` Nie ma to jak w pełni wykorzystany dzień. Cały dzień głaskania i pasienia bezimiennego jeszcze kota. Moje życie jest do ... `
Rozmyślania przerwał Alanowi dzwonek do drzwi. Posadził sobie kota na ramieniu i poszedł otworzyć drzwi. Pierwszy raz ktoś do niego przyszedł. Aż się bał, kto to może być.
-Cześć, słodziaku! Szybko biegasz, ci powiem...
Alan od razu chciał zamknąć drzwi, jednak Felix zdążył wsunąć stopę do środka.
-No nieładnie. Tak się traktuje gości? - Otworzył drzwi siłą, wszedł do środka i rzucił jakiś pakunek. Alan złapał go odruchowo.
-Dla ciebie. Miałem ci kupić wino, ale nie mam pojęcia, co do Twoich gustów.Co jest tylko i wyłącznie Twoją winą.
-Przepraszam cie bardzo, co Ty robisz w moim domu? Skąd znasz adres?
Felix spojrzał się na niego wymownie.
-Od Moniki.
Alan zaklął. '' Czemu one zawsze muszą wtrącić się w moje życie? ''
-Czego chcesz?- Alan usiadł na sofie w salonie i położył sobie kota na kolanach.
-Chce cię poznać.
-Po co ci wiadomości o mnie?
-Nie planuje nic złego. Jestem po prostu ciekawy.
Alan prychnął. Felix spojrzał się na niego jak na idiotę.
-Nie bój się. Co się stanie, jeśli się zaprzyjaźnimy?
-Hmm, no nie wiem. Dziewczyny przestaną cie lubić i uznają za odrzutka, jak mnie, albo gdy się o mnie dowiesz czegoś więcej uznasz, że nie jestem warty znajomości z kimś takim jak Ty pójdziesz do Monikowatych i Adowatych, rozsiewać plotki na mój temat, jakby to był Twój życiowy cel.- cały czas, gdy mówił, głaskał kota, a właściwie kotkę.
Felix podszedł i zabrał mu zwierzaka. Podniósł go na wysokość twarzy lekko głaskał nosem jego pyszczek.
-Oddaj kota.
-Nie.
-Oddaj.
Alan wyciągnął rękę po kota
-Mówię ci ostatni raz. Kot jest do zwrotu.
-Jak się wabi?
Alan popatrzył na kotkę.
-Nie ma imienia. Dopiero dzisiaj ją znalazłem pod drzwiami.
-Mogę go nazwać? -Felix przytulił kota.
-Że niby jak? -Alan prychnął
-Słodziak. No bo jak inaczej.
Brwi Alana powędrowały w górę. Felix tymczasem pocałował kota w pyszczek, przytulił i rzucił się na sofę, obok Alana, wciąż przytulając kota. Kilka zwinnych ruchów i już jego głowa leżała na klanach blondyna.
- Nie dbam o to, co te laski sobie pomyślą. Są puste i tępe. Nawet cie dobrze nie znają, a już wystawiają opinię. Olać to. I nie bój się, nigdy nie zostawiam przyjaciół, choćby nie wiem jaką historię czy opinię mieli.
Szok. Alan nie mógł się poruszyć ani odezwać.
-No o co chodzi? Powiedziałem coś nie tak? - Spojrzał swoimi błękitnymi oczami wprost w zielone oczy Alana.
-N-nie, nic. Zaskoczyłeś mnie. Ale i tak oddaj zwierzaka. Nie ma szans, żebym nazwał go Słodziak. To przecież kotka.
Felix zmarszczył brwi.
- A zawsze chciałem wycałować jakiegoś słodziaka... - Felix zrobił smutną minkę.
- Idiota. - Alan zrzucił jego głowę ze swoich kolan i wstał. Poczuł czyjąś obecność za plecami, zdecydowanie zbyt blisko, więc odruchowo się odwrócił. Błąd. Stał może 2 centymetry od Feliksa. Spojrzał mu w twarz - kolejny błąd. On patrzył w jego oczy. Przez moment stali tak jak zahipnotyzowani, a kiedy Felix się poruszył - nachylał się ku Alanowi - ten momentalnie odskoczył, porwał kota z sofy i uciekł na piętro, do swojego pokoju, krzycząc do Feliksa, żeby wychodząc, nie zapomniał zamknąć drzwi.
O ja....:D
OdpowiedzUsuń