mar.blogspot.com/
ciekawe opowiadanie ^^
OdpowiedzUsuńna pewno tu jeszcze zajrzymy ;D
Ciekawe, ciekawe ...
OdpowiedzUsuńA tak wgl. obejrzałam więcej niż połowe z tego spisu anime :>
Obserwuję:>
http://modaprzemijastylpozostajex3.blogspot.com/