piątek, 18 stycznia 2013

Kyōfu ~ 8

-No to ładnie. Teraz jesteś bezdomny.
-O czym Ty gadasz? Masz współlokatora.
Alan zaśmiał się.
-Śpisz na wycieraczce!
-A nie, bo z tobą.
***
Alan wrócił do domu z Feliksem. Spojrzał na zegarek - ostatni autobus nad jezioro odjechał 15 minut temu. `No nic, pojedziemy jutro ` . Spojrzał na Feliksa, który stał pośrodku salonu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
-Chodź, pokażę ci nowy pokój.
Feliks podniósł głowę.
-Co? A, tak, już idę. - Wziął walizki i poszedł za Alanem na piętro.
Nowy pokój Feliksa znajdował się niedaleko obok pokoju Alana, był wielki, z biało-kremowymi ścianami i ciemnobrązowymi drewnianymi meblami. Felix rozejrzał się. Był zakurzony, jakby nikt tutaj nigdy nie mieszkał, ale poza tym nie było źle. Duże łóżko, szafa wnękowa, zabytkowa komoda i miękki biały dywan... Luksus. Zauważył też drzwi, przejście do pokoju obok. Gdy je otworzył zobaczył coś na kształt ukrytego pokoju dla dzieci i drzwi do sypialni Alana. Uśmiechnął się. Wracając do pokoju, zobaczył, że Alan jest całkowicie pochłonięty sprzątaniem. Niewiele myśląc, rzucił go na łóżko.
-Hej, co Ty.. -Felix przerwał mu pocałunkiem.
Przytulił go mocno, patrząc, jak się rumieni i zaciska usta.
-No co? Już mnie nie kochasz?
-Po prostu chcę się zająć czymś poważnym. Jak tu posprzątam... strzeż się - Alan uśmiechnął się szelmowsko.
-A więc tak? Co planujesz? -cmoknął go w usta
-No nie wiem... -Alan rozpiął mu jeden guzik koszuli- a co byś chciał robić? Możemy pograć w karty...
-Głupek. -pocałował go namiętnie, odsunął się i wstał. 
Alan usiadł na łóżku, uśmiechając się. Tak słodko wyglądał, w potarganych jasnych włosach, spod których błyszczą jadowicie zielone oczy.
***
-Felix, zamorduj mnie, jeśli jeszcze kiedyś wpuszczę cię do kuchni.
Felix spuścił wzrok.
-Chciałem się na coś przydać. Nie wiedziałem, że kuchnia ...
- .. będzie bliska eksplozji? - Alan zaśmiał się
-Jesteś okrutny. Za karę masz zjeść wszystko ze swojego talerza.
Alan spojrzał na zwęglone szczątki czegoś, co miało być spaghetti.
-Wiesz, jesteś tak doskonałym kucharzem, że nie zjem więcej. Dziękuję za posiłek - Alan wstał od stołu.
Szybko zrobił kanapki sobie i Feliksowi, który miał nadal smutne spojrzenie.
-No już dobrze, nic się nie stało.
-Jestem beznadziejny...
Alan westchnął. Usiadł przy stole na przeciwko Feliksa i zaczął jeść na przemian swoje kanapki i spalone spaghetti Feliksa. Chłopak wytrzeszczył oczy.
-T-ty to jesz?
-No ba. W końcu zrobiłeś to dla mnie. Jest nawet zjadliwe.
-Nie musisz się zmuszać. Jeszcze się zatrujesz.
Alan podsunął mu kanapki.
- Spróbuj z tym. Naprawdę dobre.
Felix jadł ostrożnie. Odetchnął z ulgą.
-Dzięki, słodziaku.
-To ja dziękuję za kolację. To jak randka.
Obaj się zaśmieli.
***
-Felix, wiesz co?
-Mhhhmmmm? -mruknął, zajęty przeżuwaniem.
-Chyba cię kocham.

1 komentarz: